poniedziałek, 10 lipca 2017

Rozdział 2

*Candice*
   Czułam jak do mojego życia powoli wkrada się monotonia, dlatego uznałam to za doskonałą okazję do zorganizowania dużej szkolnej imprezy. Riley znów wyjechała na pokaz mody, a ja miałam dom przez tydzień dla siebie. Nigdy nie interesowało jej co robię i dawała mi wolną rękę, chciała tylko zobaczyć dom w całości po swoim powrocie i nie mieć przeze mnie żadnych problemów. Byłam dla niej jedynie dodatkowym meblem w domu i nigdy nie zwracała na mnie uwagi, a mi to całkowicie odpowiadało dopóki dostawałam od niej regularnie spore kieszonkowe. Taki jest nasz układ.
  - Panienko! - nagle usłyszałam wołanie z dołu. Sprzątaczka miała szczęście, że właśnie skończyłam robienie swojego makijażu, ponieważ nie lubiłam, gdy ktoś mi w tym przerywał. Jeśli zawołałaby mnie kilka minut wcześniej na pewno bym na nią nakrzyczała i kazała potrącić Riley z jej pensji, ale ona i tak nigdy tego nie robiła, tylko kiwała potakująco głową i mówiła ,,oczywiście".
  - Panienko, chciałam tylko powiadomić, że pan David dzisiaj po panienkę nie przyjedzie. Jego syn skręcił kostkę i musiał zawieźć go do szpitala. - powiedziała, gdy zeszłam na dół czekając na to co mi powie.
  - Więc dlaczego sam do mnie nie zadzwonił? - zapytałam z wyrzutem.
  - Ponieważ dzwonił do panienki mamy, a ona kazała mi to przekazać. - odpowiedziała spokojnie siląc się na uśmiech w moją stronę. Wiedziałam jak bardzo ciężko jej być dla mnie przez cały czas miłą i uprzejmą podczas gdy ja nigdy się jej za to nie odwdzięczam, jednak nie czułam się w takiej potrzebie, ponieważ znoszenie moich kaprysów jest częścią jej pracy.
   Obróciłam się głęboko wzdychając i zawróciłam do swojego pokoju rozważyć to co powinnam zrobić w obecnej sytuacji. Nie mam prawa jazdy i nawet nie potrafię jeździć, dlatego nie mogłam pojechać sama do szkoły, a opcja dotarcia tam szkolnym autobusem była dla mnie najgorszą i nie wchodzącą w grę. Jedyną moją deską ratunku była Zara Dowell,moja przyjaciółka. Ma 20 lat i jest na pierwszym roku prawa, jej rodzice są bogaci i kupują jej wszystko na co tylko ma ochotę. Mieszka sama, kilka ulic dalej od mojego miejsca zamieszkania, dlatego często się odwiedzałyśmy, to naprawdę świetna dziewczyna. W jej domu nie rzadko zdarzają się imprezy, na których jestem stałym, uhonorowanym gościem. Wszyscy którzy na tych imprezach są, mnie znają, a ja znam ich i doskonale czuję w starszym towarzystwie. W większości są to studenci z jej roku, którzy są naprawdę przystojni i chętnie mnie podrywają, o co zawsze denerwował się mój były chłopak, Simon, dlatego między innymi doszłam do wniosku, że ten związek nie ma sensu. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek ograniczenia.
   W tej sytuacji wybrałam numer Zary i przyłożyłam telefon do ucha oczekując połączenia. Po kilku sygnałach w słuchawce rozległ się zaspany głos mojej przyjaciółki.
  - Candice, wiesz która jest godzina? - mruknęła.
  - A ty nie powinnaś szykować się na uczelnię? - zapytałam.
  - Dzisiaj przyjdę później, chciałam się wyspać, ale dzięki tobie już nie zasnę.
  - Wpadnę do ciebie i podwieziesz mnie do szkoły. - oświadczyłam zarzucając swoją torbę na rękę i schodząc pospiesznie na dół.
  - Dlaczego nie zawiezie cię David?
  - Jego syn jest w szpitalu, nie przyszedł dzisiaj do pracy. - odparłam.
  - A autobus szkolny? Przecież przystanek masz niedaleko.
  - Chyba żartujesz. - prychnęłam. - Czy wyobrażasz sobie mnie jadącą tym zatłoczonym autobusem, z grupą cuchnących potem ludzi?
   Zamiast odpowiedzi usłyszałam tylko ciężkie westchnięcie po drugiej stronie, a potem Zara powiedziała:
  - Dobra, podwiozę cię, ale następnym razem powiadom mnie wcześniej o takiej przysłudze.
  - Będę za 15 minut. - powiedziałam wesoło, rozłączając się i chowając telefon z powrotem do kieszeni.
   Zarze nie uśmiechało się, by podwozić mnie do szkoły, jednak ludzie zawsze mi ustępują i gotowi są nawet do poświęcenia własnych planów. A to wszystko dla moich własnych wygód, czy to nie cudowne? Nic dziwnego, że wszyscy zazdroszczą mi mojego życia, gdybym była kimkolwiek innym dałabym się pokroić za chociaż jeden dzień bycia mną.
   Wyszłam z domu zatrzaskując za sobą głośno drzwi. Otworzyłam główną bramę i chwilę potem spacerowałam pośród kwitnących drzewek mijając piękne apartamentowce i wielkie wille z basenami podobne do mojej. Bez wątpienia, dzielnica w której mieszkam jest najbardziej piękną i luksusową dzielnicą w tym mieście. Poprzednie miejsce, w którym mieszkałam pozostawiało wiele do życzenia. Było to jedynie małe osiedle z rezydencjami bogatych ludzi, a kilkaset metrów dalej stały zwyczajne ceglane domki i bloki dla przeciętnych rodzin z całą gromadą dzieci.
  15 minut później stałam pod drzwiami niewielkiej, białej, oszklonej willi Zary. Przez wielkie okno w jej salonie widziałam jak stoi przed lustrem i dokańcza swój makijaż. Miała na jego punkcie obsesję. Pierwszą rzeczą jaką robiła po przebudzeniu się to właśnie makijaż, wstydziła się siebie bez całej tej tapety nawet przed własnym kotem, które przez całe swoje kocie życie śpi. Osobiście widziałam ją bez makijażu tylko raz, kiedy weszłam przypadkowo do jej łazienki. Pamiętam, że strasznie się na mnie wydarła i kazała mi wyjść, a kiedy umalowana zeszła już na dół nie odezwała się nawet słowem i zawstydzoną miną przygotowywała sobie śniadanie. Do dziś nie mam pojęcia po co była ta cała afera, bo moim zdaniem wyglądała całkiem normalnie, nawet przypominała człowieka.
  - Skończyłaś się już malować? - zapytałam, gdy otworzyła mi drzwi.
  - Tak, w zasadzie możemy już jechać. - pokiwała głową i zabrała z półki kluczyki do samochodu.
   Zara otworzyła małym pilocikiem garaż i wyjechała z niego po chwili swoim białym Bugatti, które również dostała od rodziców. Zawsze zazdrościłam jej tego, że rodzice pozwolili jej się od siebie wyprowadzić a mimo to nadal przysyłali jej pieniądze i to w nie małych ilościach. Założę się, że jeśli spytałabym o swoją wyprowadzkę Riley zaśmiałaby się i oświadczyła, że nie będzie kupować mi nowego domu ani tym bardziej utrzymywać.
  - Dzisiaj drugi dzień szkoły, co? - zagadała do mnie Zara wyjeżdżając na główną ulicę.
  - Muszę jak najszybciej zniszczyć nowego. - powiedziałam przypominając sobie moje zadanie na dzisiejszy dzień. Kimkolwiek jest ten chłopak nie może się wywyższać ponad mnie. Jego pewność siebie jest zdecydowanie za wysoka, ale dzisiaj mu ją ukrócę i sprawię, że będzie błagał mnie na kolanach, żebym zostawiła go w spokoju.
  - Ktoś znowu zalazł ci za skórę? - spytała Zara z uśmiechem.
  - I to jak. - mruknęłam.
  - Spokojnie, ty i twoja świta jesteście niezniszczalne, jestem pewna, że tak będzie i tym razem. - zapewniła mnie, a ja pokiwałam głową.
  Droga do mojej szkoły z pod domu Zary jest jeszcze krótsza niż z pod mojego, a zważywszy na to, że jeździ ona z większą prędkością niż David już po 10 minutach jazdy białe Bugatti zaparkowało na krawężniku przed szkołą, a ja popchnęłam drzwi, zabrałam swoją torbę i wyszłam żegnając się z Zarą.
   Idąc zieloną ścieżką prowadzącą do głównego wejścia natknęłam się na czekające na mnie dziewczyny z tęgimi minami. Stwierdziłam więc, że skoro wszystkie są nie w sosie na pewno chodzi tu o nowego. Nie zebrały o nim żadnych informacji, a ja nie będę mogła go przez to pogrążyć do tego stopnia, żeby w tej szkole już nigdy nigdy się do niego nie odezwał. Przez to mój nastrój również się pogorszył i zapytałam niemiłym głosem:
  - Zgaduję, że o nowym nie wiecie nic?
  - Nie do końca, - zaczęła zmieszana Megan. - Chodź myślę, że te informacje w niczym ci nie pomogą.
  - Mówcie co się dowiedziałyście. - warknęłam groźnie.
  - Nazywa się Louis Tomlinson i pochodzi z Wielkiej Brytanii. Przeprowadził się tu niedawno i musi powtarzać rok ze względu na różnicę programową. I w zasadzie to tylko tyle... - Megan wzruszyła ramionami i spuściła głowę. Nicole i Lauren wykonały ten sam gest, a ja tylko westchnęłam z rozczarowaniem.
  - Rzeczywiście nie dowiedziałyście się zbyt dużo, ale przynajmniej wiemy jak się nazywa i skąd pochodzi.
   Nicole od razu podniosła głowę i spojrzała na mnie wesoło.
  - To znaczy, że jesteś z nas zadowolona? - zapytała z nadzieją w oczach.
  - Nie powiedziałam tego Nicky. - odparłam, a ona znów zwiesiła głowę. - Zresztą to wszystko jest teraz nieważne. I tak znajdziemy sposób żeby go pogrążyć. Na razie wystarczy nam to co mamy, idziemy.
   Dziewczyny ruszyły za mną w kierunku budynku szkoły i wspólnie przekroczyłyśmy jej próg w momencie gdy na korytarzu zadzwonił dzwonek.
  - Widzimy się na następnej lekcji, dokładnie w tym miejscu. - rozporządziłam, na co moja świta pokiwała posłusznie głowami i wszystkie trzy rozbiegły się do swoich sal.
   Krocząc dumnym krokiem do sali biologicznej zauważyłam, że na tablicach z ogłoszeniami i zastępstwami wisiał wielki, kolorowy plakat z napisem España. Z czystej ciekawości podeszłam bliżej i zaczęłam czytać informacje na nim zawarte. Mówił o półrocznej wymianie naszych uczniów do Hiszpanii. Nasi uczniowie mieliby mieszkać wtedy w hiszpańskich rodzinach oraz chodzić do tamtejszej szkoły co wydawało się dla mnie całkiem atrakcyjną ofertą, ponieważ zawsze lubiłam uczyć się hiszpańskiego, a z lekcji wynosiłam same piątki, jednak okres czasu na jaki miałabym wyjechać był zdecydowanie za długi. Nie ma mowy, żebym wytrzymała całe pół roku bez mojego życia w Ameryce, Tutaj jest mi zdecydowanie najlepiej.
   Niezainteresowana dalszymi informacjami wymiany międzyszkolnej odwróciłam się i poszłam do swojej sali wchodząc do klasy kilka minut spóźniona.
  - Znowu się spóźniłaś Candice. - powiedziała pani Stanley znad swoich wielkich okularów.
  - Tak wyszło. - wzruszyłam ramionami idąc do swojej ławki. Nauczycielka nie zamierzała się ze mną kłócić i z rezygnacją usiadła na swoim krześle przed biurkiem pozwalając mi nacieszyć się chwilą spokoju, jednak minął on w tym samym momencie, w którym zobaczyłam siedzącego w mojej ławce Levisa, jakkolwiek miał on na imię.
  - To moja ławka, ja tutaj zawsze siedzę. - warknęłam stojąc nad rozpartym wygodnie nowym.
  - Tak? Bo nie widziałem, że była podpisana. - odparł z podstępnym uśmiechem.
   Jego bezczelność doprowadzała mnie do istnego szału. Był to dla mnie kolejny powód dla którego musiałam się go pozbyć i miałam to zamiar zrobić już za chwilę.
  - Wszyscy, którzy są w tej klasie to wiedzą, a skoro ty też już do niej należysz również powinieneś zapoznać się z tą regułą, chociaż czego mogę wymagać od kogoś kto nie zaliczył roku i pochodzi z Wielkiej Brytanii. - prychnęłam ukradkiem obserwując reakcję klasy, ponieważ to co przed chwilą padło z moich ust usłyszeli wszyscy, włącznie z panią Stanley.
   Reakcja nie była taka jaką bym sobie życzyła. Tylko kilka osób spojrzało na siebie porozumiewawczo, a reszta kompletnie się tym nie przejęła, jakby wiadomość o tym, że Louis jest Brytyjczykiem nie zrobiła na nich wrażenia.
  - Candice, zacznij być uprzejma dla nowego kolegi i usiądź z nim ten jeden raz w ławce. Następnym razem usiądzie w innej. - westchnęła nauczycielka.
  - On ma znaleźć natychmiast inne miejsce. - zarządziłam wciąż stojąc nad nowym z założonymi rękami mając nadzieję, że Stanley go przesadzi, a klasa od razu wstawi się za mną, ale żadne z tych dwóch rzeczy nie nastąpiła. Będę musiała poważnie porozmawiać z nimi wszystkimi, podobnie jak z dyrektorem o tym, jak traktuje się w tej szkole uczniów.
  - Masz usiąść na swoje miejsce razem z Louisem i przestań robić problemy. - tym razem pani Stanley odezwała się do mnie chłodnym głosem co sprawiło, że rzeczywiście ostentacyjnie usiadłam na swoje miejsce rzucając przy tym całej klasie nienawistne spojrzenie. Niech wiedzą, że nie puszczę im tego płazem.
   Z torby zaczęłam wypakowywać swoje książki i zeszyty rzucając nimi o ławkę tak głośno jak tylko się dało. Chciałam, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem zła i to oni są tego powodem. Gdyby którekolwiek z nich wstawiło się za mną, Stanley nie kazałaby mi usiąść z Louisem i przesadziłaby go do wolnej pierwszej ławki. Jeszcze mi za to zapłacą.
  - Hmm, czyżby księżniczka Candice była nie w humorze? - spytał mój rozbawiony sąsiad.
  - Nie odzywaj się do mnie, Louis, zajmij się swoimi sprawami i pilnuj swojej części ławki skoro już musiałeś tutaj usiąść. - rzuciłam w jego stronę nawet na niego nie spoglądając.
  - Widzę, że już nauczyłaś się mojego imienia. - powiedział usilnie wpatrując się we mnie, starając się bym również na niego spojrzała.
  - Czego ty w ogóle ode mnie chcesz? - zapytałam odwracają się do niego, widząc jak na jego ustach formuje się nieznaczny uśmiech, a palcami przeczesuje swoją grzywkę brązowych włosów. Wiedziałam, że szybko stanie się obiektem westchnień większości dziewczyn, ponieważ był całkiem przystojny i w dodatku umięśniony, a właśnie taki typ chłopaka preferowały dziewczyny z tej szkoły. Temu też musiałam jak najszybciej zapobiec rozsiewając po szkole jakąś niedorzeczną plotkę, gdyż w przeciwnym razie względy u płci przeciwnej podniosłyby jego rangę. Przez tego chłopaka lista moich rzeczy do zrobienia stała się bardzo długa.
  - Nie denerwuj się kochanie, złość piękności szkodzi, a ty nie masz czym szastać. - znów ten potworny śmiech. Nienawidzę go, tak samo jak jego. Chciałabym znaleźć się teraz w innym miejscu lub przynajmniej w innej sali, gdzieś gdzie będę z dala od niego.
  - Jeżeli w tym momencie się nie zamkniesz, skończysz jeszcze gorzej niż mam zamiar żebyś skończył. - syknęłam widząc wzrok nauczycielki na sobie.
  - A jak chcesz, żebym skończył? Ponieważ z tego co mi się wydaję chciałabyś żebym skończył w tobie, jak prawdopodobnie większość dziewczyn tutaj, więc nie martw się nie jesteś jedyna.
   Moje oczy otworzyły się szeroko gdy tylko usłyszałam jak te słowa wychodzą z jego ust. Nigdy nie spodziewałabym się czegoś takiego nawet od swojego wroga. To było zdecydowanie zbyt duże przegięcie i nie zamierzałam siedzieć z tym cichutko w ławce.
  Ze złością podniosłam się ze swojego krzesła i zasunęłam je uderzając głośno o ławkę.
  - Być może tam gdzie mieszkałeś ludzie nie posiadali jakiejkolwiek kultury, ale tutaj obowiązują pewne zasady, więc jeśli zamierzasz mówić do mnie sprośne rzeczy wyjdź stąd i zabieraj swoje rzeczy, bo nie chcę patrzeć na twoją erekcję, obrzydza mnie to i boję się ciebie.
   Nagle wszystkie oczy znalazły się na mnie, a potem przekierowały się na mojego sąsiada, któremu nieco zrzedła już mina i chyba nie miał zamiaru nadal zgrywać takiego odważniaka. Pani Stanley również spojrzała na niego z ogromnym zdziwieniem, a chłopcy chwilę potem zaczęli gwizdać.
  - Taka fajna ta nasza Candice, że aż ci stanął? - zaśmiał się Mathew Evans.
  - Gdybyś szukał przy wyjściu po lewej jest łazienka. - dorzucił Nick trącając łokciem siedzącego obok niego Matta.
  - Candice, siądź obok mnie zamiast obok tego zboczeńca. - powiedział do mnie Eric odsuwając obok siebie krzesło.
  - Dosyć! - zarządziła Stanley i spojrzała surowo na Louisa płonącego ze wstydu na krześle.
  - Louis, wiem, że jesteś nowy i być może jeszcze nie przyzwyczaiłeś się do panujących tu norm i zasad, ale to co zrobiłeś jest nie na miejscu. Jak możesz mówić Candice takie rzeczy?
  - Ale ja naprawdę nie miałem tego na myśli, nie powiedziałem nic złego, to było tylko dla żartu i wcale nie mam erekcji. - zaczął tłumaczyć się zmieszany, a gdy spojrzał na mnie błagająco uśmiechnęłam się tylko zwycięsko i zabrałam swoje rzeczy siadając obok Erica.
   Pani Stanley nie chciała słuchać więcej jego żałosnych tłumaczeń i kazała mu wyjść do dyrektora, a po jego wyjściu wróciła na swoje miejsce nadal mając obrzydzenie na twarzy.
  - Przepraszam cię Candice za to, że kazałam ci z nim usiąść. - powiedziała patrząc na mnie ze współczuciem. - Gdybym tylko wiedziała, że w ten sposób się wobec ciebie zachowa kazałabym mu usiąść z którymś z chłopców.
  - Być może chłopcy też mu się podobają, z takimi nic nie wiadomo. - powiedział z powagą Eric przysuwając swoje krzesło bliżej mojego. - Gdyby jeszcze raz coś do ciebie mówił Candice, powiedz mi, spuszczę mu porządny łomot.
   W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, jednak byłam pewna, że nie skorzystam nigdy z pomocy Erica. Nie należał on do brzydkich i był całkiem wysportowany ale nie pasował do mojego ideału chłopaka i znajdował się na końcu listy chłopców z którymi mogłabym być. Jako mój przyjaciel, myślę, że również by się nie sprawdził, ponieważ nie zniosłabym gdyby na każdym kroku prawił mi komplementy oraz próbował podrywać, dlatego między innymi moim przyjacielem jest Alex, który jest gejem, chociaż nikt oprócz mnie i jego rodziców o tym nie wie. Boi się, że rówieśnicy nie będą tacy tolerancyjni jak ja i go nie zaakceptują, dlatego na razie woli się z tym ukrywać.
  - Moi drodzy, skończmy już ten temat i wróćmy do lekcji. - oświadczyła Stanley z powrotem siadając za biurko i wertując strony podręcznika. - Otwórzcie swoje podręczniki na stronie dwudziestej trzeciej i uważnie przeczytajcie zieloną ramkę.
   Lekcje biologii należą w tej szkole zdecydowanie do najnudniejszych. Ciągłe czytanie określeń o których nikt wcześniej nawet nie słyszał i nie ma pojęcia co one oznaczają nie jest interesujące, a Stanley zdaje się tym wcale nie przejmować, dlatego miałam nadzieję, że gadka o Louisie potrwa nieco dłużej. Jednak warto było poczekać na to co miało zdarzyć się po lekcji.
   Kiedy wszyscy opuścili już salę kilka chłopaków podeszło do Louisa wychodzącego z gabinetu dyrektora i zaczęło zaczepiać głupimi tekstami. Widziałam jak posyła w moja stronę swoje wściekłe spojrzenie, przez co w tym momencie triumfowałam swoje małe zwycięstwo.
  - Czemu oni go zaczepiają? - zapytał Alex, przedzierając się do mnie i obserwując z niepokojem scenę która się właśnie przed nami rozgrywała.
  - Ten nowy chłopak próbuje zając moje miejsce, a dzisiaj na lekcji mówił, że chce mnie przelecieć, więc wykorzystałam to i zrobiłam z niego zboczeńca. - wytłumaczyłam z uśmiechem.
  - Candice, oni mu zaraz porządnie przywalą, nie powinnaś tego robić wiedząc jakie masz w tej szkole spore wpływy.
  - Alex, czy ty zawsze musisz być taką cipą? - mruknęłam. Nie zrozumcie tego źle, lubiłam Alexa i to nawet bardzo, bo w końcu był moim najlepszym przyjacielem, ale czasami jego zachowanie było nie do wytrzymania. Denerwowało mnie w nim to, że bronił każdego i najchętniej zaprzyjaźniłby się z całym światem. Jestem pewna, że gdyby nie ja nie miałby w tej szkole zbyt wysokiej pozycji.
  Nagle po korytarzu rozległ się przeraźliwy huk, a kiedy spojrzałam w stronę jego źródła zobaczyłam Erica, który leżał pod ścianą z rozkrwawionym nosem, a nad stał Louis z zaciętą miną.
  - Niech któryś z was jeszcze raz spróbuje nazwać mnie zboczeńcem to skończycie gorzej niż on. - wskazał na przerażonego Erica. - A Candice, której tak wszyscy zacięcie bronicie, zwyczajnie wami manipuluje, przejrzyjcie na oczy.
   Kiedy to powiedział spojrzał przy tym na mnie, a następnie odszedł wymijając mnie z tym samym złym spojrzeniem. Eric w tym czasie podniósł się z pomocą chłopaków i skierował do toalety by wytrzeć i względnie opatrzyć swój nos. Kilka osób, które oglądały całą tą akcję rozeszło się w swoje strony, a ja nadal tkwiłam razem z Alexem w tym samym miejscu.
  - Myślisz, że mu uwierzyli? - zapytałam przyjaciela.
  - W co?
  - W to, że nimi manipuluję.
  - Nie mam pojęcia, ale na twoim miejscu pogadałbym z Louisem i doszedł z nim do porozumienia. Nie musicie się lubić, ale lepiej byłoby dla was oboju gdybyście postarali się żyć w zgodzie.
  - Wykluczone. - pokręciłam głową. - Nie będę go tolerowała w tej szkole.
  - Szkoda, bo gdybyście się chociaż trochę ze sobą zaprzyjaźnili może udałoby ci się dowiedzieć jaką ma orientację, bo przyznam, że jest całkiem niezły. Lubię takich jak on, może zgodził by się ze mną wyjść na kawę albo do kina. - rozmarzył się Alex.
  - Nie znam go, ale myślę, że woli dziewczyny, Alex. Geje raczej nie mówią do płci przeciwnej, że chcą w niej skończyć. - powiedziałam.
  - Zawsze jest szansa na to, że jest biseksualny.
  - W to, też bym szczerze wątpiła.
  - Pozory mylą, Candice, czy gdybyś mnie nie znała stwierdziłabyś od razu, że jestem gejem?
  - Alex, myślę, że powinieneś sobie wreszcie kogoś znaleźć i przestać marzyć o heteroseksualnych chłopakach, a teraz chodź za mną.
   Poprowadziłam Alexa przez korytarz, do miejsca w którym miała czekać na mnie moja świta. Później upewniłam się, że w miejscu w którym staliśmy jest dużo uczniów i kazałam Lauren odgonić kilka nie lubianych osób, by następnie wdrapać się na stół i zwrócić uwagę zgromadzonych.
  - Kochani! - krzyknęłam, a wtedy wszyscy zaprzestali między sobą rozmów i czekali na to co mam im do powiedzenia. Uwielbiałam ich bezwzględne posłuszeństwo i szacunek wobec mnie, dlatego z uśmiechem kontynuowałam swoją zapowiedź dalej. - Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego chciałam urządzić jutro o dziewiętnastej wielką imprezę w swoim domu, na którą zaproszona jest cała szkoła. Możecie przynieść ze sobą alkohol, będziemy się wszyscy świetnie bawić!
   Uczniowie zaczęli wiwatować, a niektórzy bić mi brawo, niemal od razu zaczęły się rozmowy o mojej imprezie, a ja z pomocą Alexa zeszłam na dół.
  - Nie mówiłaś, że chcesz urządzić u siebie imprezę. - powiedział puszczając moją rękę, gdy bezpiecznie stanęłam na ziemi.
  - Nie cieszysz się? Może uda ci się wyrwać jakiegoś fajnego chłopaka z naszej szkoły.
  - Ciszej, Candice. - upomniał mnie Alex spoglądając z niepokojem na chłopaków z drużyny koszykarskiej stojących niedaleko nas. - Nie chcę, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział.
  - Wyluzuj, nikt nas nie słyszał. - uspokoiłam go. Wiem, że Alex obawia się tego, że jego sekret może się wydać, jednak moim zdaniem czasami za bardzo przesadzał, bo w końcu kto pośród tak głośnych rozmów usłyszałby naszą rozmowę. A swoją drogą na jego miejscu przestałbym się w końcu z tym ukrywać i powiedziałabym innym prawdę. Wszyscy doskonale wiedzą, że Alex jest moim przyjacielem, więc założę się, że nikt nie odważyłby się powiedzieć nawet jednego złego słowa na temat jego orientacji.
  - O czym rozmawiacie? - spytała Nicole trzymająca się razem z Lauren i Megan na boku.
  - O niczym co powinno was zainteresować. - odparłam z wyższością. - Mam ochotę na latte, przynieście mi je.
   Moja świta skinęła głowami i natychmiast udały się w kierunku szkolnej kawiarni zostawiając mnie i Alexa samych. Wiem, że może nie potraktowałam ich zbyt miło, jednak nie miałam teraz ochoty na ich obecność, a gdybym tak po prostu kazałabym im odejść stwierdziłyby, że są wolne i poszłyby gdzieś, gdzie później nie mogłabym ich znaleźć, a ja w żadnym wypadku nie mogę poruszać się po szkole bez mojej świty.
  - Candice, on tu idzie. - szepnął do mnie Alex. Zanim zdążyłam zapytać o kim mówi zobaczyłam Louisa idącego w moją stronę na co od razu zareagowałam przyjmując swoją pozycję obronną.
  - A więc, organizujesz imprezę? - zapytał.
  - Głuchy jesteś czy nie ogłaszałam tego wystarczająco głośno? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
  - Rzeczywiście, jesteś naprawdę milutka tak jak mówili. - zadrwił. - Jeśli myślisz, że wyrzucisz mnie z tej szkoły to grubo się mylisz, a twoje zagranie na lekcji biologii było dziecinne. Wytłumaczyłem wszystko dyrektorowi i teraz myśli, że wymyśliłaś te bajeczki, bo ci się podobam i potrzebowałaś mojej uwagi.
  - Kłamiesz, on nigdy by w coś takiego nie uwierzył. - prychnęłam pewna tego co powiedziałam. Dyrektor zna mnie wystarczająco dobrze, żeby stwierdzić, że to uczniowie z naszej szkoły pragną mojej uwagi, a nie w przeciwną stronę, więc Louis kłamał. Chciał, żebym się go bała, ale nie uda mu się to, ponieważ ja nie boję się nikogo i to on może bać się mnie. W swojej szkolnej karierze udało mi się zastraszyć lepszych chojraków niż on. Chociaż co prawda było ich niewielu.
  - Jeśli sądzisz, że kłamię poczekaj a się przekonasz. - uśmiechnął się. - A teraz wybacz, wasza wysokość, ale muszę cię opuścić, być może zjawię się na twojej imprezie.
  - Cóż za zaszczyt dla mojej osoby. Tylko przynieś coś do picia, jeśli mamusia ci na to pozwoli. Słyszałam, że niezły z ciebie mami synek.
  - Jeśli tak mówiły twoje nieomylne źródła w postaci tych trzech dziewczyn, rzeczywiście tak musi być, a wiesz co za to powiedziały moje? - zapytał i kontynuował nawet nie pozwalając dojść mi do słowa. - Że już kilkakrotnie o mały włos nie wyleciałaś z tej szkoły i gdyby nie pieniądze twojej mamusi trafiłabyś do szkoły prowadzonej przez siostry.
   Przełknęłam głośno ślinę. Rzeczywiście pewnego razu dyrektor bardzo się na mnie zdenerwował i razem z radą nauczycieli zadecydował, że najlepiej będzie jeśli przeniosą mnie do katolickiej szkoły, gdzie być może czegoś się nauczę, jednak w porę Riley udało się przekupić dyrektora odwodząc go od tej decyzji. Nie wiedział o tym prawie nikt oprócz mojej świty, Alexa i mojego byłego chłopaka Simona, który widocznie musiał przekazać to Louisowi. Szybko jednak wróciłam do swojej pozycji obronnej i uśmiechnęłam się z sarkazmem.
  - Ach ten Simon, czego on nie zrobi, żeby nie zwrócić na siebie mojej uwagi. Powinnam się domyślić, że szybko znajdzie sobie w tobie swojego sprzymierzeńca, ale to nic. Muszę zrozumieć, że to rozstanie i brak seksu od kilku miesięcy jest dla niego bardzo strofujące. Chyba wiesz coś o tym prawda? W Ameryce jeszcze nie zdążyłeś znaleźć sobie dziewczyny, a na drugi raz uważaj na szkolne plotki. Nie wszyscy tutaj mówią prawdę.
   Mina Louisa nieco zrzedła. Widocznie uwierzył w to co powiedziałam i postanowił szybko wrócić swoich kolegów, których nie miał zbyt dużo. Byli to tylko Jack i Jeremy, którzy nie byli tu zbyt lubiani, ponieważ za często przesiadywali w bibliotece, a szkoda, ponieważ obydwoje wyglądają nienagannie i gdyby zapisali się do szkolnej drużyny koszykówki lub piłki nożnej, założyli na siebie nieco modniejsze ubrania zamiast te z poprzednich sezonów może weszliby oboje na wyższy poziom.
  - Twoje latte Candice. - usłyszałam głos Megan, która podała mi kubek z kawą.
  - Chodźmy gdzieś indziej. Tutaj jest za dużo osób. - powiedziałam po wypiciu łyka latte. Zostawiłam Alexa, który zaczął rozmawiać z dziewczyną, z którą siedzi w ławce na matematyce i z którą od czasu do czasu spotyka się, by zamaskować to, że jest gejem i ruszyłam razem z moją świtą w poszukiwaniu w miarę spokojnego miejsca. Musiałam się z nimi naradzić i jak najszybciej wymyślić coś co na dobre pogrążyłoby Louisa zanim jego plan, o ile jakikolwiek ma, pogrążyłby mnie. Cokolwiek by się stało, musiałam to wygrać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz