czwartek, 27 lipca 2017

Rozdział 4

*Candice*
   Jadąc z Davidem do szkoły czułam, że to będzie mój dzień. Wprost umierałam z niecierpliwości by móc patrzeć na to jak na korytarzu co popularniejsi uczniowie wytykają Louisa palcami krzycząc "gej", "pedał" lub gorsze wyzwiska, a ja rzucę mu tylko triumfalne spojrzenie. Nie bałam się jego odwetu. Po moim mistrzowskim zagraniu nikt nie będzie skłonny mu w nic uwierzyć, wszelkie próby rozsiania jakichkolwiek plotek skończy się dla niego ponownym wyśmianiem. Tak jak powiedziałam mu wczoraj na imprezie: w tej szkole jest spalony, choć nie wiadomo czy w innych by nie był. Plotki roznoszą się bardzo szybko po szkołach w Chicago. W końcu każdy ma znajomych w różnych szkołach, a nie wierzę, by wczorajsze nagranie, które im puściłam zostawili tylko dla siebie. Jednak o taki efekt mi chodziło. Im więcej osób wie, tym lepiej.
   Przy głównych drzwiach już czekały na mnie dziewczyny. Przywitałyśmy się i weszłyśmy do szkoły, jednak nagle Lauren się zatrzymała i wskazała na jeden z plakatów wiszący na drzwiach.
  - Candy, tu jest twoje zdjęcie. - powiedziała, na co od razu podeszłam bliżej i zerknęłam na wiszącą kartkę papieru.
   Był to jeden z typowo psychologicznych plakatów mających na celu wzbudzić w uczniach wrażliwość na pewne tematy, jednak dla mnie były to zwykłe śmieci, których nikt nie czytał, ten jednak wzbudził moją uwagę nie ze względu przekazu, a zdjęcia na które wskazała Lauren i doskonale wiedziałam kto go tu powiesił.
   Na środku kartki widniał napis napisany wielkimi literami "NIE BĄDŹCIE OBOJĘTNI NA SWOJE DZIECI, DAJCIE IM MIŁOŚĆ" a pod spodem zdjęcie z rozdania na nagród na najlepszego projektanta roku, gdzie widać było jak Riley idzie by odebrać nagrodę uśmiechając się do gości, a drugą ręką odpycha mnie od siebie każąc zostać na swoim miejscu, żebym nie wychodziła razem z nią. Doskonale to pamiętałam. Byłam na nią za to wściekła. Pozostali projektanci, którzy również zostali wyróżnieni wychodzili razem ze swoimi rodzinami i dziękowali im za wsparcie, a moja matka wolała nie pokazywać się ze mną, żebym przypadkiem nie zepsuła jej przemówienia i nie przyniosła wstydu. Nigdy nie kazałam jej mnie kochać, ale mogła się ze mną chociaż raz pokazać i poudawać troskliwą mamusię, ale ona zawsze taka była. Od momentu w którym umarła moja babcia czyli ponad 6 lat temu i Riley musiała przejąć nade mną opiekę codziennie dawała mi znać jak bardzo zepsułam jej idealne życie i ani razu nie pokazała się ze mną publicznie.
   Ze złością zerwałam plakat, podarłam go na malutkie kawałeczki i wyrzuciłam do kosza. Tym razem Louis mocno przegiął, nie miał prawa wywieszać takich rzeczy.
  - Rozejrzyjcie się po szkole i sprawdźcie czy nie ma tego więcej, a ja poszukam tego cholernego Lewisa. - oznajmiłam szybko wchodząc schodami na górę, bo miałam przeczucie, że właśnie tam się kryje. Cóż, nie myliłam się. Stał pod ścianą głupkowato uśmiechając się do mnie, a gdy do niego podeszłam uśmiechnął się jeszcze szerzej.
  - Mówiłem, że się zemszczę i zrobiłem to. Nie spodziewałaś się tego, prawda? - zapytał przechylając głowę w bok.
  - Nie miałeś prawa robić coś takiego! - krzyknęłam.
  - Tak samo jak ty nie miałaś prawa upubliczniać tego nagrania.
   Zamilkła przez chwilę zastanawiając się co powinnam powiedzieć teraz, ponieważ fakt faktem, że Louis miał trochę racji, ale na wojnie nie ma żadnych zasad.
  - To nieważne, i tak zdjęłam już te plakaty, zanim ktoś mógłby je zobaczyć. - oświadczyłam z podniesioną głową.
  - Wiem, przewidziałem to, dlatego mam ich całe mnóstwo, tak żeby każdy mógł je zobaczyć. Nie sądzisz, że taki przekaz powinien dotrzeć do młodzieży i ich rodziców?
  - Tylko spróbuj. - wysyczałam obmierzając groźnym wzrokiem Louisa, a on znów bezczelnie się do mnie wyszczerzył.
  - Możesz być pewna, że spróbuję.
  - Zgłoszę cię do dyrektora! Wyrzucą cię z tej szkoły! - krzyczałam czując jak robię się coraz bardziej bezradna.
  - To ty zaczęłaś wojnę między nami i prędzej ciebie stąd wyrzucą. - odparł ze spokojem.
  - Ale to ty mnie do tego zmusiłeś, ignorując mnie na rozpoczęciu roku. Każdy w tej szkole wie, że jestem na wysokiej pozycji i należy mnie szanować, a ty mnie obraziłeś nazywając mnie jakąś tam lalą.
  - Och, księżniczka poczuła się urażona kiedy odmówiłem jej audiencji? - zaśmiał się. - Bardzo mi przykro, nie chciałem urazić królewskiej mości.
  - Przestań!
  - Co wasza wysokość sobie życzy? - denerwował mnie dalej, a ja czułam jak tracę nad sobą kontrolę. Wyciągnęłam rękę i uderzyłam nią z całej siły Louisa w policzek. Zanim zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam on przyparł mnie do ściany i przytrzymał mocno moje nadgarstki, a po jego minie wywnioskowałam, że jest bardzo mocno wkurzony co w pewnym sensie mnie satysfakcjonowało, a z drugiej strony bałam się tego co w przypływie agresji może mi zrobić, dlatego krzyknęłam głośno "pomocy" i zanim Louis zdążył mnie puścić podbiegł do nas dyrektor odsuwając go ode mnie.
  - Jak ty się zachowujesz Louis?! - zdenerwował się dyrektor. - Chciałeś uderzyć Candice?
  - To ona pierwsza mnie uderzyła, mam nawet ślad. - powiedział pokazując swój policzek. Rzeczywiście był odrobinkę czerwony, ale sprowokował mnie do tego wytrącając mnie z równowagi.
  - Oboje zapraszam was do mojego gabinetu. Może uda nam się wyjaśnić jakoś tą sprawę.
   Kiedy szliśmy właśnie zadzwonił dzwonek i kilkoro uczniów doskonale widziało jak jesteśmy prowadzeni przez dyrektora.
  - Oj, Candice, chyba nieźle coś przeskrobałaś, co? - zapytał jeden z chłopaków. Nie znam, go ale wiem, że jest z czwarte klasy i kiedyś też był w szkolnej drużynie, ale odszedł z powodu trwałej kontuzji kolana.
  - Morda w kubeł, śmieciu. - warknęłam.
  - Candice! - upomniał mnie dyrektor, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
   Gdy weszliśmy do gabinetu, dyrektor szybko próbował zaprowadzić w nim porządek. Po jego biurku walało się mnóstwo papierów, a na podłodze były jeszcze okruszki ciasteczek. Widać po nim, że lubi sobie coś czasem podjeść.
  - Proszę, niech któreś z was opowie co się przed chwilą zdarzyło.
  - Levis chciał mnie pobić. - powiedziałam odchylając się na siedzeniu niewygodnego krzesła.
  - Mam na imię Louis! - krzyknął, a dyrektor gestem pokazał by zachować ciszę.
  - Candice, on ma na imię Louis, nie przekręcaj jego imienia, a teraz powiedz mi dlaczego kolega chciał cię pobić i za co ty go pobiłaś?
  - Ja nikogo nie pobiłem, tylko przyparłem ją do ściany! - bronił się siedzący obok mnie Louis.
  - A dlaczego to zrobiłeś? - zapytał dyrektor.
  - Bo ona mnie uderzyła w policzek.
  - Dlaczego uderzyłaś go w policzek? - tym razem pytanie skierował do mnie.
  - Ponieważ on mnie do tego sprowokował.
  - Czym ją sprowokowałeś?
  - No pokaż dyrektorowi ten durny plakat który o mnie zrobiłeś. - warknęłam, gdy na pytanie dyrektora mój rywal zachował milczenie.
  - Co to był za plakat Louis? - dopytywał go, a ja uśmiechnęłam się pod nosem przeczuwając kto za chwilę dostanie po dupie i tą osobą na pewno nie byłam ja. Podejrzewałam, że Louis zacznie bronić się nagraniem które puściłam na imprezie, jednak na to nie miał żadnych dowodów, a mniemani świadkowie będą milczeć jak grób. Jednak zamiast tego on wyciągnął ze swojego plecaka plakat i w milczeniu wysłuchał nagany dyrektora, a potem zachowując tą samą ciszę oboje wyszliśmy z gabinetu.
  - Czemu tak łatwo odpuściłeś? - zapytałam siadając na najbliższej ławce.
  - Nie wiem. Po prostu. - odparł wzruszając ramionami. - A ty, czemu pytasz?
  - Myślałam, że będziesz bardziej się szamotał.
  - W połowie straciłem na to ochotę.
  - Mówiłam ci, że wojna ze mną się nie opłaca. - uśmiechnęłam się.
   Louis nic nie odpowiedział i odwrócił się odchodząc kawałek skupiając swój wzrok na tablicy z ogłoszeniami.
  - Widziałaś ten plakat o półrocznej wymianie? - zapytał
   Pokiwałam głową.
  - Chcesz wyjechać?
  - Nie, ten wyjazd trwa zdecydowanie za długo. - odparłam podchodząc w to samo miejsce w którym stał Louis.
  - A gdyby trwał krócej pojechałabyś? - wypytywał dalej.
  - Nie wiem, może bym się nad tym zastanowiła, lubię uczyć się hiszpańskiego. To jedyny przedmiot, który sprawia mi przyjemność.
  - Naprawdę? Potrafisz coś powiedzieć po hiszpańsku?
  - Potrafię i to bardzo dużo, uczę się go od pięciu lat. - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Jesteś bardzo ciekawski Levis. - zauważyłam.
  - Kiedy przestaniesz mówić do mnie Levis? - mruknął, na co uśmiechnęłam się, tym razem bez sarkazmu. Tak po prostu.
  - Kiedy na to zasłużysz. Louis. - odpowiedziałam i puściłam mu oczko, a następnie odwróciłam się i odeszłam w przeciwną stronę. Nie mogłam zostać przy nim dłużej, bo bałam się że wtedy zacznę być dla niego miła, a wrogowie nie mogą być dla siebie mili. Nie wiem jak to się stało, ale kiedy Louis zapytał mnie o wycieczkę nie miałam potrzeby być znów dla niego opryskliwa i nawet się do niego szczerze uśmiechnęłam, a to był zły znak.
  - Na razie Candy! - krzyknął za mną.
  - Do zobaczenia, Louis. - powiedziałam bardziej do siebie, ale kiedy znalazłam się za rogiem korytarza widziałam jak Louis uśmiecha się i odchodzi. To nie powinno być tak. Zdecydowanie nie powinno.
                                                                          ***
   Po czwartej lekcji dyrektor rozporządził krótki apel i wszyscy zgodnie z jego poleceniem udali się na salę gimnastyczną. Kątem oka udało mi się zaobserwować Louisa. Siedział kilka jeden rząd przede mną otoczony chłopakami z drużyny. Wszyscy swobodnie z nim rozmawiali, jakby wczorajszej imprezy nie było i nie widzieli nagrania. Zdziwiło mnie to, dlatego starałam się usłyszeć każde słowo przez nich wypowiedziane zanim dyrektor zaczął swoje przemówienie.
   Na początku rozmawiali tylko o koszykówce. Simon proponował Louisowi dołączenie do drużyny i był pod wrażeniem jego sportowych umiejętności, podobnie jak Matt i Patrick. Później ich rozmowa zeszła na temat nagrania, ale nikt nie powiedział o nim złego słowa, tylko wręcz przeciwnie:chłopcy wyrazili swój podziw i śmieli się z całego zajścia.
  - Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, ale wiecie... - powiedział Louis. - Reszta tych gamoni nadal twierdzi, że jestem gejem trzeba będzie w odpowiedni sposób zmienić ich nastawienie. - uśmiechnął się porozumiewawczo, a Matt i Simon pokiwali głowami.
  - Jasna sprawa Tomlinson. - odparli.
   Nie wierzyłam własnym uszom. Louis znów ma swoją zgraną paczkę i na dodatek chce razem z nimi doprowadzać do porządku resztę. To jakiś absurd. W tej sytuacji potrzebne było moje dzialanie.
  - Nicky. - szepnęłam do siedzącej obok mnie Nicole. - Powiedz dziewczynom, żeby od razu po apelu przyczaiły się na rogu korytarza i zaczekały na Louisa. Mają dowiedzieć się co planuje razem ze swoimi koleżkami.
   Nicolle pokiwała głową i szeptem przekazała wszystko Megan i Lauren.
  - Czy ja też mam stać razem z nimi? - zapytała po chwili.
  - Nie. Ty będziesz towarzyszyła mnie. - odpowiedziałam, a od razu potem dyrektor wyszedł na środek i uciszył rozgadany tłum uczniów by zacząć swoje przemówienie.
  - Moi drodzy! - powiedział donośnym głosem przez mikrofon. - Jak część z was zdążyła już zauważyć w szkole porozwieszane są ogłoszenia o półrocznej wymianie do Hiszpanii. Koszt takiej wymiany to około sześć tysięcy dolarów, a wy podobierani w pary będziecie umieszczeni w hiszpańskich rodzinach. Jest to na pewno sposób na sukcesywną naukę języka hiszpańskiego jak i również wykorzystanie swoich umiejętności w praktyce! - dyrektor opowiadał o wymianie przez następne pół godziny odpowiadając w międzyczasie na wszystkie pytania osób zainteresowanych, a ja w tym czasie z zainteresowaniem oglądałam swoje paznokcie dochodząc do wniosku, że będę musiała znów umówić się do kosmetyczki, bo na moich tipsach zrobiły się już widoczne odrosty.
  - Porozmawiajcie ze swoimi rodzicami, bo zapisy są będą tylko do poniedziałku, a wymiana już za dwa tygodnie! - powiedział na zakończenie i wszyscy mogli opuścić swoje miejsca.
  - Chcesz jechać na wymianę Candy? - zapytała mnie Nicole wstając.
  - Nie ma mowy. Nie jestem tym zainteresowana, Riley pewnie podzieliłaby moje zdanie. - odpowiedziałam również podnosząc się z drewnianego krzesła. Tyle razy rada rodziców prosiło dyrektora o ich wymianę, jednak on zawsze miał jakieś wytłumaczenia lub też jak twierdził nie miał na to wystarczająco czasu przez swoje obowiązki.
  - Kim jest Riley? - spytał Louis i dopiero wtedy zorientowałam się, że stoi tuż obok mnie, po mojej prawej stronie.
  - To moja matka.
  - Czemu mówisz na nią Riley?
  - Bo nie lubi kiedy mówię do niej "mamo". Czuje się staro, chce się odmłodzić. Masz z tym jakiś problem? - fuknęłam znów przybierając obrażonej księżniczki. Nie mogłam być dla niego miła zbyt długo.
  - Nie mam. - wzruszył ramionami. - Po prostu wydaje mi się to dziwne. Tak jak ty.
  - Niby czemu?
  - Bo pod gabinetem dyrektora byłaś dla mnie nawet miła.
  - To było jednorazowe, nie przyzwyczajaj się Levis. - mruknęłam.
  - Nie miałem nawet takiego zamiaru. Takie suki jak ty się nie zmieniają. - odparł z pewnością.
  - Uważaj na słowa, pedale. - warknęłam.
  - Dałbym tą radę tobie. Poznałaś się na mnie, wiesz, że jeśli chcę też potrafiłbym ci nieźle zaszkodzić. Wiesz ile z internetu da się wyciągnąć informacji? - uśmiechnął się cwaniacko, a ja czułam jak gotuje się we mnie krew.
  - Niby czego się tam dowiedziałeś? - zapytałam zbliżając się do Louisa ze złowrogim spojrzeniem, kiedy poczułam delikatne szarpnięcie i zostałam odsunięta od niego na bezpieczną odległość.
  - Dopiero co byłaś u dyrektora, Candice, chyba nie chcesz znaleźć się tam ponownie? - usłyszałam głos mojego przyjaciela.
  - Skąd o tym wiesz Alex?
  - Wie o tym już połowa szkoły. - westchnął. - Dobrze wiesz, że wieści szybko się rozchodzą, więc po co zwracasz na siebie uwagę?
  - Po co mnie o to pytasz skoro znasz odpowiedź? - spojrzałam wymownie na Alexa pokazując mu wzrokiem osobę Louisa oddalającego się już wraz z tłumem uczniów.
  - Kiedy dasz sobie z nim spokój?
  - Kiedy stąd odejdzie. - odparłam i ruszyłam przed siebie zostawiając przyjaciela w tyle.
   Przepychając się przez tłumy zobaczyłam jak Megan i Lauren wychwytują Louisa i zaczynają rozmawiać z nim z rękami założonymi na piersiach, jednak ich ,,straszna" postawa nie zrobiła na nim wrażenia i jedyne co zrobił to zaśmiał się, a potem spojrzał w dal odnajdując mnie wzrokiem. Z ruchu jego warg mogłam odczytać moje imię, by potem zobaczyć jak złośliwie się uśmiecha i znika na schodach doganiając swoich kumpli.
  - Nicole! - krzyknęłam widząc jak biedna dziewczyna błądzi chodząc to w jedną to w drugą stronę starając się mnie odnaleźć. Gdy usłyszała moje wołania od razu odwróciła się i podbiegła zadowolona z przepraszającym uśmiechem na ustach.
  - Przepraszam Candice, ale nigdzie nie mogłam cię znaleźć. Odeszłam kawałek kiedy rozmawiałaś z Louisem a potem Alexem i...
  - Nieważne. - machnęłam ręką. - Chodźmy do kawiarni.
  - A Lauren i Megan? - zapytała.
  - Znajdą nas. Nie mam zamiaru się za nimi uganiać. - powiedziałam i ruszyłyśmy do szkolnej kawiarni gdzie zamówiłam swoje ulubione latte z bitą śmietaną na lekkie odstresowanie, ponieważ czułam jak powoli tracę grunt pod nogami. Robię wszystko, żeby pozbyć się Louisa, ale jemu zawsze udaje się spaść na cztery łapy. Myślałam, że wygrażając mu pierwszego dnia się mnie przestraszy, ale on się tylko uśmiechnął. Byłam pewna, że następnego dnia po lekcji biologi dostanie niezłe lanie, kiedy wszyscy wezmą go za zboczeńca, ale to on dał innym lanie i nikt nie odważył się powiedzieć o nim złego słowa. Później byłam pewna, że gdy puszczę to kompromitujące nagranie łatka geja zostanie przy nim do końca roku szkolnego, ale on już zdążył zachwycić sobą ponownie chłopaków. Boję się, że każdy kolejny mój krok skończy się tym samym, a w końcu on na stałe zajmie moje miejsce. Już teraz widzę pełen szacunku wzrok uczniów gdy tylko na nich spojrzy, nawet na stołówce zajmuje miejsca dla najpopularniejszych w tej szkole niedaleko mnie i osiągnął to w ciągu zaledwie paru dni.
  - Och, kto tu nadchodzi. - mruknęła zatapiając usta w kubku kawą.
   Louis nie byłby sobą gdyby nie przywlókł swojej świty w to samo miejsce, gdzie przebywałam ja. Zamówił kawę i razem z chłopakami usiadł stolik dalej przeganiając dwie dziewczyny z młodszej klasy.
  - Hej Candice, może się do nas przysiądziecie? - zapytał Simon zwalniając miejsce.
  - Nie dzięki. - powiedziałam z pogardą odwracając głowę w drugą stronę.
  - No dawaj, nie bądź taka. - namawiał mnie dalej.
  - Candice znów unosi się dumą. Zostaw ją Simon. - powiedział Louis, na co od razu wstałam przenosząc swoje rzeczy i siadając obok mojego byłego chłopaka. Nie mogłam dać mu satysfakcji, mimo, że wiedziałam, o tym, że wypowiedział te słowa specjalnie.
   Nicolle usiadła zaraz obok Patricka, a Louis siedział po środku. Przynajmniej nie musiałam być obok niego, ale widziałam jak co chwilę na mnie spoglądał.
  - Co u ciebie, Candy? - zapytał Patrick, uśmiechając się do mnie przyjacielsko. Jedynie on miał wobec mnie zawsze czyste intencje i nigdy nie próbował mnie do niczego namawiać ani nigdy mnie nie prowokował. Patrick był naprawdę w porządku.
  - Miło, że pytasz Patrick. - powiedziałam oddając mu uśmiech. - Jak na razie jest w porządku, a co u ciebie? Jak widzę nadal przyjaźnisz się z Louisem i Simonem.
  - Jak na razie. - pokiwał głową Patrick, a potem pochylił się w moją stronę i wyszeptał mi na ucho. - A tak między nami, to nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam z tymi baranami.
  Uśmiechnęliśmy się do siebie porozumiewawczo i prawdopodobnie powiedziałabym do Patricka coś jeszcze czując, że znajduję w nim swojego sojusznika, ale Louis oparł się łokciami o stolik zasłaniając mi jego twarz, a potem podsunął mi pod nos swój kubek. Spojrzałam na niego pytająco, na co zaraz powiedział.
  - Simon mówił, że lubisz lubisz zieloną herbatę, więc chciałem ci dać, żebyś spróbowała. Chyba nie piłaś jeszcze z dodatkiem ananasa?
   Jestem wielbicielką wszelkich rodzajów herbat i gdy ktoś proponuje mi spróbowanie nowego smaku nigdy nie odmawiam, ale zważając na fakt, żeby była to herbata Louisa nie byłam pewna, czy powinnam się napić, choć gdybym odmówiła do końca dnia zastanawiałabym się jak smakuje herbata z ananasem, której jak do tej pory nigdy nie piłam.
  - Skąd mam mieć pewność, że nic do niej nie dorzuciłeś? - zapytałam lustrując uważnie wzrokiem Louisa.
  - Ja mogę to potwierdzić. - odezwał się Simon. - Byłem przy nim cały czas i nie widziałem, żeby cokolwiek tu wsypywał, więc możesz się spokojnie napić skarbie.
  - Nie mów tak. - skarciła go.
  - Jak? - spytał Simon.
  - Nie mów do mnie skarbie. Straciłeś ten przywilej od kiedy nie jesteśmy razem, więc daruj sobie. - westchnęłam nie ukrywając swojego zażenowania i nie mówiąc do mojego byłego już nic więcej wzięłam herbatę Louisa i pociągnęłam łyk z zielonej słomki.
  - Jest bardzo dobra. - skwitowałam oddając mu napój. Po szkole będę musiała wpaść do herbaciarni i kupić trochę tego dobrodziejstwa.
  - Możesz wypić ją za mnie. Mi nie przypadła do gustu. - powiedział znów przysuwając herbatę do mnie. Zdziwiło mnie to. Myślałam, że nasza wyjątkowo przyjazna rozmowa pod gabinetem dyrektora była jednorazowa, ale on znów był dla mnie miły. Na myśl nasunęły mi się więc podejrzenia, że chce jedynie uśpić moją czujność dlatego postanowiłam być bardziej ostrożna. Niech wie, że ze mną nie da się w ten sposób pogrywać, jednak jego herbatę zdecydowałam się zatrzymać, a swoją czujność wzmocnić od następnej przerwy. W tym momencie chciałam po prostu napić się tej cudownej herbaty i nie myśleć już o wojnie jaką toczyłam.
                                                                         ***
   Kilka godzin później byłam już w domu odwieziona przez Davida, który jak zwykle wiernie czekał pod moja szkołą, a gdy wsiadłam do auta od razu rozpromieniony zaczął nasze pogaduszki chcąc dowiedzieć się wszystkiego co działo się dzisiaj w szkole. Kiedy tak rozmawiamy myślę, że nie mogłam trafić na lepszego szofera. David zawsze potrafi mnie rozbawić nawet kiedy mój dzień był zły i jestem bardzo rozdrażniona.
  Po wejściu do domu pierwszą osobą jaką zobaczyłam była Riley co było dla mnie nie małym zdziwieniem, ponieważ miała wyjechać na cały tydzień, a minęły dopiero dwa dni. Miałam nadzieję, że odpocznę od niej jeszcze trochę.
  - Dlaczego wróciłaś tak wcześnie? - zapytałam rzucając swoją torbę na kanapę i siadając w fotelu obok.
  - Musimy porozmawiać. - powiedziała ignorując moje pytanie.
  - Nie odpowiedziałaś na pytanie, które ci zadałam. - warknęłam groźnie, ale na Riley nie działały żadne moje sztuczki. Zawsze była niewzruszona i nie reagowała na dosłownie nic.
  - Dostałam nową propozycję pracy w Europie. Jeśli się zgodzę będę pracowała z najlepszymi francuskimi projektantami w Paryżu. - oznajmiła. - Oczywiście już podjęłam decyzję, nie mogę zmarnować takiej szansy...
  - Ile czasu będziesz w Europie? - zapytałam czując jak wszystko zmierza na niewłaściwy tor.
  - Kontrakt jest na rok. - odpowiedziała Riley i spojrzała na mnie. - Do czasu kiedy nie skończysz osiemnastu lat będziesz musiała mieszkać z ciotką Ruby na Manhatanie. Potem będziesz mogła wrócić i przez kolejne kilka miesięcy mieszkać sama aż do mojego powrotu.
  - Nie! - krzyknęłam wstając z fotela. - Nie będę mieszkała z tą starą, zrzędzącą pruchwą, nie zgadzam się!
  - Nie mów tak o ciotce! - Riley również podniosła na mnie głos. - To jest jedyne wyjście, nie mogę zabrać cię ze sobą, a siedemnastolatka nie może mieszkać sama. W końcu ktoś to odkryje i zabiorą cię do jakiegoś obskurnego, zarobaczonego domu opieki chcesz tego?!
  Pokręciłam przecząco głową.
  - Właśnie, dlatego przemęczysz się kilka miesięcy z ciotką. Znajdę ci jakąś dobrą, prywatną szkołę jak tutaj a później wrócisz.
  - Riley... - zaczęłam przypominając sobie, że jest coś co może uratować mnie przed tą starą panną z którą miałabym zamieszkać. Gdy spojrzała na mnie pytająco, kontynuowałam. - A gdyby był inny sposób i gdybym mogła wyjechać, ale być z daleka od ciotki?
  - Co masz na myśli?
  - W szkole jest organizowana wymiana do Hiszpanii na sześć miesięcy. Wyjazd jest za dwa tygodnie, więc praktycznie od zaraz, a gdy z nie go wrócę będę miała już osiemnaście lat co oznacza, że będę mogła prawnie mieszkać sama, jak mówiłaś.
  - Nie wiem Candice, jestem zdania, że to kilka miesięcy u ciotki Ruby naprawdę ci nie zaszkodzi. - brnęła dalej Riley.
  - Nie wytrzymam z nią nawet jednego dnia. Ta stara jędza nie da mi żyć. Co chwilę będę musiała wycierać niewidzialny kurz ze stolika, albo uważać, żeby poduszki się nie pogniotły, a o całonocnych imprezach będę mogła zapomnieć. - mówiłam widząc jak Riley mocno zastanawia się nad tą decyzją.
  - Chcesz jechać do Hiszpanii? - zapytała po dłuższej chwili.
  - Nie za bardzo mi się to uśmiecha, ale wolę jechać tam niż na Manhatan.
  - Ile to kosztuje?
  - Sześć tysięcy, ale dla ciebie to przecież nie problem.
  - W porządku jeśli tak wolisz...może to rzeczywiście będzie lepsze niż mieszkanie z Ruby. Odkąd pamiętam była nie do zniesienia i miała obsesję na punkcie porządku.
  - Świetnie. - uśmiechnęłam się zadowolona i poszłam do swojego pokoju. Być może mieszkanie przez pół roku w Hiszpanii nie będzie tak dobre jak mieszkanie w Ameryce, ale to tylko pół roku. Czas szybko zleci, a ja nie będę musiała męczyć się każdego dnia ze starą kuzynką Riley, która nigdy nie wyszła za mąż więc przez swoją życiową porażkę postanowiła mścić się na innych. Być może zabiorę ze sobą którąś z mojej świty, jeśli nie stwierdzę, że chcę od nich odpocząć. Zastanowię się nad tym i w poniedziałek powiem o swojej decyzji, a na chwilę obecną zamierzałam zrelaksować się w moim jacuzzi i wypić lampkę wina, które podkradłam Riley kilka dni temu. Biedaczka przeszukała w tym celu cały swój barek, przywiozła je z Francji i było to wino najwyższej jakości za które nie mało zapłaciła, ale stać ją na to by kupić sobie kolejne, a do Francji jeździ średnio kilka raz w roku. Teraz za to będzie mogła rozkoszować się francuskim winem przez całe dwanaście miesięcy i nikt jej go już nie wykradnie.
   Zmierzałam już z ręcznikiem i winem w stronę łazienki, kiedy na biurku zabrzęczał mój telefon. Miałam zamiar to zignorować i odezwać się później, jednak moją uwagę przykuł napis: Nieznany. Wzięłam więc telefon do ręki i odblokowałam, by przeczytać wiadomość.
 Nieznany: Hej, Candice

  Ja: Kim do cholery jesteś?

  Wystukałam wiadomość zwrotną. Zawsze mogła być to zwyczajna pomyłka, ale skąd osoba która pomyliła numery znałaby moje imię? Musiałam to wyjaśnić, więc w tym celu usiadłam z telefonem w ręku i odłożyłam na bok rzeczy, które ze sobą niosłam chowając butelkę pod ręcznikiem na wszelki wypadek, gdyby Riley weszła do mojego pokoju mimo, że nie robi tego zbyt często, bo ma ważniejsze sprawy na głowie.

  Nieznany: Tutaj Louis. Wziąłem twój numer od Simona, chciałem z tobą popisać, możesz czuć się zaszczycona.

  Mogłam spodziewać się, że to tylko Levis. Nie udało mu się podocinać mi w szkole, więc postanowił zrobić to przez smsy. Wydaje mi się, że nie mam go w znajomych na Facebooku, dlatego wybrał ten rodzaj wiadomości. Jak woli. Mi nie robi to specjalnej różnicy, a szczerze mówiąc nieco zatęskniłam już za pisaniem smsów. Portale społecznościowe zastępują wszystko, nawet dzwonienie. To zmierza w złą stronę.
   Szykując się do jakiejś ciętej odpowiedzi zapisałam numer Louisa i zmieniłam jego nazwę w kontaktach na Levis.

Ja : Raczej to ty powinieneś cieszyć się, że tobą piszę. Mogłam zwyczajnie zignorować twoje zaczepki, bo szczerze mówiąc nie mam za bardzo czasu na "pogaduszki".

 Levis: A co księżniczka robi jeśli mogę wiedzieć?

  Ja: Zajmij się sobą Levis.

 Levis: Widzisz, a jednak wolę zająć się tobą.

  Ja: Co tym razem kombinujesz?

 Levis: Dlaczego myślisz, że coś kombinuję?

  Ja: Bo tak jest. Ty chcesz zniszczyć mnie, a ja ciebie, czy nie mam racji? Więc teraz idź szukać przyjaciół gdzie indziej i daj mi spokój. Nie chce mi się z tobą pisać.

 Levis: Ty zaczęłaś tą wojnę, nie mogąc zaakceptować tego, że nie jestem jednym z tych którzy są na każde twoje zawołanie. Swoją drogą nieźle omotałaś Simona, cały czas jest o ciebie zazdrosny a kiedy jesteś blisko wpatruje się w ciebie jak w obrazek. Kiedy brałem od niego twój numer kazał mi cię nie podrywać, nie złościć ani nie składać brzydkich propozycji.

  Ja: A ty powinieneś się go słuchać, bo właśnie już mnie zezłościłeś pisząc do mnie. Mówiłam, że mam inne plany.

   Szczerze mówiąc trochę skłamałam. Nie byłam zła na Louisa, przeszła mi już ochota na kąpiel w jacuzzi, a pisanie z nim sprawiało mi nawet przyjemność. Śmiesznie było patrzeć jak próbuje utrzymać naszą rozmowę nawet jeśli to tylko część jego planu z serii jak uśpić moją czujność.

 Levis: Powiesz mi co to były za plany Candy?

Ja: Chciałam wziąć kąpiel w jacuzzi i napić się wina, ale teraz przeszła mi już na to ochota. Przez ciebie.

 Levis: Dlaczego mnie o to obwiniasz? Sądzę, że masz do mnie złe nastawienie, powinnaś trochę wyluzować. Smakowała ci dzisiaj moja herbatka?

   Przez dalszą część rozmowy pisaliśmy dużo o herbacie. Okazało się, że Louis podobnie jak ja uwielbia herbaty i ma u siebie całą szafkę przepełnioną najróżniejszymi smakami. Najbardziej lubi te klasyczne, czarne, nie przepada za białymi i bardzo chce spróbować herbaty z Indii, która stoi u mnie na półce od dłuższego czasu, ponieważ jak dla mnie ma zbyt mleczny aromat. Przez chwilę poczułam jakbyśmy byli przyjaciółmi od dłuższego czasu i przyłapałam się na pisaniu do Louisa pytania czy może chciałby do mnie wpaść spróbować nowych herbat, ale potem przypomniałam sobie, że przecież to mój wróg numer jeden chcący zająć moje miejsce, a to tylko jego gra, dlatego szybko zakończyłam rozmowę w niemiły sposób na co Louis odpłacił mi się tym samym pisząc kilka opryskliwych słów. Kładąc się wieczorem spać myślałam o tym. Nie chciałam znów zachować się jak wyrachowana suka jak dobrze ujął to Louis, ale  drugiej strony musiałam wzmocnić swoją czujność. Takim zachowaniem dawałam mu wyraźne znaki, że ją tracę i może swobodnie zacząć mną manipulować by następnie z łatwością pozbawić mnie szkolnej pozycji. Byłam zmuszona więc tak się zachować, ale mimo to nie czułam się z tym dobrze. Pierwszy raz pomyślałam, że być może w moim zachowaniu rzeczywiście jest coś nie tak i powinnam to zmienić, ale jak mogę to zrobić będąc Candice Thompson - najpopularniejszą, najładniejszą, najbardziej wpływową i najlepszą osobą jaką chce być każdy?

 Następny rozdział:




1 komentarz:

  1. Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za autoreklamę, lecz nie znalazłam innej zakładki. Wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń