*Candice*
Jadąc z Davidem do szkoły czułam, że to będzie mój dzień. Wprost umierałam z niecierpliwości by móc patrzeć na to jak na korytarzu co popularniejsi uczniowie wytykają Louisa palcami krzycząc "gej", "pedał" lub gorsze wyzwiska, a ja rzucę mu tylko triumfalne spojrzenie. Nie bałam się jego odwetu. Po moim mistrzowskim zagraniu nikt nie będzie skłonny mu w nic uwierzyć, wszelkie próby rozsiania jakichkolwiek plotek skończy się dla niego ponownym wyśmianiem. Tak jak powiedziałam mu wczoraj na imprezie: w tej szkole jest spalony, choć nie wiadomo czy w innych by nie był. Plotki roznoszą się bardzo szybko po szkołach w Chicago. W końcu każdy ma znajomych w różnych szkołach, a nie wierzę, by wczorajsze nagranie, które im puściłam zostawili tylko dla siebie. Jednak o taki efekt mi chodziło. Im więcej osób wie, tym lepiej.
Przy głównych drzwiach już czekały na mnie dziewczyny. Przywitałyśmy się i weszłyśmy do szkoły, jednak nagle Lauren się zatrzymała i wskazała na jeden z plakatów wiszący na drzwiach.
- Candy, tu jest twoje zdjęcie. - powiedziała, na co od razu podeszłam bliżej i zerknęłam na wiszącą kartkę papieru.
Był to jeden z typowo psychologicznych plakatów mających na celu wzbudzić w uczniach wrażliwość na pewne tematy, jednak dla mnie były to zwykłe śmieci, których nikt nie czytał, ten jednak wzbudził moją uwagę nie ze względu przekazu, a zdjęcia na które wskazała Lauren i doskonale wiedziałam kto go tu powiesił.
Na środku kartki widniał napis napisany wielkimi literami "NIE BĄDŹCIE OBOJĘTNI NA SWOJE DZIECI, DAJCIE IM MIŁOŚĆ" a pod spodem zdjęcie z rozdania na nagród na najlepszego projektanta roku, gdzie widać było jak Riley idzie by odebrać nagrodę uśmiechając się do gości, a drugą ręką odpycha mnie od siebie każąc zostać na swoim miejscu, żebym nie wychodziła razem z nią. Doskonale to pamiętałam. Byłam na nią za to wściekła. Pozostali projektanci, którzy również zostali wyróżnieni wychodzili razem ze swoimi rodzinami i dziękowali im za wsparcie, a moja matka wolała nie pokazywać się ze mną, żebym przypadkiem nie zepsuła jej przemówienia i nie przyniosła wstydu. Nigdy nie kazałam jej mnie kochać, ale mogła się ze mną chociaż raz pokazać i poudawać troskliwą mamusię, ale ona zawsze taka była. Od momentu w którym umarła moja babcia czyli ponad 6 lat temu i Riley musiała przejąć nade mną opiekę codziennie dawała mi znać jak bardzo zepsułam jej idealne życie i ani razu nie pokazała się ze mną publicznie.
Ze złością zerwałam plakat, podarłam go na malutkie kawałeczki i wyrzuciłam do kosza. Tym razem Louis mocno przegiął, nie miał prawa wywieszać takich rzeczy.
- Rozejrzyjcie się po szkole i sprawdźcie czy nie ma tego więcej, a ja poszukam tego cholernego Lewisa. - oznajmiłam szybko wchodząc schodami na górę, bo miałam przeczucie, że właśnie tam się kryje. Cóż, nie myliłam się. Stał pod ścianą głupkowato uśmiechając się do mnie, a gdy do niego podeszłam uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Mówiłem, że się zemszczę i zrobiłem to. Nie spodziewałaś się tego, prawda? - zapytał przechylając głowę w bok.
- Nie miałeś prawa robić coś takiego! - krzyknęłam.
- Tak samo jak ty nie miałaś prawa upubliczniać tego nagrania.
Zamilkła przez chwilę zastanawiając się co powinnam powiedzieć teraz, ponieważ fakt faktem, że Louis miał trochę racji, ale na wojnie nie ma żadnych zasad.
- To nieważne, i tak zdjęłam już te plakaty, zanim ktoś mógłby je zobaczyć. - oświadczyłam z podniesioną głową.
- Wiem, przewidziałem to, dlatego mam ich całe mnóstwo, tak żeby każdy mógł je zobaczyć. Nie sądzisz, że taki przekaz powinien dotrzeć do młodzieży i ich rodziców?
- Tylko spróbuj. - wysyczałam obmierzając groźnym wzrokiem Louisa, a on znów bezczelnie się do mnie wyszczerzył.
- Możesz być pewna, że spróbuję.
- Zgłoszę cię do dyrektora! Wyrzucą cię z tej szkoły! - krzyczałam czując jak robię się coraz bardziej bezradna.
- To ty zaczęłaś wojnę między nami i prędzej ciebie stąd wyrzucą. - odparł ze spokojem.
- Ale to ty mnie do tego zmusiłeś, ignorując mnie na rozpoczęciu roku. Każdy w tej szkole wie, że jestem na wysokiej pozycji i należy mnie szanować, a ty mnie obraziłeś nazywając mnie jakąś tam lalą.
- Och, księżniczka poczuła się urażona kiedy odmówiłem jej audiencji? - zaśmiał się. - Bardzo mi przykro, nie chciałem urazić królewskiej mości.
- Przestań!
- Co wasza wysokość sobie życzy? - denerwował mnie dalej, a ja czułam jak tracę nad sobą kontrolę. Wyciągnęłam rękę i uderzyłam nią z całej siły Louisa w policzek. Zanim zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam on przyparł mnie do ściany i przytrzymał mocno moje nadgarstki, a po jego minie wywnioskowałam, że jest bardzo mocno wkurzony co w pewnym sensie mnie satysfakcjonowało, a z drugiej strony bałam się tego co w przypływie agresji może mi zrobić, dlatego krzyknęłam głośno "pomocy" i zanim Louis zdążył mnie puścić podbiegł do nas dyrektor odsuwając go ode mnie.
- Jak ty się zachowujesz Louis?! - zdenerwował się dyrektor. - Chciałeś uderzyć Candice?
- To ona pierwsza mnie uderzyła, mam nawet ślad. - powiedział pokazując swój policzek. Rzeczywiście był odrobinkę czerwony, ale sprowokował mnie do tego wytrącając mnie z równowagi.
- Oboje zapraszam was do mojego gabinetu. Może uda nam się wyjaśnić jakoś tą sprawę.
Kiedy szliśmy właśnie zadzwonił dzwonek i kilkoro uczniów doskonale widziało jak jesteśmy prowadzeni przez dyrektora.
- Oj, Candice, chyba nieźle coś przeskrobałaś, co? - zapytał jeden z chłopaków. Nie znam, go ale wiem, że jest z czwarte klasy i kiedyś też był w szkolnej drużynie, ale odszedł z powodu trwałej kontuzji kolana.
- Morda w kubeł, śmieciu. - warknęłam.
- Candice! - upomniał mnie dyrektor, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
Gdy weszliśmy do gabinetu, dyrektor szybko próbował zaprowadzić w nim porządek. Po jego biurku walało się mnóstwo papierów, a na podłodze były jeszcze okruszki ciasteczek. Widać po nim, że lubi sobie coś czasem podjeść.
- Proszę, niech któreś z was opowie co się przed chwilą zdarzyło.
- Levis chciał mnie pobić. - powiedziałam odchylając się na siedzeniu niewygodnego krzesła.
- Mam na imię Louis! - krzyknął, a dyrektor gestem pokazał by zachować ciszę.
- Candice, on ma na imię Louis, nie przekręcaj jego imienia, a teraz powiedz mi dlaczego kolega chciał cię pobić i za co ty go pobiłaś?
- Ja nikogo nie pobiłem, tylko przyparłem ją do ściany! - bronił się siedzący obok mnie Louis.
- A dlaczego to zrobiłeś? - zapytał dyrektor.
- Bo ona mnie uderzyła w policzek.
- Dlaczego uderzyłaś go w policzek? - tym razem pytanie skierował do mnie.
- Ponieważ on mnie do tego sprowokował.
- Czym ją sprowokowałeś?
- No pokaż dyrektorowi ten durny plakat który o mnie zrobiłeś. - warknęłam, gdy na pytanie dyrektora mój rywal zachował milczenie.
- Co to był za plakat Louis? - dopytywał go, a ja uśmiechnęłam się pod nosem przeczuwając kto za chwilę dostanie po dupie i tą osobą na pewno nie byłam ja. Podejrzewałam, że Louis zacznie bronić się nagraniem które puściłam na imprezie, jednak na to nie miał żadnych dowodów, a mniemani świadkowie będą milczeć jak grób. Jednak zamiast tego on wyciągnął ze swojego plecaka plakat i w milczeniu wysłuchał nagany dyrektora, a potem zachowując tą samą ciszę oboje wyszliśmy z gabinetu.
- Czemu tak łatwo odpuściłeś? - zapytałam siadając na najbliższej ławce.
- Nie wiem. Po prostu. - odparł wzruszając ramionami. - A ty, czemu pytasz?
- Myślałam, że będziesz bardziej się szamotał.
- W połowie straciłem na to ochotę.
- Mówiłam ci, że wojna ze mną się nie opłaca. - uśmiechnęłam się.
Louis nic nie odpowiedział i odwrócił się odchodząc kawałek skupiając swój wzrok na tablicy z ogłoszeniami.
- Widziałaś ten plakat o półrocznej wymianie? - zapytał
Pokiwałam głową.
- Chcesz wyjechać?
- Nie, ten wyjazd trwa zdecydowanie za długo. - odparłam podchodząc w to samo miejsce w którym stał Louis.
- A gdyby trwał krócej pojechałabyś? - wypytywał dalej.
- Nie wiem, może bym się nad tym zastanowiła, lubię uczyć się hiszpańskiego. To jedyny przedmiot, który sprawia mi przyjemność.
- Naprawdę? Potrafisz coś powiedzieć po hiszpańsku?
- Potrafię i to bardzo dużo, uczę się go od pięciu lat. - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Jesteś bardzo ciekawski Levis. - zauważyłam.
- Kiedy przestaniesz mówić do mnie Levis? - mruknął, na co uśmiechnęłam się, tym razem bez sarkazmu. Tak po prostu.
- Kiedy na to zasłużysz. Louis. - odpowiedziałam i puściłam mu oczko, a następnie odwróciłam się i odeszłam w przeciwną stronę. Nie mogłam zostać przy nim dłużej, bo bałam się że wtedy zacznę być dla niego miła, a wrogowie nie mogą być dla siebie mili. Nie wiem jak to się stało, ale kiedy Louis zapytał mnie o wycieczkę nie miałam potrzeby być znów dla niego opryskliwa i nawet się do niego szczerze uśmiechnęłam, a to był zły znak.
- Na razie Candy! - krzyknął za mną.
- Do zobaczenia, Louis. - powiedziałam bardziej do siebie, ale kiedy znalazłam się za rogiem korytarza widziałam jak Louis uśmiecha się i odchodzi. To nie powinno być tak. Zdecydowanie nie powinno.
***
Po czwartej lekcji dyrektor rozporządził krótki apel i wszyscy zgodnie z jego poleceniem udali się na salę gimnastyczną. Kątem oka udało mi się zaobserwować Louisa. Siedział kilka jeden rząd przede mną otoczony chłopakami z drużyny. Wszyscy swobodnie z nim rozmawiali, jakby wczorajszej imprezy nie było i nie widzieli nagrania. Zdziwiło mnie to, dlatego starałam się usłyszeć każde słowo przez nich wypowiedziane zanim dyrektor zaczął swoje przemówienie.
Na początku rozmawiali tylko o koszykówce. Simon proponował Louisowi dołączenie do drużyny i był pod wrażeniem jego sportowych umiejętności, podobnie jak Matt i Patrick. Później ich rozmowa zeszła na temat nagrania, ale nikt nie powiedział o nim złego słowa, tylko wręcz przeciwnie:chłopcy wyrazili swój podziw i śmieli się z całego zajścia.
- Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, ale wiecie... - powiedział Louis. - Reszta tych gamoni nadal twierdzi, że jestem gejem trzeba będzie w odpowiedni sposób zmienić ich nastawienie. - uśmiechnął się porozumiewawczo, a Matt i Simon pokiwali głowami.
- Jasna sprawa Tomlinson. - odparli.
Nie wierzyłam własnym uszom. Louis znów ma swoją zgraną paczkę i na dodatek chce razem z nimi doprowadzać do porządku resztę. To jakiś absurd. W tej sytuacji potrzebne było moje dzialanie.
- Nicky. - szepnęłam do siedzącej obok mnie Nicole. - Powiedz dziewczynom, żeby od razu po apelu przyczaiły się na rogu korytarza i zaczekały na Louisa. Mają dowiedzieć się co planuje razem ze swoimi koleżkami.
Nicolle pokiwała głową i szeptem przekazała wszystko Megan i Lauren.
- Czy ja też mam stać razem z nimi? - zapytała po chwili.
- Nie. Ty będziesz towarzyszyła mnie. - odpowiedziałam, a od razu potem dyrektor wyszedł na środek i uciszył rozgadany tłum uczniów by zacząć swoje przemówienie.
- Moi drodzy! - powiedział donośnym głosem przez mikrofon. - Jak część z was zdążyła już zauważyć w szkole porozwieszane są ogłoszenia o półrocznej wymianie do Hiszpanii. Koszt takiej wymiany to około sześć tysięcy dolarów, a wy podobierani w pary będziecie umieszczeni w hiszpańskich rodzinach. Jest to na pewno sposób na sukcesywną naukę języka hiszpańskiego jak i również wykorzystanie swoich umiejętności w praktyce! - dyrektor opowiadał o wymianie przez następne pół godziny odpowiadając w międzyczasie na wszystkie pytania osób zainteresowanych, a ja w tym czasie z zainteresowaniem oglądałam swoje paznokcie dochodząc do wniosku, że będę musiała znów umówić się do kosmetyczki, bo na moich tipsach zrobiły się już widoczne odrosty.
- Porozmawiajcie ze swoimi rodzicami, bo zapisy są będą tylko do poniedziałku, a wymiana już za dwa tygodnie! - powiedział na zakończenie i wszyscy mogli opuścić swoje miejsca.
- Chcesz jechać na wymianę Candy? - zapytała mnie Nicole wstając.
- Nie ma mowy. Nie jestem tym zainteresowana, Riley pewnie podzieliłaby moje zdanie. - odpowiedziałam również podnosząc się z drewnianego krzesła. Tyle razy rada rodziców prosiło dyrektora o ich wymianę, jednak on zawsze miał jakieś wytłumaczenia lub też jak twierdził nie miał na to wystarczająco czasu przez swoje obowiązki.
- Kim jest Riley? - spytał Louis i dopiero wtedy zorientowałam się, że stoi tuż obok mnie, po mojej prawej stronie.
- To moja matka.
- Czemu mówisz na nią Riley?
- Bo nie lubi kiedy mówię do niej "mamo". Czuje się staro, chce się odmłodzić. Masz z tym jakiś problem? - fuknęłam znów przybierając obrażonej księżniczki. Nie mogłam być dla niego miła zbyt długo.
- Nie mam. - wzruszył ramionami. - Po prostu wydaje mi się to dziwne. Tak jak ty.
- Niby czemu?
- Bo pod gabinetem dyrektora byłaś dla mnie nawet miła.
- To było jednorazowe, nie przyzwyczajaj się Levis. - mruknęłam.
- Nie miałem nawet takiego zamiaru. Takie suki jak ty się nie zmieniają. - odparł z pewnością.
- Uważaj na słowa, pedale. - warknęłam.
- Dałbym tą radę tobie. Poznałaś się na mnie, wiesz, że jeśli chcę też potrafiłbym ci nieźle zaszkodzić. Wiesz ile z internetu da się wyciągnąć informacji? - uśmiechnął się cwaniacko, a ja czułam jak gotuje się we mnie krew.
- Niby czego się tam dowiedziałeś? - zapytałam zbliżając się do Louisa ze złowrogim spojrzeniem, kiedy poczułam delikatne szarpnięcie i zostałam odsunięta od niego na bezpieczną odległość.
- Dopiero co byłaś u dyrektora, Candice, chyba nie chcesz znaleźć się tam ponownie? - usłyszałam głos mojego przyjaciela.
- Skąd o tym wiesz Alex?
- Wie o tym już połowa szkoły. - westchnął. - Dobrze wiesz, że wieści szybko się rozchodzą, więc po co zwracasz na siebie uwagę?
- Po co mnie o to pytasz skoro znasz odpowiedź? - spojrzałam wymownie na Alexa pokazując mu wzrokiem osobę Louisa oddalającego się już wraz z tłumem uczniów.
- Kiedy dasz sobie z nim spokój?
- Kiedy stąd odejdzie. - odparłam i ruszyłam przed siebie zostawiając przyjaciela w tyle.
Przepychając się przez tłumy zobaczyłam jak Megan i Lauren wychwytują Louisa i zaczynają rozmawiać z nim z rękami założonymi na piersiach, jednak ich ,,straszna" postawa nie zrobiła na nim wrażenia i jedyne co zrobił to zaśmiał się, a potem spojrzał w dal odnajdując mnie wzrokiem. Z ruchu jego warg mogłam odczytać moje imię, by potem zobaczyć jak złośliwie się uśmiecha i znika na schodach doganiając swoich kumpli.
- Nicole! - krzyknęłam widząc jak biedna dziewczyna błądzi chodząc to w jedną to w drugą stronę starając się mnie odnaleźć. Gdy usłyszała moje wołania od razu odwróciła się i podbiegła zadowolona z przepraszającym uśmiechem na ustach.
- Przepraszam Candice, ale nigdzie nie mogłam cię znaleźć. Odeszłam kawałek kiedy rozmawiałaś z Louisem a potem Alexem i...
- Nieważne. - machnęłam ręką. - Chodźmy do kawiarni.
- A Lauren i Megan? - zapytała.
- Znajdą nas. Nie mam zamiaru się za nimi uganiać. - powiedziałam i ruszyłyśmy do szkolnej kawiarni gdzie zamówiłam swoje ulubione latte z bitą śmietaną na lekkie odstresowanie, ponieważ czułam jak powoli tracę grunt pod nogami. Robię wszystko, żeby pozbyć się Louisa, ale jemu zawsze udaje się spaść na cztery łapy. Myślałam, że wygrażając mu pierwszego dnia się mnie przestraszy, ale on się tylko uśmiechnął. Byłam pewna, że następnego dnia po lekcji biologi dostanie niezłe lanie, kiedy wszyscy wezmą go za zboczeńca, ale to on dał innym lanie i nikt nie odważył się powiedzieć o nim złego słowa. Później byłam pewna, że gdy puszczę to kompromitujące nagranie łatka geja zostanie przy nim do końca roku szkolnego, ale on już zdążył zachwycić sobą ponownie chłopaków. Boję się, że każdy kolejny mój krok skończy się tym samym, a w końcu on na stałe zajmie moje miejsce. Już teraz widzę pełen szacunku wzrok uczniów gdy tylko na nich spojrzy, nawet na stołówce zajmuje miejsca dla najpopularniejszych w tej szkole niedaleko mnie i osiągnął to w ciągu zaledwie paru dni.
- Och, kto tu nadchodzi. - mruknęła zatapiając usta w kubku kawą.
Louis nie byłby sobą gdyby nie przywlókł swojej świty w to samo miejsce, gdzie przebywałam ja. Zamówił kawę i razem z chłopakami usiadł stolik dalej przeganiając dwie dziewczyny z młodszej klasy.
- Hej Candice, może się do nas przysiądziecie? - zapytał Simon zwalniając miejsce.
- Nie dzięki. - powiedziałam z pogardą odwracając głowę w drugą stronę.
- No dawaj, nie bądź taka. - namawiał mnie dalej.
- Candice znów unosi się dumą. Zostaw ją Simon. - powiedział Louis, na co od razu wstałam przenosząc swoje rzeczy i siadając obok mojego byłego chłopaka. Nie mogłam dać mu satysfakcji, mimo, że wiedziałam, o tym, że wypowiedział te słowa specjalnie.
Nicolle usiadła zaraz obok Patricka, a Louis siedział po środku. Przynajmniej nie musiałam być obok niego, ale widziałam jak co chwilę na mnie spoglądał.
- Co u ciebie, Candy? - zapytał Patrick, uśmiechając się do mnie przyjacielsko. Jedynie on miał wobec mnie zawsze czyste intencje i nigdy nie próbował mnie do niczego namawiać ani nigdy mnie nie prowokował. Patrick był naprawdę w porządku.
- Miło, że pytasz Patrick. - powiedziałam oddając mu uśmiech. - Jak na razie jest w porządku, a co u ciebie? Jak widzę nadal przyjaźnisz się z Louisem i Simonem.
- Jak na razie. - pokiwał głową Patrick, a potem pochylił się w moją stronę i wyszeptał mi na ucho. - A tak między nami, to nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam z tymi baranami.
Uśmiechnęliśmy się do siebie porozumiewawczo i prawdopodobnie powiedziałabym do Patricka coś jeszcze czując, że znajduję w nim swojego sojusznika, ale Louis oparł się łokciami o stolik zasłaniając mi jego twarz, a potem podsunął mi pod nos swój kubek. Spojrzałam na niego pytająco, na co zaraz powiedział.
- Simon mówił, że lubisz lubisz zieloną herbatę, więc chciałem ci dać, żebyś spróbowała. Chyba nie piłaś jeszcze z dodatkiem ananasa?
Jestem wielbicielką wszelkich rodzajów herbat i gdy ktoś proponuje mi spróbowanie nowego smaku nigdy nie odmawiam, ale zważając na fakt, żeby była to herbata Louisa nie byłam pewna, czy powinnam się napić, choć gdybym odmówiła do końca dnia zastanawiałabym się jak smakuje herbata z ananasem, której jak do tej pory nigdy nie piłam.
- Skąd mam mieć pewność, że nic do niej nie dorzuciłeś? - zapytałam lustrując uważnie wzrokiem Louisa.
- Ja mogę to potwierdzić. - odezwał się Simon. - Byłem przy nim cały czas i nie widziałem, żeby cokolwiek tu wsypywał, więc możesz się spokojnie napić skarbie.
- Nie mów tak. - skarciła go.
- Jak? - spytał Simon.
- Nie mów do mnie skarbie. Straciłeś ten przywilej od kiedy nie jesteśmy razem, więc daruj sobie. - westchnęłam nie ukrywając swojego zażenowania i nie mówiąc do mojego byłego już nic więcej wzięłam herbatę Louisa i pociągnęłam łyk z zielonej słomki.
- Jest bardzo dobra. - skwitowałam oddając mu napój. Po szkole będę musiała wpaść do herbaciarni i kupić trochę tego dobrodziejstwa.
- Możesz wypić ją za mnie. Mi nie przypadła do gustu. - powiedział znów przysuwając herbatę do mnie. Zdziwiło mnie to. Myślałam, że nasza wyjątkowo przyjazna rozmowa pod gabinetem dyrektora była jednorazowa, ale on znów był dla mnie miły. Na myśl nasunęły mi się więc podejrzenia, że chce jedynie uśpić moją czujność dlatego postanowiłam być bardziej ostrożna. Niech wie, że ze mną nie da się w ten sposób pogrywać, jednak jego herbatę zdecydowałam się zatrzymać, a swoją czujność wzmocnić od następnej przerwy. W tym momencie chciałam po prostu napić się tej cudownej herbaty i nie myśleć już o wojnie jaką toczyłam.
***
Kilka godzin później byłam już w domu odwieziona przez Davida, który jak zwykle wiernie czekał pod moja szkołą, a gdy wsiadłam do auta od razu rozpromieniony zaczął nasze pogaduszki chcąc dowiedzieć się wszystkiego co działo się dzisiaj w szkole. Kiedy tak rozmawiamy myślę, że nie mogłam trafić na lepszego szofera. David zawsze potrafi mnie rozbawić nawet kiedy mój dzień był zły i jestem bardzo rozdrażniona.
Po wejściu do domu pierwszą osobą jaką zobaczyłam była Riley co było dla mnie nie małym zdziwieniem, ponieważ miała wyjechać na cały tydzień, a minęły dopiero dwa dni. Miałam nadzieję, że odpocznę od niej jeszcze trochę.
- Dlaczego wróciłaś tak wcześnie? - zapytałam rzucając swoją torbę na kanapę i siadając w fotelu obok.
- Musimy porozmawiać. - powiedziała ignorując moje pytanie.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie, które ci zadałam. - warknęłam groźnie, ale na Riley nie działały żadne moje sztuczki. Zawsze była niewzruszona i nie reagowała na dosłownie nic.
- Dostałam nową propozycję pracy w Europie. Jeśli się zgodzę będę pracowała z najlepszymi francuskimi projektantami w Paryżu. - oznajmiła. - Oczywiście już podjęłam decyzję, nie mogę zmarnować takiej szansy...
- Ile czasu będziesz w Europie? - zapytałam czując jak wszystko zmierza na niewłaściwy tor.
- Kontrakt jest na rok. - odpowiedziała Riley i spojrzała na mnie. - Do czasu kiedy nie skończysz osiemnastu lat będziesz musiała mieszkać z ciotką Ruby na Manhatanie. Potem będziesz mogła wrócić i przez kolejne kilka miesięcy mieszkać sama aż do mojego powrotu.
- Nie! - krzyknęłam wstając z fotela. - Nie będę mieszkała z tą starą, zrzędzącą pruchwą, nie zgadzam się!
- Nie mów tak o ciotce! - Riley również podniosła na mnie głos. - To jest jedyne wyjście, nie mogę zabrać cię ze sobą, a siedemnastolatka nie może mieszkać sama. W końcu ktoś to odkryje i zabiorą cię do jakiegoś obskurnego, zarobaczonego domu opieki chcesz tego?!
Pokręciłam przecząco głową.
- Właśnie, dlatego przemęczysz się kilka miesięcy z ciotką. Znajdę ci jakąś dobrą, prywatną szkołę jak tutaj a później wrócisz.
- Riley... - zaczęłam przypominając sobie, że jest coś co może uratować mnie przed tą starą panną z którą miałabym zamieszkać. Gdy spojrzała na mnie pytająco, kontynuowałam. - A gdyby był inny sposób i gdybym mogła wyjechać, ale być z daleka od ciotki?
- Co masz na myśli?
- W szkole jest organizowana wymiana do Hiszpanii na sześć miesięcy. Wyjazd jest za dwa tygodnie, więc praktycznie od zaraz, a gdy z nie go wrócę będę miała już osiemnaście lat co oznacza, że będę mogła prawnie mieszkać sama, jak mówiłaś.
- Nie wiem Candice, jestem zdania, że to kilka miesięcy u ciotki Ruby naprawdę ci nie zaszkodzi. - brnęła dalej Riley.
- Nie wytrzymam z nią nawet jednego dnia. Ta stara jędza nie da mi żyć. Co chwilę będę musiała wycierać niewidzialny kurz ze stolika, albo uważać, żeby poduszki się nie pogniotły, a o całonocnych imprezach będę mogła zapomnieć. - mówiłam widząc jak Riley mocno zastanawia się nad tą decyzją.
- Chcesz jechać do Hiszpanii? - zapytała po dłuższej chwili.
- Nie za bardzo mi się to uśmiecha, ale wolę jechać tam niż na Manhatan.
- Ile to kosztuje?
- Sześć tysięcy, ale dla ciebie to przecież nie problem.
- W porządku jeśli tak wolisz...może to rzeczywiście będzie lepsze niż mieszkanie z Ruby. Odkąd pamiętam była nie do zniesienia i miała obsesję na punkcie porządku.
- Świetnie. - uśmiechnęłam się zadowolona i poszłam do swojego pokoju. Być może mieszkanie przez pół roku w Hiszpanii nie będzie tak dobre jak mieszkanie w Ameryce, ale to tylko pół roku. Czas szybko zleci, a ja nie będę musiała męczyć się każdego dnia ze starą kuzynką Riley, która nigdy nie wyszła za mąż więc przez swoją życiową porażkę postanowiła mścić się na innych. Być może zabiorę ze sobą którąś z mojej świty, jeśli nie stwierdzę, że chcę od nich odpocząć. Zastanowię się nad tym i w poniedziałek powiem o swojej decyzji, a na chwilę obecną zamierzałam zrelaksować się w moim jacuzzi i wypić lampkę wina, które podkradłam Riley kilka dni temu. Biedaczka przeszukała w tym celu cały swój barek, przywiozła je z Francji i było to wino najwyższej jakości za które nie mało zapłaciła, ale stać ją na to by kupić sobie kolejne, a do Francji jeździ średnio kilka raz w roku. Teraz za to będzie mogła rozkoszować się francuskim winem przez całe dwanaście miesięcy i nikt jej go już nie wykradnie.
Zmierzałam już z ręcznikiem i winem w stronę łazienki, kiedy na biurku zabrzęczał mój telefon. Miałam zamiar to zignorować i odezwać się później, jednak moją uwagę przykuł napis: Nieznany. Wzięłam więc telefon do ręki i odblokowałam, by przeczytać wiadomość.
Nieznany: Hej, Candice
Ja: Kim do cholery jesteś?
Wystukałam wiadomość zwrotną. Zawsze mogła być to zwyczajna pomyłka, ale skąd osoba która pomyliła numery znałaby moje imię? Musiałam to wyjaśnić, więc w tym celu usiadłam z telefonem w ręku i odłożyłam na bok rzeczy, które ze sobą niosłam chowając butelkę pod ręcznikiem na wszelki wypadek, gdyby Riley weszła do mojego pokoju mimo, że nie robi tego zbyt często, bo ma ważniejsze sprawy na głowie.
Nieznany: Tutaj Louis. Wziąłem twój numer od Simona, chciałem z tobą popisać, możesz czuć się zaszczycona.
Mogłam spodziewać się, że to tylko Levis. Nie udało mu się podocinać mi w szkole, więc postanowił zrobić to przez smsy. Wydaje mi się, że nie mam go w znajomych na Facebooku, dlatego wybrał ten rodzaj wiadomości. Jak woli. Mi nie robi to specjalnej różnicy, a szczerze mówiąc nieco zatęskniłam już za pisaniem smsów. Portale społecznościowe zastępują wszystko, nawet dzwonienie. To zmierza w złą stronę.
Szykując się do jakiejś ciętej odpowiedzi zapisałam numer Louisa i zmieniłam jego nazwę w kontaktach na Levis.
Ja : Raczej to ty powinieneś cieszyć się, że tobą piszę. Mogłam zwyczajnie zignorować twoje zaczepki, bo szczerze mówiąc nie mam za bardzo czasu na "pogaduszki".
Levis: A co księżniczka robi jeśli mogę wiedzieć?
Ja: Zajmij się sobą Levis.
Levis: Widzisz, a jednak wolę zająć się tobą.
Ja: Co tym razem kombinujesz?
Levis: Dlaczego myślisz, że coś kombinuję?
Ja: Bo tak jest. Ty chcesz zniszczyć mnie, a ja ciebie, czy nie mam racji? Więc teraz idź szukać przyjaciół gdzie indziej i daj mi spokój. Nie chce mi się z tobą pisać.
Levis: Ty zaczęłaś tą wojnę, nie mogąc zaakceptować tego, że nie jestem jednym z tych którzy są na każde twoje zawołanie. Swoją drogą nieźle omotałaś Simona, cały czas jest o ciebie zazdrosny a kiedy jesteś blisko wpatruje się w ciebie jak w obrazek. Kiedy brałem od niego twój numer kazał mi cię nie podrywać, nie złościć ani nie składać brzydkich propozycji.
Ja: A ty powinieneś się go słuchać, bo właśnie już mnie zezłościłeś pisząc do mnie. Mówiłam, że mam inne plany.
Szczerze mówiąc trochę skłamałam. Nie byłam zła na Louisa, przeszła mi już ochota na kąpiel w jacuzzi, a pisanie z nim sprawiało mi nawet przyjemność. Śmiesznie było patrzeć jak próbuje utrzymać naszą rozmowę nawet jeśli to tylko część jego planu z serii jak uśpić moją czujność.
Levis: Powiesz mi co to były za plany Candy?
Ja: Chciałam wziąć kąpiel w jacuzzi i napić się wina, ale teraz przeszła mi już na to ochota. Przez ciebie.
Levis: Dlaczego mnie o to obwiniasz? Sądzę, że masz do mnie złe nastawienie, powinnaś trochę wyluzować. Smakowała ci dzisiaj moja herbatka?
Przez dalszą część rozmowy pisaliśmy dużo o herbacie. Okazało się, że Louis podobnie jak ja uwielbia herbaty i ma u siebie całą szafkę przepełnioną najróżniejszymi smakami. Najbardziej lubi te klasyczne, czarne, nie przepada za białymi i bardzo chce spróbować herbaty z Indii, która stoi u mnie na półce od dłuższego czasu, ponieważ jak dla mnie ma zbyt mleczny aromat. Przez chwilę poczułam jakbyśmy byli przyjaciółmi od dłuższego czasu i przyłapałam się na pisaniu do Louisa pytania czy może chciałby do mnie wpaść spróbować nowych herbat, ale potem przypomniałam sobie, że przecież to mój wróg numer jeden chcący zająć moje miejsce, a to tylko jego gra, dlatego szybko zakończyłam rozmowę w niemiły sposób na co Louis odpłacił mi się tym samym pisząc kilka opryskliwych słów. Kładąc się wieczorem spać myślałam o tym. Nie chciałam znów zachować się jak wyrachowana suka jak dobrze ujął to Louis, ale drugiej strony musiałam wzmocnić swoją czujność. Takim zachowaniem dawałam mu wyraźne znaki, że ją tracę i może swobodnie zacząć mną manipulować by następnie z łatwością pozbawić mnie szkolnej pozycji. Byłam zmuszona więc tak się zachować, ale mimo to nie czułam się z tym dobrze. Pierwszy raz pomyślałam, że być może w moim zachowaniu rzeczywiście jest coś nie tak i powinnam to zmienić, ale jak mogę to zrobić będąc Candice Thompson - najpopularniejszą, najładniejszą, najbardziej wpływową i najlepszą osobą jaką chce być każdy?
Następny rozdział:
czwartek, 27 lipca 2017
czwartek, 20 lipca 2017
Rozdział 3
*Candice*
Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Musiałam zając się przygotowaniami do imprezy, która musiała być najlepsza, taka jaką wszyscy zapamiętają do końca roku. Alkohol kupiłam przez Zarę, ponieważ z powodu mojego wieku żaden sprzedawca by mi go nie sprzedał. Przekąski leżały już na stołach, a po całym domu rozrzucone były balony i wszędzie wisiały serpentyny. Tak jak na prawdziwą imprezę przystało, a co najlepsze wszystko to udekorowałam sama tylko z małą pomocą Zary. Byłam bardzo szczęśliwa kiedy zgodziła się także być na imprezie, gdy z początku wykręcała się mówiąc, że takie licealne imprezy nie są w jej stylu i zdecydowanie woli iść do klubu.
- Prawdopodobnie zjawi się też Levis, ten o którym ci mówiłam. - powiedziałam do Zary ostatni raz rzucając okiem na udekorowane wnętrze.
- A czy on przypadkiem nie miał na imię Louis? - zapytała.
- Wszystko jedno jak ma na imię. - wzruszyłam ramionami. - Musisz tylko pamiętać, żeby w żadnym wypadku nie być dla niego miłą. - pouczyłam ją.
- To nie będzie zbyt duży wyczyn.
-Bo prawdziwym wyczynem będzie to co planuję mu zrobić. - na samą myśl o tym co miałam zrobić, dostawałam przyjemnych ciarek na plecach. Moja świta nie spisała się zbyt dobrze, gdy poprosiłam je o sprawdzenie mojego przeciwnika, dlatego postanowiłam sama poszperać w internecie. Znalazłam tam jedną bardzo ciekawą rzecz i dzięki moim umiejętnościom informatycznym udało mi się dostać do usuniętego wideo i zgrać je na pen drive, by ukazać je wszystkim gościom i nie tylko.Dostaną je również osoby, których nie będzie na mojej imprezie, włączając w to szare myszki, ponieważ sądzę, że każdy zasługuje, żeby to zobaczyć. Louis, Levis, czy jakkolwiek ma on na imię zapamięta mnie na wieki i już nigdy więcej nie odważy się podważyć mojego szkolnego autorytetu.
- Co ty znowu chcesz zrobić? - Zara spojrzała na mnie ostrzegawczo, a ja jedynie posłałam jej niewinny uśmiech.
- Wszystko w swoim czasie.
Dziesięć minut przed dziewiętnastą zaczęli schodzić się pierwsi goście, a po godzinie dom był wypełniony po brzegi. W środku znajdował się także mój rywal, który zdążył znaleźć już sobie przyjaciół na poziomie, mimo, że jeszcze wczoraj nie odnosili się do niego przyjaźnie. Dziewczyny otaczały go z każdej strony, ale wiedziałam, że nie na długo. Znikną razem z Simonem, Mattem i Patrickiem u jego boku.
- Hej, Candice fajna dupa. - usłyszałam za sobą głos Louisa, a po chwili poczułam na swoim tyłku lekkie klepnięcie. Momentalnie odwróciłam się w jego stronę, a jego "świta" wydała z siebie ciche "uuuu"i kiedy już miałam uderzyć go w policzek przechyliłam głowę i uśmiechnęłam się do niego ze współczuciem.
- Rozumiem, że tym klepnięciem mnie w tyłek chciałeś mi udowodnić jaki jesteś męski? A może raczej nie mi, tylko twoim nowym kolegom, wiesz, lepiej, żeby nie podejrzewali cię o niemęskie rzeczy...chyba wiesz co mam na myśli prawda?
Louis pokręcił głową i również uśmiechnął się pewny siebie, zupełnie nie przeczuwając czego się o nim dowiedziałam. Pomyślałam, że być może dla mnie to lepiej, bo daje mi to przewagę, więc zbytnio nie przejęłam się kiedy powiedział coś co powinno mnie dogłębnie urazić.
- Widzę, że nadal nie dajesz mi spokoju i próbujesz sprowadzić mnie na dół? Szkoda, bo wiesz...fajna z ciebie dupa i chętnie bym umówił się z tobą na szybki numerek w moim aucie, więc gdybyś odzyskała rozum i schowała swoją dumę, zadzwoń.
- Chyba nie tym razem Levis. - powiedziałam odwracając się na pięcie i odchodząc w głąb salonu.
Słyszałam jak Simon mówi do niego, żeby lepiej się uspokoił i przestał mówić do mnie w ten sposób, a on odpowiedział mu coś zbywającego. W tym momencie doceniłam Simona i przyznałam mu dużego plusa. Kiedy z nim zerwałam poczuł się upokorzony i na każdym kroku starał się upokorzyć mnie, a gdy za żadnym razem mu się to nie udało nadrabiał to kąśliwymi komentarzami w moją stronę kiedy przechodziłam korytarzem, ale wszyscy ignorowali je lub ewentualnie patrzyli się na niego z politowaniem.
Impreza się rozkręcała. Lało się mnóstwo alkoholu i wszyscy świetnie się bawili, aż w końcu nastał moment w którym raz na zawsze pozbędę się nowego. Do swojego laptopa podłączyłam pen drive ze zgranym filmem i po upewnieniu się, że wszystko z nim w porządku przełączyłam obraz na telewizor. Goście od razu skierowali swój wzrok w stronę dużego obrazu, a ja nic więcej nie mówiąc zajęłam swoje miejsce obok mojej świty i kilku innych, popularnych uczennic z czwartych klas oraz Zary by cieszyć się zwycięstwem jednocześnie obserwować reakcję ludzi ze szkoły.
Nagranie się rozpoczęło. Na początku nie było na nim nic ciekawego, co byłoby warte uwagi. Zwyczajna impreza, być może jakaś parapetówka. Kilkanaścioro chłopaków i kilka dziewczyn grało w butelkę, jednak kiedy zatrzymała się na jednym z uczestników wszyscy mogli podziwiać Louisa, który widząc na wielkim telewizorze siebie zrobił się przerażony.
- Zatrzymajcie to nagranie! - krzyknął, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi dalej wgapiając się w wideo i czekając na rozwój wydarzeń.
W nagraniu ktoś krzyknął "Przeliżcie się" wskazując na rudego chłopaka siedzącego niedaleko naszego bohatera. Louis z początku onieśmielony wstał i uklęknął przed swoim kolegą, by po chwili przyssać się do jego ust i z wielką namiętnością go pocałować. W tym momencie kilka osób oglądających nagranie odwróciło swoje głowy w geście obrzydzenia, a znaczna część z nich zaczęła się śmiać kierując swoje rozbawione spojrzenie na wściekłego Louisa.
- Śmieszy was to?! - krzyknął. - To była tylko głupia gra, durne wyzwanie!
- A może faktycznie jesteś gejem? - zapytałam podnosząc się z fotela i uśmiechając się pod nosem. - Chłopaki, lepiej uważajcie na niego. - zaśmiałam się, a wszyscy inni mi zawtórowali.
- Jak to znalazłaś, Candice? - pytali niektórzy, a jeszcze inni, to znaczy męska część towarzystwa dziękowała mi za to, że pokazałam im nagranie zanim sami padliby ofiarą szkolnego geja.
Louis rozwścieczony i upokorzony wyszedł z imprezy przez taras, a pozostali przez cały czas się śmieli i żartowali między sobą.
- Candy, możesz przesłać mi to nagranie? - spytał mnie Zack uśmiechając się czarująco. Zack również należał do jednej ze sportowych drużyn i niewątpliwie był chłopakiem, na którym warto było zawiesić oko, jednak jak dla mnie był zbyt zapatrzony w siebie, a do tego na każdej przerwie podrywał inną dziewczynę, dlatego uznałam, że nie mogłabym być z kimś takim jak on.
- Nie Zack, to ja nim rozporządzam i na pewno nie dostanie się w twoje ręce. - oświadczyłam przybierając poważny ton głosu.
- Candy...nie daj się prosić, albo przynajmniej powiedz mi jak je zdobyłaś. - prosił dalej.
- Jedyne co potrafisz to kopać piłkę, a tu potrzeba coś więcej, więc zabieraj się i nie marnuj mojego czasu. - mruknęłam, a Charlotte zajmująca miejsce po mojej lewej stronie również zdecydowała się zabrać głos.
- Jeśli myślisz, że swoim uśmiechem jesteś w stanie wpłynąć na każdą dziewczynę to się pomyliłeś, a teraz odejdź, to wyłącznie babska strefa.
Zack ze zwieszoną głowę odszedł zostawiając nas w spokoju, a cała nasza szóstka mogła kontynuować rozmowy. Dziewczyny podobnie jak i on próbowały wyciągnąć ze mnie jak zdobyłam nagranie licząc, że skoro należą do grona moich koleżanek należy im się więcej, ale gdy za drugim razem powiedziałam im stanowczym głosem, że to moja prywatna sprawa dały za wygraną i nie wspomniały już słowa więcej na temat wideo.
- Candice. - Zara szturchnęła mnie lekko. - Alex zrobił się przygnębiony, może zaprosisz go do nas albo z nim pogadasz? - zaproponowała patrząc z żalem na mojego przyjaciela.
Odszukałam go wzrokiem w tłumie bawiących się osób i zobaczyłam jak stoi samotnie pod schodami siorbiąc piwo z czerwonego kubka. Minę miał nie za ciekawą i na pewno nie wyglądał jak osoba, która się dobrze bawi, dlatego nie wiele myśląc przeprosiłam z uśmiechem zgromadzone wokół mnie dziewczyny i podeszłam do Alexa.
- Co jest? Czemu się nie bawisz? - zapytałam.
- Nie widziałaś ich reakcji? Śmieli się z tego, że ktoś może być gejem, tak samo śmialiby się ze mnie gdyby dowiedzieli się prawdy. - mruknął nie odrywając wzroku od podłogi.
- Śmieli się z niego, ponieważ to ja tego chciałam i wystawiłam Louisa na pośmiewisko, a ty jesteś moim przyjacielem. Nikt nie odważyłby się z ciebie śmiać, a gdyby znalazła się taka osoba miałaby od razu do czynienia ze mną. - próbowałam go pocieszyć, jednak to nie zrobiło na Alexie dużego wrażenia.
- Doceniam to co byś dla mnie zrobiła i że próbujesz sprawić, żebym nie czuł się źle, ale...
- Chodź, Alex, lepiej porozmawiajmy na górze, tutaj ktoś może nas usłyszeć. - przerwałam mu i poprowadziłam schodami na górę.
Weszliśmy do mojej sypialni, Alex usiadł na fotelu i podparł głowę rękami. Usiadłam w fotelu na przeciwko niego i zapaliłam lampkę w kształcie tulipana stojącą na stoliku. Wyglądało to prawie jak w filmach kryminalnych, gdy policjant przesłuchuje podejrzanego, a światło ma sprawić, że zacznie mówić prawdę, jednak ja nie miałam na celu przesłuchiwać Alexa. Chciałam, żeby znów poczuł się bezpieczny.
- Posłuchaj. - zaczęłam zmuszając go jednocześnie by na mnie spojrzał. - Wiem, że jest ci ciężko ze swoją orientacją, ale to, że wolisz chłopców niż dziewczyny nie sprawia, że jesteś gorszy. Ludzie w szkole cię uwielbiają i nawet gdybyś powiedział im prawdę ich reakcja byłaby zupełnie inna niż reakcja na to wideo.
- Skąd możesz to wiedzieć? - spytał głucho.
- Bo jest różnica pomiędzy powiedzeniem "chodźcie ludzie, pokażę wam śmieszne wideo całujących się chłopaków" a zwyczajnym oświadczeniem o swojej orientacji bez pokazywania takiego nagrania. Uwierz mi Alex, wiem co mówię.
Alex westchnął ciężko i rozprostował się na fotelu.
- Czy Louis naprawdę jest gejem? - zapytał.
- Nie wiem, ale myślę, że raczej nie. - wzruszyłam ramionami wstając ze swojego miejsca.
- To dlaczego upubliczniłaś to wideo?
- Przecież wiesz, że musiałam go czymś pogrążyć, a to było idealne.
- Przypięłaś mu łatkę geja do końca roku szkolnego. Ludzie o tym nie zapomną.
- Czy ty go właśnie bronisz? - spytałam kładąc rękę na biodrze i przekrzywiając głowę w bok.
- Tak. To znaczy nie! Ja tylko... - Alex zaczął się jąkać, a ja już doskonale wiedziałam o co mu chodzi. Louis wpadł mu w oko i chciał być lojalny wobec niego, jednak to nie miało żadnej przyszłości. Nie wróżyłam im związku ani nic z tych rzeczy. Alex i Louis nawet ze sobą nie rozmawiali.
- Alex, Louis i ty nigdy nie będziecie razem, zrozum. - powiedziałam ze współczuciem, ponieważ było mi go naprawdę szkoda, ale chodzenie z głową w chmurach i marzenie o czymś niemożliwym nic tu nie zdziała.
- Dlaczego każdy kto mi się podoba musi być hetero! - krzyknął Alex i rzucił się na moje łóżko zaczynając chicho pochlipywać w moją poduszkę.
- Ponieważ szukasz nie tam gdzie trzeba. - westchnęłam siadając obok niego i z trudem podnosząc go do pozycji siedzącej, by przytulić do siebie przygnębionego przyjaciela.
- To gdzie mam szukać swojej miłości? - wymamrotał mi w ramię.
- Próbowałeś pójść kiedyś do klubu dla gejów?
- Nie. Za bardzo bałem się, że ktoś mnie tam zobaczy.
- Więc pójdziesz ze mną, chociażby jutro. - powiedziałam pewnie, posyłając Alexowi uśmiech. On słysząc to od razu się rozpromienił i przytulił mnie mocno mówiąc, że jestem najlepszą przyjaciółką pod słońcem. To naprawdę miłe, kiedy bliska ci osoba doceni twoje starania i dodatkowo możesz sprawić, że jest szczęśliwa, a nie ma nic piękniejszego niż szczery uśmiech Alexa.
- Zejdźmy już na dół zanim ktoś pomyśli, że uprawiamy tu seks. - zaśmiałam się wychodząc z pokoju, choć sama myśl o mnie i o Alexie razem sprawiała, że miałam ochotę zwymiotować. Traktowałam go jak swojego starszego brata, którego nigdy nie miałam i seks z nim potraktowałabym jak kazirodztwo.
- Oni myślą, że chodzę z Ashley. - powiedział schodząc po schodach za mną.
- Ashley Morgan?
- Tak. - pokiwał głową. - Byłem z nią kilka razy na udawanej randce, a ci debile myślą, że jesteśmy razem.
- A ona wie o tym, że była udawana?
- Nie, myśli, że na nią lecę. Raz w kinie się przelizaliśmy i myślałem, że zwymiotuje na fotel obok.
- Było aż tak źle?
- Całowała dosyć dobrze, ale wiesz... - Alex ściszył głos, ponieważ w tym momencie znowu otaczał nas tłum ludzi. - Nie kręcą mnie dziewczyny.
- Hej, Alex! - z tłumu wyłonił się Matt gestem przywołując do siebie mojego przyjaciela.
- Muszę iść. - posłał mi przepraszający uśmiech, a potem podszedł do Matthew i przybił z nim piątkę. Później obaj zniknęli gdzieś w tłumie, a ja postanowiłam wrócić do dziewczyn, które nadal siedziały w tym samym miejscu i w najlepsze plotkowały popijając drinki.
Wykonałam już pierwszy krok ruszając się z miejsca, w którym zostawił mnie Alex, ale nagle poczułam mocne szarpnięcie i znalazłam się w łazience, a ktoś kto mnie tam zaciągnął zamknął za nami drzwi i położył mi rękę na ustach. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś napaleniec, który chce mnie zgwałcić, dlatego ugryzłam go w rękę i kopnęłam w krocze, a mój napastnik od razu mnie puścił łapiąc się za bolące miejsce. Zdążyłam odejść i zapalić światło, żeby zobaczyć kto był niedoszłym gwałcicielem, a to co zobaczyłam...cóż za specjalnie mnie nie zdziwiło.
- Naprawdę Levis? Co tym razem chciałeś udowodnić?
- Cholera, musiałaś kopnąć mnie tak mocno? - wysyczał nie puszczając swojego prawie niewidocznego przyjaciela.
- To było odruchowo, myślałam, że chcesz mnie zgwałcić.
- Ja? Ciebie? - roześmiał się. - Chciałabyś księżniczko, to co powiedziałem na początku imprezy było tylko dla żartu.
- Tak jak twoje życie. - mruknęłam. - Mało ci było wrażeń i wróciłeś po więcej?
- Wyszedłem tylko po to, żeby zapalić, zaraz potem wróciłem. Myślałaś, że tym nagraniem sprawisz, że się popłacze? W takim razie ci się nie udało, Candy. - uśmiechnął się nadal pewny siebie.
- Do rzeczy, Levis. Po co mnie tu zaciągnąłeś.
- Mam na imię Louis. - powiedział.
- Nieważne. Levis, Louis, to prawie to samo.
- Chciałem ci powiedzieć, że to nie koniec. Chcesz ze mną pogrywać w ten sposób, proszę bardzo. Czekaj na mój krok, księżniczko.
Kiedy Louis naciskał już klamkę zatrzymałam go, śmiejąc się tak jak wcześniej on. Chciał mnie zastraszyć, a ja nie byłam z tych, które tak łatwo się dają. Byłam urodzoną liderką i osobą, w której słowniku nie ma słowo przegrana. To ja rozdawałam tutaj karty.
- Jesteś naiwny skoro myślisz, że jesteś w stanie mi coś zrobić. W tej szkole jesteś już spalony. Kto uwierzy w cokolwiek gejowi i zboczeńcowi? No kto? - ponowiłam swoje pytanie intensywnie wpatrując się w oczy Louisa, których źrenice nieznacznie się powiększyły, ale jednak. Bał się mnie, powiększone źrenice to oznaka zakochania lub strachu, ale pierwszą rzecz od razu wykluczyłam z oczywistych powodów, chociaż sądzę, że gdyby nie to, że ze sobą rywalizujemy ganiał by za mną jak każdy chłopak w tej szkole.
- Zobaczymy. - powiedział i wyszedł z łazienki. Kilka minut po nim zrobiłam to samo. Jeśli ktokolwiek widział go wychodzącego zobaczyłby też mnie a to oznacza, że ludzie zaczęli podejrzewać by nas o romans lub zwyczajny szybki numerek w łazience, a przecież to kompletna bzdura. Nienawidzimy się i nienawidzić będziemy się zawsze.
Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Musiałam zając się przygotowaniami do imprezy, która musiała być najlepsza, taka jaką wszyscy zapamiętają do końca roku. Alkohol kupiłam przez Zarę, ponieważ z powodu mojego wieku żaden sprzedawca by mi go nie sprzedał. Przekąski leżały już na stołach, a po całym domu rozrzucone były balony i wszędzie wisiały serpentyny. Tak jak na prawdziwą imprezę przystało, a co najlepsze wszystko to udekorowałam sama tylko z małą pomocą Zary. Byłam bardzo szczęśliwa kiedy zgodziła się także być na imprezie, gdy z początku wykręcała się mówiąc, że takie licealne imprezy nie są w jej stylu i zdecydowanie woli iść do klubu.
- Prawdopodobnie zjawi się też Levis, ten o którym ci mówiłam. - powiedziałam do Zary ostatni raz rzucając okiem na udekorowane wnętrze.
- A czy on przypadkiem nie miał na imię Louis? - zapytała.
- Wszystko jedno jak ma na imię. - wzruszyłam ramionami. - Musisz tylko pamiętać, żeby w żadnym wypadku nie być dla niego miłą. - pouczyłam ją.
- To nie będzie zbyt duży wyczyn.
-Bo prawdziwym wyczynem będzie to co planuję mu zrobić. - na samą myśl o tym co miałam zrobić, dostawałam przyjemnych ciarek na plecach. Moja świta nie spisała się zbyt dobrze, gdy poprosiłam je o sprawdzenie mojego przeciwnika, dlatego postanowiłam sama poszperać w internecie. Znalazłam tam jedną bardzo ciekawą rzecz i dzięki moim umiejętnościom informatycznym udało mi się dostać do usuniętego wideo i zgrać je na pen drive, by ukazać je wszystkim gościom i nie tylko.Dostaną je również osoby, których nie będzie na mojej imprezie, włączając w to szare myszki, ponieważ sądzę, że każdy zasługuje, żeby to zobaczyć. Louis, Levis, czy jakkolwiek ma on na imię zapamięta mnie na wieki i już nigdy więcej nie odważy się podważyć mojego szkolnego autorytetu.
- Co ty znowu chcesz zrobić? - Zara spojrzała na mnie ostrzegawczo, a ja jedynie posłałam jej niewinny uśmiech.
- Wszystko w swoim czasie.
Dziesięć minut przed dziewiętnastą zaczęli schodzić się pierwsi goście, a po godzinie dom był wypełniony po brzegi. W środku znajdował się także mój rywal, który zdążył znaleźć już sobie przyjaciół na poziomie, mimo, że jeszcze wczoraj nie odnosili się do niego przyjaźnie. Dziewczyny otaczały go z każdej strony, ale wiedziałam, że nie na długo. Znikną razem z Simonem, Mattem i Patrickiem u jego boku.
- Hej, Candice fajna dupa. - usłyszałam za sobą głos Louisa, a po chwili poczułam na swoim tyłku lekkie klepnięcie. Momentalnie odwróciłam się w jego stronę, a jego "świta" wydała z siebie ciche "uuuu"i kiedy już miałam uderzyć go w policzek przechyliłam głowę i uśmiechnęłam się do niego ze współczuciem.
- Rozumiem, że tym klepnięciem mnie w tyłek chciałeś mi udowodnić jaki jesteś męski? A może raczej nie mi, tylko twoim nowym kolegom, wiesz, lepiej, żeby nie podejrzewali cię o niemęskie rzeczy...chyba wiesz co mam na myśli prawda?
Louis pokręcił głową i również uśmiechnął się pewny siebie, zupełnie nie przeczuwając czego się o nim dowiedziałam. Pomyślałam, że być może dla mnie to lepiej, bo daje mi to przewagę, więc zbytnio nie przejęłam się kiedy powiedział coś co powinno mnie dogłębnie urazić.
- Widzę, że nadal nie dajesz mi spokoju i próbujesz sprowadzić mnie na dół? Szkoda, bo wiesz...fajna z ciebie dupa i chętnie bym umówił się z tobą na szybki numerek w moim aucie, więc gdybyś odzyskała rozum i schowała swoją dumę, zadzwoń.
- Chyba nie tym razem Levis. - powiedziałam odwracając się na pięcie i odchodząc w głąb salonu.
Słyszałam jak Simon mówi do niego, żeby lepiej się uspokoił i przestał mówić do mnie w ten sposób, a on odpowiedział mu coś zbywającego. W tym momencie doceniłam Simona i przyznałam mu dużego plusa. Kiedy z nim zerwałam poczuł się upokorzony i na każdym kroku starał się upokorzyć mnie, a gdy za żadnym razem mu się to nie udało nadrabiał to kąśliwymi komentarzami w moją stronę kiedy przechodziłam korytarzem, ale wszyscy ignorowali je lub ewentualnie patrzyli się na niego z politowaniem.
Impreza się rozkręcała. Lało się mnóstwo alkoholu i wszyscy świetnie się bawili, aż w końcu nastał moment w którym raz na zawsze pozbędę się nowego. Do swojego laptopa podłączyłam pen drive ze zgranym filmem i po upewnieniu się, że wszystko z nim w porządku przełączyłam obraz na telewizor. Goście od razu skierowali swój wzrok w stronę dużego obrazu, a ja nic więcej nie mówiąc zajęłam swoje miejsce obok mojej świty i kilku innych, popularnych uczennic z czwartych klas oraz Zary by cieszyć się zwycięstwem jednocześnie obserwować reakcję ludzi ze szkoły.
Nagranie się rozpoczęło. Na początku nie było na nim nic ciekawego, co byłoby warte uwagi. Zwyczajna impreza, być może jakaś parapetówka. Kilkanaścioro chłopaków i kilka dziewczyn grało w butelkę, jednak kiedy zatrzymała się na jednym z uczestników wszyscy mogli podziwiać Louisa, który widząc na wielkim telewizorze siebie zrobił się przerażony.
- Zatrzymajcie to nagranie! - krzyknął, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi dalej wgapiając się w wideo i czekając na rozwój wydarzeń.
W nagraniu ktoś krzyknął "Przeliżcie się" wskazując na rudego chłopaka siedzącego niedaleko naszego bohatera. Louis z początku onieśmielony wstał i uklęknął przed swoim kolegą, by po chwili przyssać się do jego ust i z wielką namiętnością go pocałować. W tym momencie kilka osób oglądających nagranie odwróciło swoje głowy w geście obrzydzenia, a znaczna część z nich zaczęła się śmiać kierując swoje rozbawione spojrzenie na wściekłego Louisa.
- Śmieszy was to?! - krzyknął. - To była tylko głupia gra, durne wyzwanie!
- A może faktycznie jesteś gejem? - zapytałam podnosząc się z fotela i uśmiechając się pod nosem. - Chłopaki, lepiej uważajcie na niego. - zaśmiałam się, a wszyscy inni mi zawtórowali.
- Jak to znalazłaś, Candice? - pytali niektórzy, a jeszcze inni, to znaczy męska część towarzystwa dziękowała mi za to, że pokazałam im nagranie zanim sami padliby ofiarą szkolnego geja.
Louis rozwścieczony i upokorzony wyszedł z imprezy przez taras, a pozostali przez cały czas się śmieli i żartowali między sobą.
- Candy, możesz przesłać mi to nagranie? - spytał mnie Zack uśmiechając się czarująco. Zack również należał do jednej ze sportowych drużyn i niewątpliwie był chłopakiem, na którym warto było zawiesić oko, jednak jak dla mnie był zbyt zapatrzony w siebie, a do tego na każdej przerwie podrywał inną dziewczynę, dlatego uznałam, że nie mogłabym być z kimś takim jak on.
- Nie Zack, to ja nim rozporządzam i na pewno nie dostanie się w twoje ręce. - oświadczyłam przybierając poważny ton głosu.
- Candy...nie daj się prosić, albo przynajmniej powiedz mi jak je zdobyłaś. - prosił dalej.
- Jedyne co potrafisz to kopać piłkę, a tu potrzeba coś więcej, więc zabieraj się i nie marnuj mojego czasu. - mruknęłam, a Charlotte zajmująca miejsce po mojej lewej stronie również zdecydowała się zabrać głos.
- Jeśli myślisz, że swoim uśmiechem jesteś w stanie wpłynąć na każdą dziewczynę to się pomyliłeś, a teraz odejdź, to wyłącznie babska strefa.
Zack ze zwieszoną głowę odszedł zostawiając nas w spokoju, a cała nasza szóstka mogła kontynuować rozmowy. Dziewczyny podobnie jak i on próbowały wyciągnąć ze mnie jak zdobyłam nagranie licząc, że skoro należą do grona moich koleżanek należy im się więcej, ale gdy za drugim razem powiedziałam im stanowczym głosem, że to moja prywatna sprawa dały za wygraną i nie wspomniały już słowa więcej na temat wideo.
- Candice. - Zara szturchnęła mnie lekko. - Alex zrobił się przygnębiony, może zaprosisz go do nas albo z nim pogadasz? - zaproponowała patrząc z żalem na mojego przyjaciela.
Odszukałam go wzrokiem w tłumie bawiących się osób i zobaczyłam jak stoi samotnie pod schodami siorbiąc piwo z czerwonego kubka. Minę miał nie za ciekawą i na pewno nie wyglądał jak osoba, która się dobrze bawi, dlatego nie wiele myśląc przeprosiłam z uśmiechem zgromadzone wokół mnie dziewczyny i podeszłam do Alexa.
- Co jest? Czemu się nie bawisz? - zapytałam.
- Nie widziałaś ich reakcji? Śmieli się z tego, że ktoś może być gejem, tak samo śmialiby się ze mnie gdyby dowiedzieli się prawdy. - mruknął nie odrywając wzroku od podłogi.
- Śmieli się z niego, ponieważ to ja tego chciałam i wystawiłam Louisa na pośmiewisko, a ty jesteś moim przyjacielem. Nikt nie odważyłby się z ciebie śmiać, a gdyby znalazła się taka osoba miałaby od razu do czynienia ze mną. - próbowałam go pocieszyć, jednak to nie zrobiło na Alexie dużego wrażenia.
- Doceniam to co byś dla mnie zrobiła i że próbujesz sprawić, żebym nie czuł się źle, ale...
- Chodź, Alex, lepiej porozmawiajmy na górze, tutaj ktoś może nas usłyszeć. - przerwałam mu i poprowadziłam schodami na górę.
Weszliśmy do mojej sypialni, Alex usiadł na fotelu i podparł głowę rękami. Usiadłam w fotelu na przeciwko niego i zapaliłam lampkę w kształcie tulipana stojącą na stoliku. Wyglądało to prawie jak w filmach kryminalnych, gdy policjant przesłuchuje podejrzanego, a światło ma sprawić, że zacznie mówić prawdę, jednak ja nie miałam na celu przesłuchiwać Alexa. Chciałam, żeby znów poczuł się bezpieczny.
- Posłuchaj. - zaczęłam zmuszając go jednocześnie by na mnie spojrzał. - Wiem, że jest ci ciężko ze swoją orientacją, ale to, że wolisz chłopców niż dziewczyny nie sprawia, że jesteś gorszy. Ludzie w szkole cię uwielbiają i nawet gdybyś powiedział im prawdę ich reakcja byłaby zupełnie inna niż reakcja na to wideo.
- Skąd możesz to wiedzieć? - spytał głucho.
- Bo jest różnica pomiędzy powiedzeniem "chodźcie ludzie, pokażę wam śmieszne wideo całujących się chłopaków" a zwyczajnym oświadczeniem o swojej orientacji bez pokazywania takiego nagrania. Uwierz mi Alex, wiem co mówię.
Alex westchnął ciężko i rozprostował się na fotelu.
- Czy Louis naprawdę jest gejem? - zapytał.
- Nie wiem, ale myślę, że raczej nie. - wzruszyłam ramionami wstając ze swojego miejsca.
- To dlaczego upubliczniłaś to wideo?
- Przecież wiesz, że musiałam go czymś pogrążyć, a to było idealne.
- Przypięłaś mu łatkę geja do końca roku szkolnego. Ludzie o tym nie zapomną.
- Czy ty go właśnie bronisz? - spytałam kładąc rękę na biodrze i przekrzywiając głowę w bok.
- Tak. To znaczy nie! Ja tylko... - Alex zaczął się jąkać, a ja już doskonale wiedziałam o co mu chodzi. Louis wpadł mu w oko i chciał być lojalny wobec niego, jednak to nie miało żadnej przyszłości. Nie wróżyłam im związku ani nic z tych rzeczy. Alex i Louis nawet ze sobą nie rozmawiali.
- Alex, Louis i ty nigdy nie będziecie razem, zrozum. - powiedziałam ze współczuciem, ponieważ było mi go naprawdę szkoda, ale chodzenie z głową w chmurach i marzenie o czymś niemożliwym nic tu nie zdziała.
- Dlaczego każdy kto mi się podoba musi być hetero! - krzyknął Alex i rzucił się na moje łóżko zaczynając chicho pochlipywać w moją poduszkę.
- Ponieważ szukasz nie tam gdzie trzeba. - westchnęłam siadając obok niego i z trudem podnosząc go do pozycji siedzącej, by przytulić do siebie przygnębionego przyjaciela.
- To gdzie mam szukać swojej miłości? - wymamrotał mi w ramię.
- Próbowałeś pójść kiedyś do klubu dla gejów?
- Nie. Za bardzo bałem się, że ktoś mnie tam zobaczy.
- Więc pójdziesz ze mną, chociażby jutro. - powiedziałam pewnie, posyłając Alexowi uśmiech. On słysząc to od razu się rozpromienił i przytulił mnie mocno mówiąc, że jestem najlepszą przyjaciółką pod słońcem. To naprawdę miłe, kiedy bliska ci osoba doceni twoje starania i dodatkowo możesz sprawić, że jest szczęśliwa, a nie ma nic piękniejszego niż szczery uśmiech Alexa.
- Zejdźmy już na dół zanim ktoś pomyśli, że uprawiamy tu seks. - zaśmiałam się wychodząc z pokoju, choć sama myśl o mnie i o Alexie razem sprawiała, że miałam ochotę zwymiotować. Traktowałam go jak swojego starszego brata, którego nigdy nie miałam i seks z nim potraktowałabym jak kazirodztwo.
- Oni myślą, że chodzę z Ashley. - powiedział schodząc po schodach za mną.
- Ashley Morgan?
- Tak. - pokiwał głową. - Byłem z nią kilka razy na udawanej randce, a ci debile myślą, że jesteśmy razem.
- A ona wie o tym, że była udawana?
- Nie, myśli, że na nią lecę. Raz w kinie się przelizaliśmy i myślałem, że zwymiotuje na fotel obok.
- Było aż tak źle?
- Całowała dosyć dobrze, ale wiesz... - Alex ściszył głos, ponieważ w tym momencie znowu otaczał nas tłum ludzi. - Nie kręcą mnie dziewczyny.
- Hej, Alex! - z tłumu wyłonił się Matt gestem przywołując do siebie mojego przyjaciela.
- Muszę iść. - posłał mi przepraszający uśmiech, a potem podszedł do Matthew i przybił z nim piątkę. Później obaj zniknęli gdzieś w tłumie, a ja postanowiłam wrócić do dziewczyn, które nadal siedziały w tym samym miejscu i w najlepsze plotkowały popijając drinki.
Wykonałam już pierwszy krok ruszając się z miejsca, w którym zostawił mnie Alex, ale nagle poczułam mocne szarpnięcie i znalazłam się w łazience, a ktoś kto mnie tam zaciągnął zamknął za nami drzwi i położył mi rękę na ustach. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś napaleniec, który chce mnie zgwałcić, dlatego ugryzłam go w rękę i kopnęłam w krocze, a mój napastnik od razu mnie puścił łapiąc się za bolące miejsce. Zdążyłam odejść i zapalić światło, żeby zobaczyć kto był niedoszłym gwałcicielem, a to co zobaczyłam...cóż za specjalnie mnie nie zdziwiło.
- Naprawdę Levis? Co tym razem chciałeś udowodnić?
- Cholera, musiałaś kopnąć mnie tak mocno? - wysyczał nie puszczając swojego prawie niewidocznego przyjaciela.
- To było odruchowo, myślałam, że chcesz mnie zgwałcić.
- Ja? Ciebie? - roześmiał się. - Chciałabyś księżniczko, to co powiedziałem na początku imprezy było tylko dla żartu.
- Tak jak twoje życie. - mruknęłam. - Mało ci było wrażeń i wróciłeś po więcej?
- Wyszedłem tylko po to, żeby zapalić, zaraz potem wróciłem. Myślałaś, że tym nagraniem sprawisz, że się popłacze? W takim razie ci się nie udało, Candy. - uśmiechnął się nadal pewny siebie.
- Do rzeczy, Levis. Po co mnie tu zaciągnąłeś.
- Mam na imię Louis. - powiedział.
- Nieważne. Levis, Louis, to prawie to samo.
- Chciałem ci powiedzieć, że to nie koniec. Chcesz ze mną pogrywać w ten sposób, proszę bardzo. Czekaj na mój krok, księżniczko.
Kiedy Louis naciskał już klamkę zatrzymałam go, śmiejąc się tak jak wcześniej on. Chciał mnie zastraszyć, a ja nie byłam z tych, które tak łatwo się dają. Byłam urodzoną liderką i osobą, w której słowniku nie ma słowo przegrana. To ja rozdawałam tutaj karty.
- Jesteś naiwny skoro myślisz, że jesteś w stanie mi coś zrobić. W tej szkole jesteś już spalony. Kto uwierzy w cokolwiek gejowi i zboczeńcowi? No kto? - ponowiłam swoje pytanie intensywnie wpatrując się w oczy Louisa, których źrenice nieznacznie się powiększyły, ale jednak. Bał się mnie, powiększone źrenice to oznaka zakochania lub strachu, ale pierwszą rzecz od razu wykluczyłam z oczywistych powodów, chociaż sądzę, że gdyby nie to, że ze sobą rywalizujemy ganiał by za mną jak każdy chłopak w tej szkole.
- Zobaczymy. - powiedział i wyszedł z łazienki. Kilka minut po nim zrobiłam to samo. Jeśli ktokolwiek widział go wychodzącego zobaczyłby też mnie a to oznacza, że ludzie zaczęli podejrzewać by nas o romans lub zwyczajny szybki numerek w łazience, a przecież to kompletna bzdura. Nienawidzimy się i nienawidzić będziemy się zawsze.
poniedziałek, 10 lipca 2017
Rozdział 2
*Candice*
Czułam jak do mojego życia powoli wkrada się monotonia, dlatego uznałam to za doskonałą okazję do zorganizowania dużej szkolnej imprezy. Riley znów wyjechała na pokaz mody, a ja miałam dom przez tydzień dla siebie. Nigdy nie interesowało jej co robię i dawała mi wolną rękę, chciała tylko zobaczyć dom w całości po swoim powrocie i nie mieć przeze mnie żadnych problemów. Byłam dla niej jedynie dodatkowym meblem w domu i nigdy nie zwracała na mnie uwagi, a mi to całkowicie odpowiadało dopóki dostawałam od niej regularnie spore kieszonkowe. Taki jest nasz układ.
Czułam jak do mojego życia powoli wkrada się monotonia, dlatego uznałam to za doskonałą okazję do zorganizowania dużej szkolnej imprezy. Riley znów wyjechała na pokaz mody, a ja miałam dom przez tydzień dla siebie. Nigdy nie interesowało jej co robię i dawała mi wolną rękę, chciała tylko zobaczyć dom w całości po swoim powrocie i nie mieć przeze mnie żadnych problemów. Byłam dla niej jedynie dodatkowym meblem w domu i nigdy nie zwracała na mnie uwagi, a mi to całkowicie odpowiadało dopóki dostawałam od niej regularnie spore kieszonkowe. Taki jest nasz układ.
- Panienko! - nagle usłyszałam wołanie z dołu. Sprzątaczka miała szczęście, że właśnie skończyłam robienie swojego makijażu, ponieważ nie lubiłam, gdy ktoś mi w tym przerywał. Jeśli zawołałaby mnie kilka minut wcześniej na pewno bym na nią nakrzyczała i kazała potrącić Riley z jej pensji, ale ona i tak nigdy tego nie robiła, tylko kiwała potakująco głową i mówiła ,,oczywiście".
- Panienko, chciałam tylko powiadomić, że pan David dzisiaj po panienkę nie przyjedzie. Jego syn skręcił kostkę i musiał zawieźć go do szpitala. - powiedziała, gdy zeszłam na dół czekając na to co mi powie.
- Więc dlaczego sam do mnie nie zadzwonił? - zapytałam z wyrzutem.
- Ponieważ dzwonił do panienki mamy, a ona kazała mi to przekazać. - odpowiedziała spokojnie siląc się na uśmiech w moją stronę. Wiedziałam jak bardzo ciężko jej być dla mnie przez cały czas miłą i uprzejmą podczas gdy ja nigdy się jej za to nie odwdzięczam, jednak nie czułam się w takiej potrzebie, ponieważ znoszenie moich kaprysów jest częścią jej pracy.
Obróciłam się głęboko wzdychając i zawróciłam do swojego pokoju rozważyć to co powinnam zrobić w obecnej sytuacji. Nie mam prawa jazdy i nawet nie potrafię jeździć, dlatego nie mogłam pojechać sama do szkoły, a opcja dotarcia tam szkolnym autobusem była dla mnie najgorszą i nie wchodzącą w grę. Jedyną moją deską ratunku była Zara Dowell,moja przyjaciółka. Ma 20 lat i jest na pierwszym roku prawa, jej rodzice są bogaci i kupują jej wszystko na co tylko ma ochotę. Mieszka sama, kilka ulic dalej od mojego miejsca zamieszkania, dlatego często się odwiedzałyśmy, to naprawdę świetna dziewczyna. W jej domu nie rzadko zdarzają się imprezy, na których jestem stałym, uhonorowanym gościem. Wszyscy którzy na tych imprezach są, mnie znają, a ja znam ich i doskonale czuję w starszym towarzystwie. W większości są to studenci z jej roku, którzy są naprawdę przystojni i chętnie mnie podrywają, o co zawsze denerwował się mój były chłopak, Simon, dlatego między innymi doszłam do wniosku, że ten związek nie ma sensu. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek ograniczenia.
W tej sytuacji wybrałam numer Zary i przyłożyłam telefon do ucha oczekując połączenia. Po kilku sygnałach w słuchawce rozległ się zaspany głos mojej przyjaciółki.
- Candice, wiesz która jest godzina? - mruknęła.
- A ty nie powinnaś szykować się na uczelnię? - zapytałam.
- Dzisiaj przyjdę później, chciałam się wyspać, ale dzięki tobie już nie zasnę.
- Wpadnę do ciebie i podwieziesz mnie do szkoły. - oświadczyłam zarzucając swoją torbę na rękę i schodząc pospiesznie na dół.
- Dlaczego nie zawiezie cię David?
- Jego syn jest w szpitalu, nie przyszedł dzisiaj do pracy. - odparłam.
- A autobus szkolny? Przecież przystanek masz niedaleko.
- Chyba żartujesz. - prychnęłam. - Czy wyobrażasz sobie mnie jadącą tym zatłoczonym autobusem, z grupą cuchnących potem ludzi?
Zamiast odpowiedzi usłyszałam tylko ciężkie westchnięcie po drugiej stronie, a potem Zara powiedziała:
- Dobra, podwiozę cię, ale następnym razem powiadom mnie wcześniej o takiej przysłudze.
- Będę za 15 minut. - powiedziałam wesoło, rozłączając się i chowając telefon z powrotem do kieszeni.
Zarze nie uśmiechało się, by podwozić mnie do szkoły, jednak ludzie zawsze mi ustępują i gotowi są nawet do poświęcenia własnych planów. A to wszystko dla moich własnych wygód, czy to nie cudowne? Nic dziwnego, że wszyscy zazdroszczą mi mojego życia, gdybym była kimkolwiek innym dałabym się pokroić za chociaż jeden dzień bycia mną.
Wyszłam z domu zatrzaskując za sobą głośno drzwi. Otworzyłam główną bramę i chwilę potem spacerowałam pośród kwitnących drzewek mijając piękne apartamentowce i wielkie wille z basenami podobne do mojej. Bez wątpienia, dzielnica w której mieszkam jest najbardziej piękną i luksusową dzielnicą w tym mieście. Poprzednie miejsce, w którym mieszkałam pozostawiało wiele do życzenia. Było to jedynie małe osiedle z rezydencjami bogatych ludzi, a kilkaset metrów dalej stały zwyczajne ceglane domki i bloki dla przeciętnych rodzin z całą gromadą dzieci.
15 minut później stałam pod drzwiami niewielkiej, białej, oszklonej willi Zary. Przez wielkie okno w jej salonie widziałam jak stoi przed lustrem i dokańcza swój makijaż. Miała na jego punkcie obsesję. Pierwszą rzeczą jaką robiła po przebudzeniu się to właśnie makijaż, wstydziła się siebie bez całej tej tapety nawet przed własnym kotem, które przez całe swoje kocie życie śpi. Osobiście widziałam ją bez makijażu tylko raz, kiedy weszłam przypadkowo do jej łazienki. Pamiętam, że strasznie się na mnie wydarła i kazała mi wyjść, a kiedy umalowana zeszła już na dół nie odezwała się nawet słowem i zawstydzoną miną przygotowywała sobie śniadanie. Do dziś nie mam pojęcia po co była ta cała afera, bo moim zdaniem wyglądała całkiem normalnie, nawet przypominała człowieka.
- Skończyłaś się już malować? - zapytałam, gdy otworzyła mi drzwi.
- Tak, w zasadzie możemy już jechać. - pokiwała głową i zabrała z półki kluczyki do samochodu.
Zara otworzyła małym pilocikiem garaż i wyjechała z niego po chwili swoim białym Bugatti, które również dostała od rodziców. Zawsze zazdrościłam jej tego, że rodzice pozwolili jej się od siebie wyprowadzić a mimo to nadal przysyłali jej pieniądze i to w nie małych ilościach. Założę się, że jeśli spytałabym o swoją wyprowadzkę Riley zaśmiałaby się i oświadczyła, że nie będzie kupować mi nowego domu ani tym bardziej utrzymywać.
- Dzisiaj drugi dzień szkoły, co? - zagadała do mnie Zara wyjeżdżając na główną ulicę.
- Muszę jak najszybciej zniszczyć nowego. - powiedziałam przypominając sobie moje zadanie na dzisiejszy dzień. Kimkolwiek jest ten chłopak nie może się wywyższać ponad mnie. Jego pewność siebie jest zdecydowanie za wysoka, ale dzisiaj mu ją ukrócę i sprawię, że będzie błagał mnie na kolanach, żebym zostawiła go w spokoju.
- Ktoś znowu zalazł ci za skórę? - spytała Zara z uśmiechem.
- I to jak. - mruknęłam.
- Spokojnie, ty i twoja świta jesteście niezniszczalne, jestem pewna, że tak będzie i tym razem. - zapewniła mnie, a ja pokiwałam głową.
Droga do mojej szkoły z pod domu Zary jest jeszcze krótsza niż z pod mojego, a zważywszy na to, że jeździ ona z większą prędkością niż David już po 10 minutach jazdy białe Bugatti zaparkowało na krawężniku przed szkołą, a ja popchnęłam drzwi, zabrałam swoją torbę i wyszłam żegnając się z Zarą.
Idąc zieloną ścieżką prowadzącą do głównego wejścia natknęłam się na czekające na mnie dziewczyny z tęgimi minami. Stwierdziłam więc, że skoro wszystkie są nie w sosie na pewno chodzi tu o nowego. Nie zebrały o nim żadnych informacji, a ja nie będę mogła go przez to pogrążyć do tego stopnia, żeby w tej szkole już nigdy nigdy się do niego nie odezwał. Przez to mój nastrój również się pogorszył i zapytałam niemiłym głosem:
- Zgaduję, że o nowym nie wiecie nic?
- Nie do końca, - zaczęła zmieszana Megan. - Chodź myślę, że te informacje w niczym ci nie pomogą.
- Mówcie co się dowiedziałyście. - warknęłam groźnie.
- Nazywa się Louis Tomlinson i pochodzi z Wielkiej Brytanii. Przeprowadził się tu niedawno i musi powtarzać rok ze względu na różnicę programową. I w zasadzie to tylko tyle... - Megan wzruszyła ramionami i spuściła głowę. Nicole i Lauren wykonały ten sam gest, a ja tylko westchnęłam z rozczarowaniem.
- Rzeczywiście nie dowiedziałyście się zbyt dużo, ale przynajmniej wiemy jak się nazywa i skąd pochodzi.
Nicole od razu podniosła głowę i spojrzała na mnie wesoło.
- To znaczy, że jesteś z nas zadowolona? - zapytała z nadzieją w oczach.
- Nie powiedziałam tego Nicky. - odparłam, a ona znów zwiesiła głowę. - Zresztą to wszystko jest teraz nieważne. I tak znajdziemy sposób żeby go pogrążyć. Na razie wystarczy nam to co mamy, idziemy.
Dziewczyny ruszyły za mną w kierunku budynku szkoły i wspólnie przekroczyłyśmy jej próg w momencie gdy na korytarzu zadzwonił dzwonek.
- Widzimy się na następnej lekcji, dokładnie w tym miejscu. - rozporządziłam, na co moja świta pokiwała posłusznie głowami i wszystkie trzy rozbiegły się do swoich sal.
Krocząc dumnym krokiem do sali biologicznej zauważyłam, że na tablicach z ogłoszeniami i zastępstwami wisiał wielki, kolorowy plakat z napisem España. Z czystej ciekawości podeszłam bliżej i zaczęłam czytać informacje na nim zawarte. Mówił o półrocznej wymianie naszych uczniów do Hiszpanii. Nasi uczniowie mieliby mieszkać wtedy w hiszpańskich rodzinach oraz chodzić do tamtejszej szkoły co wydawało się dla mnie całkiem atrakcyjną ofertą, ponieważ zawsze lubiłam uczyć się hiszpańskiego, a z lekcji wynosiłam same piątki, jednak okres czasu na jaki miałabym wyjechać był zdecydowanie za długi. Nie ma mowy, żebym wytrzymała całe pół roku bez mojego życia w Ameryce, Tutaj jest mi zdecydowanie najlepiej.
Niezainteresowana dalszymi informacjami wymiany międzyszkolnej odwróciłam się i poszłam do swojej sali wchodząc do klasy kilka minut spóźniona.
- Znowu się spóźniłaś Candice. - powiedziała pani Stanley znad swoich wielkich okularów.
- Tak wyszło. - wzruszyłam ramionami idąc do swojej ławki. Nauczycielka nie zamierzała się ze mną kłócić i z rezygnacją usiadła na swoim krześle przed biurkiem pozwalając mi nacieszyć się chwilą spokoju, jednak minął on w tym samym momencie, w którym zobaczyłam siedzącego w mojej ławce Levisa, jakkolwiek miał on na imię.
- To moja ławka, ja tutaj zawsze siedzę. - warknęłam stojąc nad rozpartym wygodnie nowym.
- Tak? Bo nie widziałem, że była podpisana. - odparł z podstępnym uśmiechem.
Jego bezczelność doprowadzała mnie do istnego szału. Był to dla mnie kolejny powód dla którego musiałam się go pozbyć i miałam to zamiar zrobić już za chwilę.
- Wszyscy, którzy są w tej klasie to wiedzą, a skoro ty też już do niej należysz również powinieneś zapoznać się z tą regułą, chociaż czego mogę wymagać od kogoś kto nie zaliczył roku i pochodzi z Wielkiej Brytanii. - prychnęłam ukradkiem obserwując reakcję klasy, ponieważ to co przed chwilą padło z moich ust usłyszeli wszyscy, włącznie z panią Stanley.
Reakcja nie była taka jaką bym sobie życzyła. Tylko kilka osób spojrzało na siebie porozumiewawczo, a reszta kompletnie się tym nie przejęła, jakby wiadomość o tym, że Louis jest Brytyjczykiem nie zrobiła na nich wrażenia.
- Candice, zacznij być uprzejma dla nowego kolegi i usiądź z nim ten jeden raz w ławce. Następnym razem usiądzie w innej. - westchnęła nauczycielka.
- On ma znaleźć natychmiast inne miejsce. - zarządziłam wciąż stojąc nad nowym z założonymi rękami mając nadzieję, że Stanley go przesadzi, a klasa od razu wstawi się za mną, ale żadne z tych dwóch rzeczy nie nastąpiła. Będę musiała poważnie porozmawiać z nimi wszystkimi, podobnie jak z dyrektorem o tym, jak traktuje się w tej szkole uczniów.
- Masz usiąść na swoje miejsce razem z Louisem i przestań robić problemy. - tym razem pani Stanley odezwała się do mnie chłodnym głosem co sprawiło, że rzeczywiście ostentacyjnie usiadłam na swoje miejsce rzucając przy tym całej klasie nienawistne spojrzenie. Niech wiedzą, że nie puszczę im tego płazem.
Z torby zaczęłam wypakowywać swoje książki i zeszyty rzucając nimi o ławkę tak głośno jak tylko się dało. Chciałam, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem zła i to oni są tego powodem. Gdyby którekolwiek z nich wstawiło się za mną, Stanley nie kazałaby mi usiąść z Louisem i przesadziłaby go do wolnej pierwszej ławki. Jeszcze mi za to zapłacą.
- Hmm, czyżby księżniczka Candice była nie w humorze? - spytał mój rozbawiony sąsiad.
- Nie odzywaj się do mnie, Louis, zajmij się swoimi sprawami i pilnuj swojej części ławki skoro już musiałeś tutaj usiąść. - rzuciłam w jego stronę nawet na niego nie spoglądając.
- Widzę, że już nauczyłaś się mojego imienia. - powiedział usilnie wpatrując się we mnie, starając się bym również na niego spojrzała.
- Czego ty w ogóle ode mnie chcesz? - zapytałam odwracają się do niego, widząc jak na jego ustach formuje się nieznaczny uśmiech, a palcami przeczesuje swoją grzywkę brązowych włosów. Wiedziałam, że szybko stanie się obiektem westchnień większości dziewczyn, ponieważ był całkiem przystojny i w dodatku umięśniony, a właśnie taki typ chłopaka preferowały dziewczyny z tej szkoły. Temu też musiałam jak najszybciej zapobiec rozsiewając po szkole jakąś niedorzeczną plotkę, gdyż w przeciwnym razie względy u płci przeciwnej podniosłyby jego rangę. Przez tego chłopaka lista moich rzeczy do zrobienia stała się bardzo długa.
- Nie denerwuj się kochanie, złość piękności szkodzi, a ty nie masz czym szastać. - znów ten potworny śmiech. Nienawidzę go, tak samo jak jego. Chciałabym znaleźć się teraz w innym miejscu lub przynajmniej w innej sali, gdzieś gdzie będę z dala od niego.
- Jeżeli w tym momencie się nie zamkniesz, skończysz jeszcze gorzej niż mam zamiar żebyś skończył. - syknęłam widząc wzrok nauczycielki na sobie.
- A jak chcesz, żebym skończył? Ponieważ z tego co mi się wydaję chciałabyś żebym skończył w tobie, jak prawdopodobnie większość dziewczyn tutaj, więc nie martw się nie jesteś jedyna.
Moje oczy otworzyły się szeroko gdy tylko usłyszałam jak te słowa wychodzą z jego ust. Nigdy nie spodziewałabym się czegoś takiego nawet od swojego wroga. To było zdecydowanie zbyt duże przegięcie i nie zamierzałam siedzieć z tym cichutko w ławce.
Ze złością podniosłam się ze swojego krzesła i zasunęłam je uderzając głośno o ławkę.
- Być może tam gdzie mieszkałeś ludzie nie posiadali jakiejkolwiek kultury, ale tutaj obowiązują pewne zasady, więc jeśli zamierzasz mówić do mnie sprośne rzeczy wyjdź stąd i zabieraj swoje rzeczy, bo nie chcę patrzeć na twoją erekcję, obrzydza mnie to i boję się ciebie.
Nagle wszystkie oczy znalazły się na mnie, a potem przekierowały się na mojego sąsiada, któremu nieco zrzedła już mina i chyba nie miał zamiaru nadal zgrywać takiego odważniaka. Pani Stanley również spojrzała na niego z ogromnym zdziwieniem, a chłopcy chwilę potem zaczęli gwizdać.
- Taka fajna ta nasza Candice, że aż ci stanął? - zaśmiał się Mathew Evans.
- Gdybyś szukał przy wyjściu po lewej jest łazienka. - dorzucił Nick trącając łokciem siedzącego obok niego Matta.
- Candice, siądź obok mnie zamiast obok tego zboczeńca. - powiedział do mnie Eric odsuwając obok siebie krzesło.
- Dosyć! - zarządziła Stanley i spojrzała surowo na Louisa płonącego ze wstydu na krześle.
- Louis, wiem, że jesteś nowy i być może jeszcze nie przyzwyczaiłeś się do panujących tu norm i zasad, ale to co zrobiłeś jest nie na miejscu. Jak możesz mówić Candice takie rzeczy?
- Ale ja naprawdę nie miałem tego na myśli, nie powiedziałem nic złego, to było tylko dla żartu i wcale nie mam erekcji. - zaczął tłumaczyć się zmieszany, a gdy spojrzał na mnie błagająco uśmiechnęłam się tylko zwycięsko i zabrałam swoje rzeczy siadając obok Erica.
Pani Stanley nie chciała słuchać więcej jego żałosnych tłumaczeń i kazała mu wyjść do dyrektora, a po jego wyjściu wróciła na swoje miejsce nadal mając obrzydzenie na twarzy.
- Przepraszam cię Candice za to, że kazałam ci z nim usiąść. - powiedziała patrząc na mnie ze współczuciem. - Gdybym tylko wiedziała, że w ten sposób się wobec ciebie zachowa kazałabym mu usiąść z którymś z chłopców.
- Być może chłopcy też mu się podobają, z takimi nic nie wiadomo. - powiedział z powagą Eric przysuwając swoje krzesło bliżej mojego. - Gdyby jeszcze raz coś do ciebie mówił Candice, powiedz mi, spuszczę mu porządny łomot.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, jednak byłam pewna, że nie skorzystam nigdy z pomocy Erica. Nie należał on do brzydkich i był całkiem wysportowany ale nie pasował do mojego ideału chłopaka i znajdował się na końcu listy chłopców z którymi mogłabym być. Jako mój przyjaciel, myślę, że również by się nie sprawdził, ponieważ nie zniosłabym gdyby na każdym kroku prawił mi komplementy oraz próbował podrywać, dlatego między innymi moim przyjacielem jest Alex, który jest gejem, chociaż nikt oprócz mnie i jego rodziców o tym nie wie. Boi się, że rówieśnicy nie będą tacy tolerancyjni jak ja i go nie zaakceptują, dlatego na razie woli się z tym ukrywać.
- Moi drodzy, skończmy już ten temat i wróćmy do lekcji. - oświadczyła Stanley z powrotem siadając za biurko i wertując strony podręcznika. - Otwórzcie swoje podręczniki na stronie dwudziestej trzeciej i uważnie przeczytajcie zieloną ramkę.
Lekcje biologii należą w tej szkole zdecydowanie do najnudniejszych. Ciągłe czytanie określeń o których nikt wcześniej nawet nie słyszał i nie ma pojęcia co one oznaczają nie jest interesujące, a Stanley zdaje się tym wcale nie przejmować, dlatego miałam nadzieję, że gadka o Louisie potrwa nieco dłużej. Jednak warto było poczekać na to co miało zdarzyć się po lekcji.
Kiedy wszyscy opuścili już salę kilka chłopaków podeszło do Louisa wychodzącego z gabinetu dyrektora i zaczęło zaczepiać głupimi tekstami. Widziałam jak posyła w moja stronę swoje wściekłe spojrzenie, przez co w tym momencie triumfowałam swoje małe zwycięstwo.
- Czemu oni go zaczepiają? - zapytał Alex, przedzierając się do mnie i obserwując z niepokojem scenę która się właśnie przed nami rozgrywała.
- Ten nowy chłopak próbuje zając moje miejsce, a dzisiaj na lekcji mówił, że chce mnie przelecieć, więc wykorzystałam to i zrobiłam z niego zboczeńca. - wytłumaczyłam z uśmiechem.
- Candice, oni mu zaraz porządnie przywalą, nie powinnaś tego robić wiedząc jakie masz w tej szkole spore wpływy.
- Alex, czy ty zawsze musisz być taką cipą? - mruknęłam. Nie zrozumcie tego źle, lubiłam Alexa i to nawet bardzo, bo w końcu był moim najlepszym przyjacielem, ale czasami jego zachowanie było nie do wytrzymania. Denerwowało mnie w nim to, że bronił każdego i najchętniej zaprzyjaźniłby się z całym światem. Jestem pewna, że gdyby nie ja nie miałby w tej szkole zbyt wysokiej pozycji.
Nagle po korytarzu rozległ się przeraźliwy huk, a kiedy spojrzałam w stronę jego źródła zobaczyłam Erica, który leżał pod ścianą z rozkrwawionym nosem, a nad stał Louis z zaciętą miną.
- Niech któryś z was jeszcze raz spróbuje nazwać mnie zboczeńcem to skończycie gorzej niż on. - wskazał na przerażonego Erica. - A Candice, której tak wszyscy zacięcie bronicie, zwyczajnie wami manipuluje, przejrzyjcie na oczy.
Kiedy to powiedział spojrzał przy tym na mnie, a następnie odszedł wymijając mnie z tym samym złym spojrzeniem. Eric w tym czasie podniósł się z pomocą chłopaków i skierował do toalety by wytrzeć i względnie opatrzyć swój nos. Kilka osób, które oglądały całą tą akcję rozeszło się w swoje strony, a ja nadal tkwiłam razem z Alexem w tym samym miejscu.
- Myślisz, że mu uwierzyli? - zapytałam przyjaciela.
- W co?
- W to, że nimi manipuluję.
- Nie mam pojęcia, ale na twoim miejscu pogadałbym z Louisem i doszedł z nim do porozumienia. Nie musicie się lubić, ale lepiej byłoby dla was oboju gdybyście postarali się żyć w zgodzie.
- Wykluczone. - pokręciłam głową. - Nie będę go tolerowała w tej szkole.
- Szkoda, bo gdybyście się chociaż trochę ze sobą zaprzyjaźnili może udałoby ci się dowiedzieć jaką ma orientację, bo przyznam, że jest całkiem niezły. Lubię takich jak on, może zgodził by się ze mną wyjść na kawę albo do kina. - rozmarzył się Alex.
- Nie znam go, ale myślę, że woli dziewczyny, Alex. Geje raczej nie mówią do płci przeciwnej, że chcą w niej skończyć. - powiedziałam.
- Zawsze jest szansa na to, że jest biseksualny.
- W to, też bym szczerze wątpiła.
- Pozory mylą, Candice, czy gdybyś mnie nie znała stwierdziłabyś od razu, że jestem gejem?
- Alex, myślę, że powinieneś sobie wreszcie kogoś znaleźć i przestać marzyć o heteroseksualnych chłopakach, a teraz chodź za mną.
Poprowadziłam Alexa przez korytarz, do miejsca w którym miała czekać na mnie moja świta. Później upewniłam się, że w miejscu w którym staliśmy jest dużo uczniów i kazałam Lauren odgonić kilka nie lubianych osób, by następnie wdrapać się na stół i zwrócić uwagę zgromadzonych.
- Kochani! - krzyknęłam, a wtedy wszyscy zaprzestali między sobą rozmów i czekali na to co mam im do powiedzenia. Uwielbiałam ich bezwzględne posłuszeństwo i szacunek wobec mnie, dlatego z uśmiechem kontynuowałam swoją zapowiedź dalej. - Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego chciałam urządzić jutro o dziewiętnastej wielką imprezę w swoim domu, na którą zaproszona jest cała szkoła. Możecie przynieść ze sobą alkohol, będziemy się wszyscy świetnie bawić!
Uczniowie zaczęli wiwatować, a niektórzy bić mi brawo, niemal od razu zaczęły się rozmowy o mojej imprezie, a ja z pomocą Alexa zeszłam na dół.
- Nie mówiłaś, że chcesz urządzić u siebie imprezę. - powiedział puszczając moją rękę, gdy bezpiecznie stanęłam na ziemi.
- Nie cieszysz się? Może uda ci się wyrwać jakiegoś fajnego chłopaka z naszej szkoły.
- Ciszej, Candice. - upomniał mnie Alex spoglądając z niepokojem na chłopaków z drużyny koszykarskiej stojących niedaleko nas. - Nie chcę, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział.
- Wyluzuj, nikt nas nie słyszał. - uspokoiłam go. Wiem, że Alex obawia się tego, że jego sekret może się wydać, jednak moim zdaniem czasami za bardzo przesadzał, bo w końcu kto pośród tak głośnych rozmów usłyszałby naszą rozmowę. A swoją drogą na jego miejscu przestałbym się w końcu z tym ukrywać i powiedziałabym innym prawdę. Wszyscy doskonale wiedzą, że Alex jest moim przyjacielem, więc założę się, że nikt nie odważyłby się powiedzieć nawet jednego złego słowa na temat jego orientacji.
- O czym rozmawiacie? - spytała Nicole trzymająca się razem z Lauren i Megan na boku.
- O niczym co powinno was zainteresować. - odparłam z wyższością. - Mam ochotę na latte, przynieście mi je.
Moja świta skinęła głowami i natychmiast udały się w kierunku szkolnej kawiarni zostawiając mnie i Alexa samych. Wiem, że może nie potraktowałam ich zbyt miło, jednak nie miałam teraz ochoty na ich obecność, a gdybym tak po prostu kazałabym im odejść stwierdziłyby, że są wolne i poszłyby gdzieś, gdzie później nie mogłabym ich znaleźć, a ja w żadnym wypadku nie mogę poruszać się po szkole bez mojej świty.
- Candice, on tu idzie. - szepnął do mnie Alex. Zanim zdążyłam zapytać o kim mówi zobaczyłam Louisa idącego w moją stronę na co od razu zareagowałam przyjmując swoją pozycję obronną.
- A więc, organizujesz imprezę? - zapytał.
- Głuchy jesteś czy nie ogłaszałam tego wystarczająco głośno? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Rzeczywiście, jesteś naprawdę milutka tak jak mówili. - zadrwił. - Jeśli myślisz, że wyrzucisz mnie z tej szkoły to grubo się mylisz, a twoje zagranie na lekcji biologii było dziecinne. Wytłumaczyłem wszystko dyrektorowi i teraz myśli, że wymyśliłaś te bajeczki, bo ci się podobam i potrzebowałaś mojej uwagi.
- Kłamiesz, on nigdy by w coś takiego nie uwierzył. - prychnęłam pewna tego co powiedziałam. Dyrektor zna mnie wystarczająco dobrze, żeby stwierdzić, że to uczniowie z naszej szkoły pragną mojej uwagi, a nie w przeciwną stronę, więc Louis kłamał. Chciał, żebym się go bała, ale nie uda mu się to, ponieważ ja nie boję się nikogo i to on może bać się mnie. W swojej szkolnej karierze udało mi się zastraszyć lepszych chojraków niż on. Chociaż co prawda było ich niewielu.
- Jeśli sądzisz, że kłamię poczekaj a się przekonasz. - uśmiechnął się. - A teraz wybacz, wasza wysokość, ale muszę cię opuścić, być może zjawię się na twojej imprezie.
- Cóż za zaszczyt dla mojej osoby. Tylko przynieś coś do picia, jeśli mamusia ci na to pozwoli. Słyszałam, że niezły z ciebie mami synek.
- Jeśli tak mówiły twoje nieomylne źródła w postaci tych trzech dziewczyn, rzeczywiście tak musi być, a wiesz co za to powiedziały moje? - zapytał i kontynuował nawet nie pozwalając dojść mi do słowa. - Że już kilkakrotnie o mały włos nie wyleciałaś z tej szkoły i gdyby nie pieniądze twojej mamusi trafiłabyś do szkoły prowadzonej przez siostry.
Przełknęłam głośno ślinę. Rzeczywiście pewnego razu dyrektor bardzo się na mnie zdenerwował i razem z radą nauczycieli zadecydował, że najlepiej będzie jeśli przeniosą mnie do katolickiej szkoły, gdzie być może czegoś się nauczę, jednak w porę Riley udało się przekupić dyrektora odwodząc go od tej decyzji. Nie wiedział o tym prawie nikt oprócz mojej świty, Alexa i mojego byłego chłopaka Simona, który widocznie musiał przekazać to Louisowi. Szybko jednak wróciłam do swojej pozycji obronnej i uśmiechnęłam się z sarkazmem.
- Ach ten Simon, czego on nie zrobi, żeby nie zwrócić na siebie mojej uwagi. Powinnam się domyślić, że szybko znajdzie sobie w tobie swojego sprzymierzeńca, ale to nic. Muszę zrozumieć, że to rozstanie i brak seksu od kilku miesięcy jest dla niego bardzo strofujące. Chyba wiesz coś o tym prawda? W Ameryce jeszcze nie zdążyłeś znaleźć sobie dziewczyny, a na drugi raz uważaj na szkolne plotki. Nie wszyscy tutaj mówią prawdę.
Mina Louisa nieco zrzedła. Widocznie uwierzył w to co powiedziałam i postanowił szybko wrócić swoich kolegów, których nie miał zbyt dużo. Byli to tylko Jack i Jeremy, którzy nie byli tu zbyt lubiani, ponieważ za często przesiadywali w bibliotece, a szkoda, ponieważ obydwoje wyglądają nienagannie i gdyby zapisali się do szkolnej drużyny koszykówki lub piłki nożnej, założyli na siebie nieco modniejsze ubrania zamiast te z poprzednich sezonów może weszliby oboje na wyższy poziom.
- Twoje latte Candice. - usłyszałam głos Megan, która podała mi kubek z kawą.
- Chodźmy gdzieś indziej. Tutaj jest za dużo osób. - powiedziałam po wypiciu łyka latte. Zostawiłam Alexa, który zaczął rozmawiać z dziewczyną, z którą siedzi w ławce na matematyce i z którą od czasu do czasu spotyka się, by zamaskować to, że jest gejem i ruszyłam razem z moją świtą w poszukiwaniu w miarę spokojnego miejsca. Musiałam się z nimi naradzić i jak najszybciej wymyślić coś co na dobre pogrążyłoby Louisa zanim jego plan, o ile jakikolwiek ma, pogrążyłby mnie. Cokolwiek by się stało, musiałam to wygrać.
- Więc dlaczego sam do mnie nie zadzwonił? - zapytałam z wyrzutem.
- Ponieważ dzwonił do panienki mamy, a ona kazała mi to przekazać. - odpowiedziała spokojnie siląc się na uśmiech w moją stronę. Wiedziałam jak bardzo ciężko jej być dla mnie przez cały czas miłą i uprzejmą podczas gdy ja nigdy się jej za to nie odwdzięczam, jednak nie czułam się w takiej potrzebie, ponieważ znoszenie moich kaprysów jest częścią jej pracy.
Obróciłam się głęboko wzdychając i zawróciłam do swojego pokoju rozważyć to co powinnam zrobić w obecnej sytuacji. Nie mam prawa jazdy i nawet nie potrafię jeździć, dlatego nie mogłam pojechać sama do szkoły, a opcja dotarcia tam szkolnym autobusem była dla mnie najgorszą i nie wchodzącą w grę. Jedyną moją deską ratunku była Zara Dowell,moja przyjaciółka. Ma 20 lat i jest na pierwszym roku prawa, jej rodzice są bogaci i kupują jej wszystko na co tylko ma ochotę. Mieszka sama, kilka ulic dalej od mojego miejsca zamieszkania, dlatego często się odwiedzałyśmy, to naprawdę świetna dziewczyna. W jej domu nie rzadko zdarzają się imprezy, na których jestem stałym, uhonorowanym gościem. Wszyscy którzy na tych imprezach są, mnie znają, a ja znam ich i doskonale czuję w starszym towarzystwie. W większości są to studenci z jej roku, którzy są naprawdę przystojni i chętnie mnie podrywają, o co zawsze denerwował się mój były chłopak, Simon, dlatego między innymi doszłam do wniosku, że ten związek nie ma sensu. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek ograniczenia.
W tej sytuacji wybrałam numer Zary i przyłożyłam telefon do ucha oczekując połączenia. Po kilku sygnałach w słuchawce rozległ się zaspany głos mojej przyjaciółki.
- Candice, wiesz która jest godzina? - mruknęła.
- A ty nie powinnaś szykować się na uczelnię? - zapytałam.
- Dzisiaj przyjdę później, chciałam się wyspać, ale dzięki tobie już nie zasnę.
- Wpadnę do ciebie i podwieziesz mnie do szkoły. - oświadczyłam zarzucając swoją torbę na rękę i schodząc pospiesznie na dół.
- Dlaczego nie zawiezie cię David?
- Jego syn jest w szpitalu, nie przyszedł dzisiaj do pracy. - odparłam.
- A autobus szkolny? Przecież przystanek masz niedaleko.
- Chyba żartujesz. - prychnęłam. - Czy wyobrażasz sobie mnie jadącą tym zatłoczonym autobusem, z grupą cuchnących potem ludzi?
Zamiast odpowiedzi usłyszałam tylko ciężkie westchnięcie po drugiej stronie, a potem Zara powiedziała:
- Dobra, podwiozę cię, ale następnym razem powiadom mnie wcześniej o takiej przysłudze.
- Będę za 15 minut. - powiedziałam wesoło, rozłączając się i chowając telefon z powrotem do kieszeni.
Zarze nie uśmiechało się, by podwozić mnie do szkoły, jednak ludzie zawsze mi ustępują i gotowi są nawet do poświęcenia własnych planów. A to wszystko dla moich własnych wygód, czy to nie cudowne? Nic dziwnego, że wszyscy zazdroszczą mi mojego życia, gdybym była kimkolwiek innym dałabym się pokroić za chociaż jeden dzień bycia mną.
Wyszłam z domu zatrzaskując za sobą głośno drzwi. Otworzyłam główną bramę i chwilę potem spacerowałam pośród kwitnących drzewek mijając piękne apartamentowce i wielkie wille z basenami podobne do mojej. Bez wątpienia, dzielnica w której mieszkam jest najbardziej piękną i luksusową dzielnicą w tym mieście. Poprzednie miejsce, w którym mieszkałam pozostawiało wiele do życzenia. Było to jedynie małe osiedle z rezydencjami bogatych ludzi, a kilkaset metrów dalej stały zwyczajne ceglane domki i bloki dla przeciętnych rodzin z całą gromadą dzieci.
15 minut później stałam pod drzwiami niewielkiej, białej, oszklonej willi Zary. Przez wielkie okno w jej salonie widziałam jak stoi przed lustrem i dokańcza swój makijaż. Miała na jego punkcie obsesję. Pierwszą rzeczą jaką robiła po przebudzeniu się to właśnie makijaż, wstydziła się siebie bez całej tej tapety nawet przed własnym kotem, które przez całe swoje kocie życie śpi. Osobiście widziałam ją bez makijażu tylko raz, kiedy weszłam przypadkowo do jej łazienki. Pamiętam, że strasznie się na mnie wydarła i kazała mi wyjść, a kiedy umalowana zeszła już na dół nie odezwała się nawet słowem i zawstydzoną miną przygotowywała sobie śniadanie. Do dziś nie mam pojęcia po co była ta cała afera, bo moim zdaniem wyglądała całkiem normalnie, nawet przypominała człowieka.
- Skończyłaś się już malować? - zapytałam, gdy otworzyła mi drzwi.
- Tak, w zasadzie możemy już jechać. - pokiwała głową i zabrała z półki kluczyki do samochodu.
Zara otworzyła małym pilocikiem garaż i wyjechała z niego po chwili swoim białym Bugatti, które również dostała od rodziców. Zawsze zazdrościłam jej tego, że rodzice pozwolili jej się od siebie wyprowadzić a mimo to nadal przysyłali jej pieniądze i to w nie małych ilościach. Założę się, że jeśli spytałabym o swoją wyprowadzkę Riley zaśmiałaby się i oświadczyła, że nie będzie kupować mi nowego domu ani tym bardziej utrzymywać.
- Dzisiaj drugi dzień szkoły, co? - zagadała do mnie Zara wyjeżdżając na główną ulicę.
- Muszę jak najszybciej zniszczyć nowego. - powiedziałam przypominając sobie moje zadanie na dzisiejszy dzień. Kimkolwiek jest ten chłopak nie może się wywyższać ponad mnie. Jego pewność siebie jest zdecydowanie za wysoka, ale dzisiaj mu ją ukrócę i sprawię, że będzie błagał mnie na kolanach, żebym zostawiła go w spokoju.
- Ktoś znowu zalazł ci za skórę? - spytała Zara z uśmiechem.
- I to jak. - mruknęłam.
- Spokojnie, ty i twoja świta jesteście niezniszczalne, jestem pewna, że tak będzie i tym razem. - zapewniła mnie, a ja pokiwałam głową.
Droga do mojej szkoły z pod domu Zary jest jeszcze krótsza niż z pod mojego, a zważywszy na to, że jeździ ona z większą prędkością niż David już po 10 minutach jazdy białe Bugatti zaparkowało na krawężniku przed szkołą, a ja popchnęłam drzwi, zabrałam swoją torbę i wyszłam żegnając się z Zarą.
Idąc zieloną ścieżką prowadzącą do głównego wejścia natknęłam się na czekające na mnie dziewczyny z tęgimi minami. Stwierdziłam więc, że skoro wszystkie są nie w sosie na pewno chodzi tu o nowego. Nie zebrały o nim żadnych informacji, a ja nie będę mogła go przez to pogrążyć do tego stopnia, żeby w tej szkole już nigdy nigdy się do niego nie odezwał. Przez to mój nastrój również się pogorszył i zapytałam niemiłym głosem:
- Zgaduję, że o nowym nie wiecie nic?
- Nie do końca, - zaczęła zmieszana Megan. - Chodź myślę, że te informacje w niczym ci nie pomogą.
- Mówcie co się dowiedziałyście. - warknęłam groźnie.
- Nazywa się Louis Tomlinson i pochodzi z Wielkiej Brytanii. Przeprowadził się tu niedawno i musi powtarzać rok ze względu na różnicę programową. I w zasadzie to tylko tyle... - Megan wzruszyła ramionami i spuściła głowę. Nicole i Lauren wykonały ten sam gest, a ja tylko westchnęłam z rozczarowaniem.
- Rzeczywiście nie dowiedziałyście się zbyt dużo, ale przynajmniej wiemy jak się nazywa i skąd pochodzi.
Nicole od razu podniosła głowę i spojrzała na mnie wesoło.
- To znaczy, że jesteś z nas zadowolona? - zapytała z nadzieją w oczach.
- Nie powiedziałam tego Nicky. - odparłam, a ona znów zwiesiła głowę. - Zresztą to wszystko jest teraz nieważne. I tak znajdziemy sposób żeby go pogrążyć. Na razie wystarczy nam to co mamy, idziemy.
Dziewczyny ruszyły za mną w kierunku budynku szkoły i wspólnie przekroczyłyśmy jej próg w momencie gdy na korytarzu zadzwonił dzwonek.
- Widzimy się na następnej lekcji, dokładnie w tym miejscu. - rozporządziłam, na co moja świta pokiwała posłusznie głowami i wszystkie trzy rozbiegły się do swoich sal.
Krocząc dumnym krokiem do sali biologicznej zauważyłam, że na tablicach z ogłoszeniami i zastępstwami wisiał wielki, kolorowy plakat z napisem España. Z czystej ciekawości podeszłam bliżej i zaczęłam czytać informacje na nim zawarte. Mówił o półrocznej wymianie naszych uczniów do Hiszpanii. Nasi uczniowie mieliby mieszkać wtedy w hiszpańskich rodzinach oraz chodzić do tamtejszej szkoły co wydawało się dla mnie całkiem atrakcyjną ofertą, ponieważ zawsze lubiłam uczyć się hiszpańskiego, a z lekcji wynosiłam same piątki, jednak okres czasu na jaki miałabym wyjechać był zdecydowanie za długi. Nie ma mowy, żebym wytrzymała całe pół roku bez mojego życia w Ameryce, Tutaj jest mi zdecydowanie najlepiej.
Niezainteresowana dalszymi informacjami wymiany międzyszkolnej odwróciłam się i poszłam do swojej sali wchodząc do klasy kilka minut spóźniona.
- Znowu się spóźniłaś Candice. - powiedziała pani Stanley znad swoich wielkich okularów.
- Tak wyszło. - wzruszyłam ramionami idąc do swojej ławki. Nauczycielka nie zamierzała się ze mną kłócić i z rezygnacją usiadła na swoim krześle przed biurkiem pozwalając mi nacieszyć się chwilą spokoju, jednak minął on w tym samym momencie, w którym zobaczyłam siedzącego w mojej ławce Levisa, jakkolwiek miał on na imię.
- To moja ławka, ja tutaj zawsze siedzę. - warknęłam stojąc nad rozpartym wygodnie nowym.
- Tak? Bo nie widziałem, że była podpisana. - odparł z podstępnym uśmiechem.
Jego bezczelność doprowadzała mnie do istnego szału. Był to dla mnie kolejny powód dla którego musiałam się go pozbyć i miałam to zamiar zrobić już za chwilę.
- Wszyscy, którzy są w tej klasie to wiedzą, a skoro ty też już do niej należysz również powinieneś zapoznać się z tą regułą, chociaż czego mogę wymagać od kogoś kto nie zaliczył roku i pochodzi z Wielkiej Brytanii. - prychnęłam ukradkiem obserwując reakcję klasy, ponieważ to co przed chwilą padło z moich ust usłyszeli wszyscy, włącznie z panią Stanley.
Reakcja nie była taka jaką bym sobie życzyła. Tylko kilka osób spojrzało na siebie porozumiewawczo, a reszta kompletnie się tym nie przejęła, jakby wiadomość o tym, że Louis jest Brytyjczykiem nie zrobiła na nich wrażenia.
- Candice, zacznij być uprzejma dla nowego kolegi i usiądź z nim ten jeden raz w ławce. Następnym razem usiądzie w innej. - westchnęła nauczycielka.
- On ma znaleźć natychmiast inne miejsce. - zarządziłam wciąż stojąc nad nowym z założonymi rękami mając nadzieję, że Stanley go przesadzi, a klasa od razu wstawi się za mną, ale żadne z tych dwóch rzeczy nie nastąpiła. Będę musiała poważnie porozmawiać z nimi wszystkimi, podobnie jak z dyrektorem o tym, jak traktuje się w tej szkole uczniów.
- Masz usiąść na swoje miejsce razem z Louisem i przestań robić problemy. - tym razem pani Stanley odezwała się do mnie chłodnym głosem co sprawiło, że rzeczywiście ostentacyjnie usiadłam na swoje miejsce rzucając przy tym całej klasie nienawistne spojrzenie. Niech wiedzą, że nie puszczę im tego płazem.
Z torby zaczęłam wypakowywać swoje książki i zeszyty rzucając nimi o ławkę tak głośno jak tylko się dało. Chciałam, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem zła i to oni są tego powodem. Gdyby którekolwiek z nich wstawiło się za mną, Stanley nie kazałaby mi usiąść z Louisem i przesadziłaby go do wolnej pierwszej ławki. Jeszcze mi za to zapłacą.
- Hmm, czyżby księżniczka Candice była nie w humorze? - spytał mój rozbawiony sąsiad.
- Nie odzywaj się do mnie, Louis, zajmij się swoimi sprawami i pilnuj swojej części ławki skoro już musiałeś tutaj usiąść. - rzuciłam w jego stronę nawet na niego nie spoglądając.
- Widzę, że już nauczyłaś się mojego imienia. - powiedział usilnie wpatrując się we mnie, starając się bym również na niego spojrzała.
- Czego ty w ogóle ode mnie chcesz? - zapytałam odwracają się do niego, widząc jak na jego ustach formuje się nieznaczny uśmiech, a palcami przeczesuje swoją grzywkę brązowych włosów. Wiedziałam, że szybko stanie się obiektem westchnień większości dziewczyn, ponieważ był całkiem przystojny i w dodatku umięśniony, a właśnie taki typ chłopaka preferowały dziewczyny z tej szkoły. Temu też musiałam jak najszybciej zapobiec rozsiewając po szkole jakąś niedorzeczną plotkę, gdyż w przeciwnym razie względy u płci przeciwnej podniosłyby jego rangę. Przez tego chłopaka lista moich rzeczy do zrobienia stała się bardzo długa.
- Nie denerwuj się kochanie, złość piękności szkodzi, a ty nie masz czym szastać. - znów ten potworny śmiech. Nienawidzę go, tak samo jak jego. Chciałabym znaleźć się teraz w innym miejscu lub przynajmniej w innej sali, gdzieś gdzie będę z dala od niego.
- Jeżeli w tym momencie się nie zamkniesz, skończysz jeszcze gorzej niż mam zamiar żebyś skończył. - syknęłam widząc wzrok nauczycielki na sobie.
- A jak chcesz, żebym skończył? Ponieważ z tego co mi się wydaję chciałabyś żebym skończył w tobie, jak prawdopodobnie większość dziewczyn tutaj, więc nie martw się nie jesteś jedyna.
Moje oczy otworzyły się szeroko gdy tylko usłyszałam jak te słowa wychodzą z jego ust. Nigdy nie spodziewałabym się czegoś takiego nawet od swojego wroga. To było zdecydowanie zbyt duże przegięcie i nie zamierzałam siedzieć z tym cichutko w ławce.
Ze złością podniosłam się ze swojego krzesła i zasunęłam je uderzając głośno o ławkę.
- Być może tam gdzie mieszkałeś ludzie nie posiadali jakiejkolwiek kultury, ale tutaj obowiązują pewne zasady, więc jeśli zamierzasz mówić do mnie sprośne rzeczy wyjdź stąd i zabieraj swoje rzeczy, bo nie chcę patrzeć na twoją erekcję, obrzydza mnie to i boję się ciebie.
Nagle wszystkie oczy znalazły się na mnie, a potem przekierowały się na mojego sąsiada, któremu nieco zrzedła już mina i chyba nie miał zamiaru nadal zgrywać takiego odważniaka. Pani Stanley również spojrzała na niego z ogromnym zdziwieniem, a chłopcy chwilę potem zaczęli gwizdać.
- Taka fajna ta nasza Candice, że aż ci stanął? - zaśmiał się Mathew Evans.
- Gdybyś szukał przy wyjściu po lewej jest łazienka. - dorzucił Nick trącając łokciem siedzącego obok niego Matta.
- Candice, siądź obok mnie zamiast obok tego zboczeńca. - powiedział do mnie Eric odsuwając obok siebie krzesło.
- Dosyć! - zarządziła Stanley i spojrzała surowo na Louisa płonącego ze wstydu na krześle.
- Louis, wiem, że jesteś nowy i być może jeszcze nie przyzwyczaiłeś się do panujących tu norm i zasad, ale to co zrobiłeś jest nie na miejscu. Jak możesz mówić Candice takie rzeczy?
- Ale ja naprawdę nie miałem tego na myśli, nie powiedziałem nic złego, to było tylko dla żartu i wcale nie mam erekcji. - zaczął tłumaczyć się zmieszany, a gdy spojrzał na mnie błagająco uśmiechnęłam się tylko zwycięsko i zabrałam swoje rzeczy siadając obok Erica.
Pani Stanley nie chciała słuchać więcej jego żałosnych tłumaczeń i kazała mu wyjść do dyrektora, a po jego wyjściu wróciła na swoje miejsce nadal mając obrzydzenie na twarzy.
- Przepraszam cię Candice za to, że kazałam ci z nim usiąść. - powiedziała patrząc na mnie ze współczuciem. - Gdybym tylko wiedziała, że w ten sposób się wobec ciebie zachowa kazałabym mu usiąść z którymś z chłopców.
- Być może chłopcy też mu się podobają, z takimi nic nie wiadomo. - powiedział z powagą Eric przysuwając swoje krzesło bliżej mojego. - Gdyby jeszcze raz coś do ciebie mówił Candice, powiedz mi, spuszczę mu porządny łomot.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, jednak byłam pewna, że nie skorzystam nigdy z pomocy Erica. Nie należał on do brzydkich i był całkiem wysportowany ale nie pasował do mojego ideału chłopaka i znajdował się na końcu listy chłopców z którymi mogłabym być. Jako mój przyjaciel, myślę, że również by się nie sprawdził, ponieważ nie zniosłabym gdyby na każdym kroku prawił mi komplementy oraz próbował podrywać, dlatego między innymi moim przyjacielem jest Alex, który jest gejem, chociaż nikt oprócz mnie i jego rodziców o tym nie wie. Boi się, że rówieśnicy nie będą tacy tolerancyjni jak ja i go nie zaakceptują, dlatego na razie woli się z tym ukrywać.
- Moi drodzy, skończmy już ten temat i wróćmy do lekcji. - oświadczyła Stanley z powrotem siadając za biurko i wertując strony podręcznika. - Otwórzcie swoje podręczniki na stronie dwudziestej trzeciej i uważnie przeczytajcie zieloną ramkę.
Lekcje biologii należą w tej szkole zdecydowanie do najnudniejszych. Ciągłe czytanie określeń o których nikt wcześniej nawet nie słyszał i nie ma pojęcia co one oznaczają nie jest interesujące, a Stanley zdaje się tym wcale nie przejmować, dlatego miałam nadzieję, że gadka o Louisie potrwa nieco dłużej. Jednak warto było poczekać na to co miało zdarzyć się po lekcji.
Kiedy wszyscy opuścili już salę kilka chłopaków podeszło do Louisa wychodzącego z gabinetu dyrektora i zaczęło zaczepiać głupimi tekstami. Widziałam jak posyła w moja stronę swoje wściekłe spojrzenie, przez co w tym momencie triumfowałam swoje małe zwycięstwo.
- Czemu oni go zaczepiają? - zapytał Alex, przedzierając się do mnie i obserwując z niepokojem scenę która się właśnie przed nami rozgrywała.
- Ten nowy chłopak próbuje zając moje miejsce, a dzisiaj na lekcji mówił, że chce mnie przelecieć, więc wykorzystałam to i zrobiłam z niego zboczeńca. - wytłumaczyłam z uśmiechem.
- Candice, oni mu zaraz porządnie przywalą, nie powinnaś tego robić wiedząc jakie masz w tej szkole spore wpływy.
- Alex, czy ty zawsze musisz być taką cipą? - mruknęłam. Nie zrozumcie tego źle, lubiłam Alexa i to nawet bardzo, bo w końcu był moim najlepszym przyjacielem, ale czasami jego zachowanie było nie do wytrzymania. Denerwowało mnie w nim to, że bronił każdego i najchętniej zaprzyjaźniłby się z całym światem. Jestem pewna, że gdyby nie ja nie miałby w tej szkole zbyt wysokiej pozycji.
Nagle po korytarzu rozległ się przeraźliwy huk, a kiedy spojrzałam w stronę jego źródła zobaczyłam Erica, który leżał pod ścianą z rozkrwawionym nosem, a nad stał Louis z zaciętą miną.
- Niech któryś z was jeszcze raz spróbuje nazwać mnie zboczeńcem to skończycie gorzej niż on. - wskazał na przerażonego Erica. - A Candice, której tak wszyscy zacięcie bronicie, zwyczajnie wami manipuluje, przejrzyjcie na oczy.
Kiedy to powiedział spojrzał przy tym na mnie, a następnie odszedł wymijając mnie z tym samym złym spojrzeniem. Eric w tym czasie podniósł się z pomocą chłopaków i skierował do toalety by wytrzeć i względnie opatrzyć swój nos. Kilka osób, które oglądały całą tą akcję rozeszło się w swoje strony, a ja nadal tkwiłam razem z Alexem w tym samym miejscu.
- Myślisz, że mu uwierzyli? - zapytałam przyjaciela.
- W co?
- W to, że nimi manipuluję.
- Nie mam pojęcia, ale na twoim miejscu pogadałbym z Louisem i doszedł z nim do porozumienia. Nie musicie się lubić, ale lepiej byłoby dla was oboju gdybyście postarali się żyć w zgodzie.
- Wykluczone. - pokręciłam głową. - Nie będę go tolerowała w tej szkole.
- Szkoda, bo gdybyście się chociaż trochę ze sobą zaprzyjaźnili może udałoby ci się dowiedzieć jaką ma orientację, bo przyznam, że jest całkiem niezły. Lubię takich jak on, może zgodził by się ze mną wyjść na kawę albo do kina. - rozmarzył się Alex.
- Nie znam go, ale myślę, że woli dziewczyny, Alex. Geje raczej nie mówią do płci przeciwnej, że chcą w niej skończyć. - powiedziałam.
- Zawsze jest szansa na to, że jest biseksualny.
- W to, też bym szczerze wątpiła.
- Pozory mylą, Candice, czy gdybyś mnie nie znała stwierdziłabyś od razu, że jestem gejem?
- Alex, myślę, że powinieneś sobie wreszcie kogoś znaleźć i przestać marzyć o heteroseksualnych chłopakach, a teraz chodź za mną.
Poprowadziłam Alexa przez korytarz, do miejsca w którym miała czekać na mnie moja świta. Później upewniłam się, że w miejscu w którym staliśmy jest dużo uczniów i kazałam Lauren odgonić kilka nie lubianych osób, by następnie wdrapać się na stół i zwrócić uwagę zgromadzonych.
- Kochani! - krzyknęłam, a wtedy wszyscy zaprzestali między sobą rozmów i czekali na to co mam im do powiedzenia. Uwielbiałam ich bezwzględne posłuszeństwo i szacunek wobec mnie, dlatego z uśmiechem kontynuowałam swoją zapowiedź dalej. - Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego chciałam urządzić jutro o dziewiętnastej wielką imprezę w swoim domu, na którą zaproszona jest cała szkoła. Możecie przynieść ze sobą alkohol, będziemy się wszyscy świetnie bawić!
Uczniowie zaczęli wiwatować, a niektórzy bić mi brawo, niemal od razu zaczęły się rozmowy o mojej imprezie, a ja z pomocą Alexa zeszłam na dół.
- Nie mówiłaś, że chcesz urządzić u siebie imprezę. - powiedział puszczając moją rękę, gdy bezpiecznie stanęłam na ziemi.
- Nie cieszysz się? Może uda ci się wyrwać jakiegoś fajnego chłopaka z naszej szkoły.
- Ciszej, Candice. - upomniał mnie Alex spoglądając z niepokojem na chłopaków z drużyny koszykarskiej stojących niedaleko nas. - Nie chcę, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział.
- Wyluzuj, nikt nas nie słyszał. - uspokoiłam go. Wiem, że Alex obawia się tego, że jego sekret może się wydać, jednak moim zdaniem czasami za bardzo przesadzał, bo w końcu kto pośród tak głośnych rozmów usłyszałby naszą rozmowę. A swoją drogą na jego miejscu przestałbym się w końcu z tym ukrywać i powiedziałabym innym prawdę. Wszyscy doskonale wiedzą, że Alex jest moim przyjacielem, więc założę się, że nikt nie odważyłby się powiedzieć nawet jednego złego słowa na temat jego orientacji.
- O czym rozmawiacie? - spytała Nicole trzymająca się razem z Lauren i Megan na boku.
- O niczym co powinno was zainteresować. - odparłam z wyższością. - Mam ochotę na latte, przynieście mi je.
Moja świta skinęła głowami i natychmiast udały się w kierunku szkolnej kawiarni zostawiając mnie i Alexa samych. Wiem, że może nie potraktowałam ich zbyt miło, jednak nie miałam teraz ochoty na ich obecność, a gdybym tak po prostu kazałabym im odejść stwierdziłyby, że są wolne i poszłyby gdzieś, gdzie później nie mogłabym ich znaleźć, a ja w żadnym wypadku nie mogę poruszać się po szkole bez mojej świty.
- Candice, on tu idzie. - szepnął do mnie Alex. Zanim zdążyłam zapytać o kim mówi zobaczyłam Louisa idącego w moją stronę na co od razu zareagowałam przyjmując swoją pozycję obronną.
- A więc, organizujesz imprezę? - zapytał.
- Głuchy jesteś czy nie ogłaszałam tego wystarczająco głośno? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Rzeczywiście, jesteś naprawdę milutka tak jak mówili. - zadrwił. - Jeśli myślisz, że wyrzucisz mnie z tej szkoły to grubo się mylisz, a twoje zagranie na lekcji biologii było dziecinne. Wytłumaczyłem wszystko dyrektorowi i teraz myśli, że wymyśliłaś te bajeczki, bo ci się podobam i potrzebowałaś mojej uwagi.
- Kłamiesz, on nigdy by w coś takiego nie uwierzył. - prychnęłam pewna tego co powiedziałam. Dyrektor zna mnie wystarczająco dobrze, żeby stwierdzić, że to uczniowie z naszej szkoły pragną mojej uwagi, a nie w przeciwną stronę, więc Louis kłamał. Chciał, żebym się go bała, ale nie uda mu się to, ponieważ ja nie boję się nikogo i to on może bać się mnie. W swojej szkolnej karierze udało mi się zastraszyć lepszych chojraków niż on. Chociaż co prawda było ich niewielu.
- Jeśli sądzisz, że kłamię poczekaj a się przekonasz. - uśmiechnął się. - A teraz wybacz, wasza wysokość, ale muszę cię opuścić, być może zjawię się na twojej imprezie.
- Cóż za zaszczyt dla mojej osoby. Tylko przynieś coś do picia, jeśli mamusia ci na to pozwoli. Słyszałam, że niezły z ciebie mami synek.
- Jeśli tak mówiły twoje nieomylne źródła w postaci tych trzech dziewczyn, rzeczywiście tak musi być, a wiesz co za to powiedziały moje? - zapytał i kontynuował nawet nie pozwalając dojść mi do słowa. - Że już kilkakrotnie o mały włos nie wyleciałaś z tej szkoły i gdyby nie pieniądze twojej mamusi trafiłabyś do szkoły prowadzonej przez siostry.
Przełknęłam głośno ślinę. Rzeczywiście pewnego razu dyrektor bardzo się na mnie zdenerwował i razem z radą nauczycieli zadecydował, że najlepiej będzie jeśli przeniosą mnie do katolickiej szkoły, gdzie być może czegoś się nauczę, jednak w porę Riley udało się przekupić dyrektora odwodząc go od tej decyzji. Nie wiedział o tym prawie nikt oprócz mojej świty, Alexa i mojego byłego chłopaka Simona, który widocznie musiał przekazać to Louisowi. Szybko jednak wróciłam do swojej pozycji obronnej i uśmiechnęłam się z sarkazmem.
- Ach ten Simon, czego on nie zrobi, żeby nie zwrócić na siebie mojej uwagi. Powinnam się domyślić, że szybko znajdzie sobie w tobie swojego sprzymierzeńca, ale to nic. Muszę zrozumieć, że to rozstanie i brak seksu od kilku miesięcy jest dla niego bardzo strofujące. Chyba wiesz coś o tym prawda? W Ameryce jeszcze nie zdążyłeś znaleźć sobie dziewczyny, a na drugi raz uważaj na szkolne plotki. Nie wszyscy tutaj mówią prawdę.
Mina Louisa nieco zrzedła. Widocznie uwierzył w to co powiedziałam i postanowił szybko wrócić swoich kolegów, których nie miał zbyt dużo. Byli to tylko Jack i Jeremy, którzy nie byli tu zbyt lubiani, ponieważ za często przesiadywali w bibliotece, a szkoda, ponieważ obydwoje wyglądają nienagannie i gdyby zapisali się do szkolnej drużyny koszykówki lub piłki nożnej, założyli na siebie nieco modniejsze ubrania zamiast te z poprzednich sezonów może weszliby oboje na wyższy poziom.
- Twoje latte Candice. - usłyszałam głos Megan, która podała mi kubek z kawą.
- Chodźmy gdzieś indziej. Tutaj jest za dużo osób. - powiedziałam po wypiciu łyka latte. Zostawiłam Alexa, który zaczął rozmawiać z dziewczyną, z którą siedzi w ławce na matematyce i z którą od czasu do czasu spotyka się, by zamaskować to, że jest gejem i ruszyłam razem z moją świtą w poszukiwaniu w miarę spokojnego miejsca. Musiałam się z nimi naradzić i jak najszybciej wymyślić coś co na dobre pogrążyłoby Louisa zanim jego plan, o ile jakikolwiek ma, pogrążyłby mnie. Cokolwiek by się stało, musiałam to wygrać.
niedziela, 2 lipca 2017
Rozdział 1
1 września, Chicago
*Candice*
Kolejny słoneczny dzień w przepięknym mieście w wielkiej Ameryce. Budzę się w mojej sypialni godnej brytyjskiej księżniczki ustrojonej najdroższymi meblami robionymi na zamówienie i z garderobą większą niż salon dzienny w wielu przeciętnych, amerykańskich domach, a jednak jest coś co psuje mój nastrój. 1 września, mówi wam to coś? To pierwszy dzień szkoły, którego nienawidzę. Jest najgorszy ze wszystkich dni szkolnych. Nasz dyrektor znów będzie mówił o nieistotnych rzeczach i wygłaszał pieśni chwalebne na temat uczniów, których sam szczerze ma po dziurki w nosie, choć w zasadzie nie dziwię mu się. Dwadzieścia lat pracy w szkole robi swoje.
Z niechęcią wyszłam z łóżka i udałam się do garderoby, skąd wyciągnęłam granatową sukienkę idealną na taką okazję z najnowszej kolekcji Miu Miu. Jako córka jednej z najsławniejszych projektantek mody dbam o swój ubiór, a wiele ubrań dostaje jedynie ze względu na moje nazwisko. Sklepy wprost błagają mnie bym założyła ich ubrania i pokazała się w nich na ulicy, a ja oprócz tego dostaje pieniądze, których nie mam mało.
- Panienko, śniadanie jest już na stole. - powiadomiła mnie jedna ze służących. Nie wiem jak ma na imię i nie obchodzi mnie to. Ważne, żeby wykonywała swoje obowiązki. Przez ten dom przewinęło się już tak dużo kobiet do pomocy domowej, że ich imiona trudno byłoby spamiętać, a ja nigdy nie zamieniłam z żadną z nich więcej niż dwa słowa. Jedyną osobą, która pracuje dla mojej matki i z którą często zdarza mi się porozmawiać to David - szofer, który odwozi i przywozi mnie ze szkoły. Jest bardzo miły i lubię jego towarzystwo. Ma niewiele ponad czterdzieści lat i syna na drugim roku medycyny, jednak nigdy osobiście go nie poznałam.
Po dopasowaniu odpowiedniego stroju i nałożenia idealnego makijażu podkreślającego moje duże oczy i wysunięte kości policzkowe zeszłam na dół rzucając okiem na przygotowany dla mnie posiłek.
- Ile razy mam powtarzać, że nie cierpię jajek? - warknęłam patrząc z obrzydzeniem na jajecznicę podaną w moim ulubionym półmisku.
- Myślałam, że panienka...
- To źle pani myślała. - fuknęłam nie pozwalając skruszonej kobiecie dokończyć zdania.
- Czy mam zrobić naleśniki? - zapytała.
- Lepiej nie rób już nic. Nie mam ochoty na śniadanie.
- Co się dzieje Candice? - po schodach zeszła moja matka spoglądając na mnie swoim złowrogim wzrokiem, ale nie przejęłam się tym. Zawsze tak na mnie patrzyła, nawet jeśli nie odezwałam się do nikogo ani słowem.
- Nie będę jadła jajecznicy. - odparłam.
- A od kiedy nie lubisz jajek? - spytała otwierając lodówkę i wyjmując z niej ekologiczny jogurt truskawkowy.
- Od dwóch lat, kiedy się nimi zatrułam. Powinnaś to wiedzieć jako moja matka.
W odpowiedzi jedynie westchnęła teatralnie i włożyła łyżkę do jogurtu totalnie mnie ignorując.
- Mamo. - powiedziałam chcąc by znów zwróciła na mnie uwagę. Wprost nienawidziła tego słowa i za każdym razem gdy zwróciłam się do niej mamo zamiast po imieniu, jak kazała mi to robić, złościła się czasem wymachując przy tym śmiesznie rękami.
- Ile razy mówiłam ci, żebyś mówiła do mnie Riley? - zapytała rozzłoszczona, a ja uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Wystarczyło mi raz, ale lubię patrzeć jak się denerwujesz.
Riley zacisnęła mocno szczękę, ale nie powiedziała więcej ani słowa. Widocznie nie miała ochoty na kłótnie ze mną z samego rana, dlatego postanowiłam zostawić ją w spokoju i wrócić do swojej sypialni, żeby wziąć swoją torebkę i spakować do niej kilka podręcznych rzeczy takich jak telefon czy portfel, rzecz bez której nie ruszałam się na krok. Nigdy nie wiadomo czy w twoim ulubionym sklepie nie weszła nowa kolekcja butów lub torebek, albo czy za rogiem w sklepiku ze zdrową żywnością nie dowieźli masła orzechowego.
- David, możemy już jechać! - krzyknęłam, gdy moja torebka była już spakowana, a wygląd jak należy.
David natychmiast zjawił się przy drzwiach i zaprowadził mnie do samochodu otwierając mi drzwi.
- Pierwszy dzień w szkole, jak się czujesz Candice? - zagadał, gdy wyjechaliśmy spod domu.
- A jak myślisz Dave? Kiedy tylko myślę o tej budzie mam ciarki na plecach. Chyba nikt nie lubi chodzić do szkoły. - westchnęłam. Rzeczywiście szkoła to najgorsze miejsce na świecie, jednak dobra strona tego jest taka, że to ja nią rządzę i nikt dotychczas nie odważył sprzeciwić się mojemu zdaniu lub co gorsze mnie obrazić, bo każdy wie, że jeżeli to zrobi może wypisać się z tej szkoły lub najlepiej wyprowadzić z miasta, dlatego ludzie mnie szanują. Każdy wita się ze mną na korytarzu, jednak nie każdemu odpowiadam, bo nie wszyscy na to zasługują. Istnieje tylko grupka wybrańców, którzy podobnie jak ja są czczeni przez lud jedynie ze względu na znajomość ze mną. Nic więc dziwnego, że każda dziewczyna chce być mną, a każdy chłopak ze mną.
- Kiedy byłem w twoim wieku też nienawidziłem szkoły, ale potem poszedłem do pracy i zrozumiałem, że istnieje coś gorszego niż to o czym dotychczas myślałem.
- Aż tak bardzo nie lubisz mnie wozić? - zaśmiałam się. Oczywiście wiedziałam, że David lubi swoją pracę, powtarzał mi to kilkakrotnie i nie sądzę, aby kłamał, ale lubiłam się z nim droczyć, a on lubił droczyć się ze mną.
Z niechęcią wyszłam z łóżka i udałam się do garderoby, skąd wyciągnęłam granatową sukienkę idealną na taką okazję z najnowszej kolekcji Miu Miu. Jako córka jednej z najsławniejszych projektantek mody dbam o swój ubiór, a wiele ubrań dostaje jedynie ze względu na moje nazwisko. Sklepy wprost błagają mnie bym założyła ich ubrania i pokazała się w nich na ulicy, a ja oprócz tego dostaje pieniądze, których nie mam mało.
- Panienko, śniadanie jest już na stole. - powiadomiła mnie jedna ze służących. Nie wiem jak ma na imię i nie obchodzi mnie to. Ważne, żeby wykonywała swoje obowiązki. Przez ten dom przewinęło się już tak dużo kobiet do pomocy domowej, że ich imiona trudno byłoby spamiętać, a ja nigdy nie zamieniłam z żadną z nich więcej niż dwa słowa. Jedyną osobą, która pracuje dla mojej matki i z którą często zdarza mi się porozmawiać to David - szofer, który odwozi i przywozi mnie ze szkoły. Jest bardzo miły i lubię jego towarzystwo. Ma niewiele ponad czterdzieści lat i syna na drugim roku medycyny, jednak nigdy osobiście go nie poznałam.
Po dopasowaniu odpowiedniego stroju i nałożenia idealnego makijażu podkreślającego moje duże oczy i wysunięte kości policzkowe zeszłam na dół rzucając okiem na przygotowany dla mnie posiłek.
- Ile razy mam powtarzać, że nie cierpię jajek? - warknęłam patrząc z obrzydzeniem na jajecznicę podaną w moim ulubionym półmisku.
- Myślałam, że panienka...
- To źle pani myślała. - fuknęłam nie pozwalając skruszonej kobiecie dokończyć zdania.
- Czy mam zrobić naleśniki? - zapytała.
- Lepiej nie rób już nic. Nie mam ochoty na śniadanie.
- Co się dzieje Candice? - po schodach zeszła moja matka spoglądając na mnie swoim złowrogim wzrokiem, ale nie przejęłam się tym. Zawsze tak na mnie patrzyła, nawet jeśli nie odezwałam się do nikogo ani słowem.
- Nie będę jadła jajecznicy. - odparłam.
- A od kiedy nie lubisz jajek? - spytała otwierając lodówkę i wyjmując z niej ekologiczny jogurt truskawkowy.
- Od dwóch lat, kiedy się nimi zatrułam. Powinnaś to wiedzieć jako moja matka.
W odpowiedzi jedynie westchnęła teatralnie i włożyła łyżkę do jogurtu totalnie mnie ignorując.
- Mamo. - powiedziałam chcąc by znów zwróciła na mnie uwagę. Wprost nienawidziła tego słowa i za każdym razem gdy zwróciłam się do niej mamo zamiast po imieniu, jak kazała mi to robić, złościła się czasem wymachując przy tym śmiesznie rękami.
- Ile razy mówiłam ci, żebyś mówiła do mnie Riley? - zapytała rozzłoszczona, a ja uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Wystarczyło mi raz, ale lubię patrzeć jak się denerwujesz.
Riley zacisnęła mocno szczękę, ale nie powiedziała więcej ani słowa. Widocznie nie miała ochoty na kłótnie ze mną z samego rana, dlatego postanowiłam zostawić ją w spokoju i wrócić do swojej sypialni, żeby wziąć swoją torebkę i spakować do niej kilka podręcznych rzeczy takich jak telefon czy portfel, rzecz bez której nie ruszałam się na krok. Nigdy nie wiadomo czy w twoim ulubionym sklepie nie weszła nowa kolekcja butów lub torebek, albo czy za rogiem w sklepiku ze zdrową żywnością nie dowieźli masła orzechowego.
- David, możemy już jechać! - krzyknęłam, gdy moja torebka była już spakowana, a wygląd jak należy.
David natychmiast zjawił się przy drzwiach i zaprowadził mnie do samochodu otwierając mi drzwi.
- Pierwszy dzień w szkole, jak się czujesz Candice? - zagadał, gdy wyjechaliśmy spod domu.
- A jak myślisz Dave? Kiedy tylko myślę o tej budzie mam ciarki na plecach. Chyba nikt nie lubi chodzić do szkoły. - westchnęłam. Rzeczywiście szkoła to najgorsze miejsce na świecie, jednak dobra strona tego jest taka, że to ja nią rządzę i nikt dotychczas nie odważył sprzeciwić się mojemu zdaniu lub co gorsze mnie obrazić, bo każdy wie, że jeżeli to zrobi może wypisać się z tej szkoły lub najlepiej wyprowadzić z miasta, dlatego ludzie mnie szanują. Każdy wita się ze mną na korytarzu, jednak nie każdemu odpowiadam, bo nie wszyscy na to zasługują. Istnieje tylko grupka wybrańców, którzy podobnie jak ja są czczeni przez lud jedynie ze względu na znajomość ze mną. Nic więc dziwnego, że każda dziewczyna chce być mną, a każdy chłopak ze mną.
- Kiedy byłem w twoim wieku też nienawidziłem szkoły, ale potem poszedłem do pracy i zrozumiałem, że istnieje coś gorszego niż to o czym dotychczas myślałem.
- Aż tak bardzo nie lubisz mnie wozić? - zaśmiałam się. Oczywiście wiedziałam, że David lubi swoją pracę, powtarzał mi to kilkakrotnie i nie sądzę, aby kłamał, ale lubiłam się z nim droczyć, a on lubił droczyć się ze mną.
- Dobrze wiesz, że uwielbiam tak samo jak ciebie. Bardziej miałem na myśli moją poprzednią pracę. Zanim zostałem szoferem byłem instruktorem jazdy. To najgorsza praca jaką można sobie wyobrazić. Mój pierwszy kandydat na prawo jazdy ze stresu zwymiotował na wycieraczkę, a ja później musiałem to sprzątać.
- To rzeczywiście beznadziejne zajęcie. - przyznałam ze śmiechem. Nie potrafiłam wyobrazić sobie, że ktoś taki jak Dave sprząta czyjeś wymiociny. To zupełnie do niego nie pasuje, najlepiej sprawdza się w pracy mojego szofera.
Kilka minut później byliśmy już pod budynkiem mojej szkoły. Wysokie mury i wszędzie porozwieszane flagi Ameryki oraz szyldy z różnego typu hasłami to od tej pory moja codzienność. Gdy na to wszystko patrzę coraz bardziej nie mogę doczekać się dorosłości byleby tylko nie sprzątać wymiocin z wycieraczek.
David pomachał mi na odchodne i odjechał w drugą stronę, a ja powolnym krokiem ruszyłam w kierunku wejścia. Nie musiałam długo czekać by natychmiast nie podbiegły do mnie dziewczyny z obecnych trzecich klas. Mimo, że jestem od nich klasę niżej nawet one zabiegają o moją uwagę i dałby się pokroić za chociażby jedno zamienione ze mną słowo. Tak było i tym razem.
- Ślicznie dzisiaj wyglądasz. - powiedziała jedna, jednak nawet nie raczyłam obmierzyć jej swoim spojrzeniem i dalej szłam prosto przed siebie.
- Jestem ciekawa jak będą wyglądać tegoroczne pierwszaki, na pewno nie lepiej niż ty. - dodała druga z nich, której uroda pozostawiała wiele do życzenia. Na twarzy miała pełen wysyp pryszczy, w dodatku nie miała na sobie ani grama makijażu, a jej sukienka wyglądała jak wyjęta z lumpeksu.
- Ile dałaś za tą torebkę? - zapytała trzecia idąc najbliżej mnie. - Jest naprawdę boska,
- Nieważne, ciebie i tak na to nie stać. - mruknęłam popychając drzwi i wchodząc do środka.
- To rzeczywiście beznadziejne zajęcie. - przyznałam ze śmiechem. Nie potrafiłam wyobrazić sobie, że ktoś taki jak Dave sprząta czyjeś wymiociny. To zupełnie do niego nie pasuje, najlepiej sprawdza się w pracy mojego szofera.
Kilka minut później byliśmy już pod budynkiem mojej szkoły. Wysokie mury i wszędzie porozwieszane flagi Ameryki oraz szyldy z różnego typu hasłami to od tej pory moja codzienność. Gdy na to wszystko patrzę coraz bardziej nie mogę doczekać się dorosłości byleby tylko nie sprzątać wymiocin z wycieraczek.
David pomachał mi na odchodne i odjechał w drugą stronę, a ja powolnym krokiem ruszyłam w kierunku wejścia. Nie musiałam długo czekać by natychmiast nie podbiegły do mnie dziewczyny z obecnych trzecich klas. Mimo, że jestem od nich klasę niżej nawet one zabiegają o moją uwagę i dałby się pokroić za chociażby jedno zamienione ze mną słowo. Tak było i tym razem.
- Ślicznie dzisiaj wyglądasz. - powiedziała jedna, jednak nawet nie raczyłam obmierzyć jej swoim spojrzeniem i dalej szłam prosto przed siebie.
- Jestem ciekawa jak będą wyglądać tegoroczne pierwszaki, na pewno nie lepiej niż ty. - dodała druga z nich, której uroda pozostawiała wiele do życzenia. Na twarzy miała pełen wysyp pryszczy, w dodatku nie miała na sobie ani grama makijażu, a jej sukienka wyglądała jak wyjęta z lumpeksu.
- Ile dałaś za tą torebkę? - zapytała trzecia idąc najbliżej mnie. - Jest naprawdę boska,
- Nieważne, ciebie i tak na to nie stać. - mruknęłam popychając drzwi i wchodząc do środka.
Na korytarzu zebrał się już tłum uczniów. Wszędzie były porozstawiane krzesełka, jednak nie dla każdego starczyło miejsc. Wzrokiem odszukałam swoją trzyosobową świtę i gestem przywołałam je do mnie. Megan, Nicole i Lauren natychmiast na to zareagowały i zjawiły się u mojego boku.
- Zajęłyśmy dla ciebie miejsce, Candice. - powiadomiła mnie Lauren wskazując na pierwszy rząd krzeseł.
- Bardzo dobrze, chodźmy. - powiedziałam i ze sztucznym uśmiechem na twarzy zaczęłam iść w stronę wolnych miejsc.
- Zajęłyśmy dla ciebie miejsce, Candice. - powiadomiła mnie Lauren wskazując na pierwszy rząd krzeseł.
- Bardzo dobrze, chodźmy. - powiedziałam i ze sztucznym uśmiechem na twarzy zaczęłam iść w stronę wolnych miejsc.
Każdy kto stanął nam na drodze natychmiast się z niej usuwał i z uśmiechem się ze mną witał. Jedynie drobna dziewczyna z blond warkoczami przystępująca do pierwszej klasy nie zeszła mi od razu z drogi, lecz zanim zdążyłam na to zareagować i uświadomić jej kim jestem chłopak siedzący obok szepnął jej coś na ucho, a ona od razu przeszła na bok mówiąc ciche przepraszam.
- Więcej uśmiechu dla królowej szkoły. - warknęła do niej Megan przechodząc obok.
- Drodzy uczniowie proszę żebyście wszyscy zajęli już swoje miejsca! - ogłosił dyrektor trzymając w ręku mikrofon. Po korytarzu rozległ się cichy pomruk, ale wkrótce wszyscy usiedli zgodnie z jego prośbą. - Chciałbym serdecznie powitać was wszystkich po długiej przerwie, a zwłaszcza uczniów pierwszych klas oraz kilku nowych uczniów, którzy dołączyli do klas drugich.
- Kto dołączył do naszych klas? - spytałam szeptem Nicole, ale ona wzruszyła tylko ramionami.
- Nie mam pojęcia Candice, ale mogę pójść to sprawdzić kiedy dyrektor skończy przemówienie.
Kiwnęłam potakująco głową, a przez resztę przemówienia dyrektora wzrokiem starałam się odszukać nowe osoby, o których mówił. Musiałam jak najszybciej pokazać im kto rządzi tą szkołą, by przypadkiem któremuś z nich nie przyszło do głowy zająć mojego miejsca, choć osobiście myślę, że nikt by się na to nie odważył.
Po czterdziestu minutach wreszcie mogłam wstać z twardego, niewygodnego krzesła i zająć się rzeczami ważniejszymi od słuchania wywodów na temat nauki i różnych innych bzdur.
- Candice, to on. - trąciła mnie łokciem Nicole wskazując na bruneta otoczonego wianuszkiem chłopaków z drużyny koszykarskiej. Wszyscy wesoło z nim rozmawiali jakby znali się od lat, Tony klepnął go przyjacielsko po plecach, a mój były Simon podetknął mu pod nos swój telefon i po chwili oboje się zaczęli się śmiać, co bardzo mi się nie spodobało. Czułam, że ten chłopak może stać się dla mnie zagrożeniem, jeśli nie pokażę mu szybko kogo musi się w tej szkole słuchać, dlatego musiałam porozmawiać z nim natychmiast.
- Megan, Lauren, idziemy do szkolnej kawiarni, a ty Nicky przyprowadź do mnie tego nowego i to jak najszybciej. - rzuciłam odwracając się na pięcie i odchodząc z wysoko uniesioną głową. Byłam prawie pewna, że gdy nowy tylko mnie zobaczy od razu zmieni swoje zachowanie, a jeśli będzie miał wystarczająco dużo odwagi zacznie prawić mi mnóstwo komplementów rozpaczliwie zabiegając o moją uwagę. W końcu kto by nie chciał być z najpopularniejszą i najładniejszą dziewczyną w szkole, ale niestety nie każdy ma tą szansę.
- Nowy jest całkiem przystojny. - powiedziała Lauren.
- To prawda. - przytaknęła Megan. - Ciekawe jak się nazywa.
- To ja decyduje o tym kto jest przystojny, a na kogo nawet nie warto spojrzeć, a na razie nawet nie widziałam go z bliska.
- Oczywiście Candice, tylko tak mówimy. - wytłumaczyła Lauren uśmiechając się do mnie przepraszająco.
Minęło kilka minut, kiedy zobaczyłam biegnącą do naszego stolika Nicole, jednak obok niej nie było chłopaka.
- Gdzie nowy? - zapytałam ostro, wstając od stolika.
- Candice on...jakby ci to powiedzieć... - zaczęła się jąkać, a ja już wiedziałam, że jest coś na rzeczy.
- Mów. - zażądałam stanowczo czekając na to co powie mi moja świta.
- Odmówił przyjścia i powiedział, żebyś dała mu spokój, bo ma ważniejsze rzeczy do roboty niż schadzki z jakąś lalą.
- Słucham?! - krzyknęłam czując jak jestem na granicy swojej wytrzymałości. Nie rozumiałam jak to możliwe, żeby ktokolwiek odmówił czegokolwiek Candice Thompson. Nawet jeżeli nowy nie wiedział kim jestem ktoś z drużyny powinien mu o tym powiedzieć i niewątpliwie, wiedziałam, że poniosą tego konsekwencje, jednak w późniejszym czasie, Na razie musiałam zająć się odpowiednio nowym chłopakiem.
- Idziemy do niego. Nicky, zaprowadź nas tam.
- Nie lubię kiedy mówisz do mnie Nicky. - mruknęła. - Mam na imię Nicole.
- Przestań narzekać, - warknęłam do niej. - Chcę tylko, żebyś pokazała mi tego nowego osobnika, który myśli, że może zawojować świat.
W tamtym momencie powiedzenie, że byłam zła byłoby za słabym określeniem. Byłam wściekła do granic możliwości i gdybym mogła rozszarpałabym tego chłopaka na strzępy razem z jego nowymi kolegami. W tej szkole będzie nie będzie istniał, to wiedziałam na pewno, a dla reszty chłopaków wymyślę inną, stosowną karę. Musieli wiedzieć, że nikt nie ma prawa mi się sprzeciwiać. To tak jak w królestwie, jeśli król nie będzie wystarczająco silny i konsekwentny poddani wkrótce go zdetronizują, dlatego często silniejsi władcy musieli być okrutni.
- To on. - szepnęła Nicole stając niedaleko chłopaka, który obecnie siedział sam na ławce, z telefonem w ręku przeglądając swoje konto na Instagramie.
- Biedaku, koledzy cię opuścili? - zadrwiłam stając nad nowym z założonymi rękami. Podniósł głowę i spojrzał się na mnie, a potem na jego twarzy pojawił się ten sam drwiący uśmiech co na mojej.
- Ty musisz być Candice. Dziewczyna, która myśli, że zawładnęła całą szkołą.
- Nie muszę myśleć, żeby tak było, a za taką postawę w stosunku do mnie uwierz, że nie będziesz miał życia w tej szkole. Zniszczę cię doszczętnie. - warknęłam czując jak moja złość sięga zenitu.
- Nie byłbym tego taki pewien. - uśmiechnął się wstając ze swojego miejsca. - Jeszcze mnie nie znasz i nie wiesz do czego jestem zdolny, ale nie martw się nie biję dziewczyn. Nawet takich zapatrzonych w siebie jak ty.
- Miałam to uznać za obrazę? - spytałam ze śmiechem. - Oh, mój drogi w takim razie nie udało ci się.
- Nie miałem na celu cię obrazić, a jedynie stwierdziłem fakty, a teraz zabieraj się ze swoimi koleżankami, bo muszę pilnie zadzwonić, nie mam już dla ciebie więcej czasu.
Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nikt mnie nigdy tak nie potraktował ani tym bardziej nie odezwał się w ten sposób, nawet Riley, a ona często zbywała mnie podobnymi tekstami chcąc mieć chwilę spokoju. Jednak nie mogłam odejść bez słowa z podniesioną głową, czułam się w obowiązku, by odpowiedzieć coś temu chłopakowi, którego imienia nawet nie znałam, bo w przeciwnym razie dałabym mu jasny znak, że ma nade mną przewagę.
- Nie myśl, że to koniec. Nie odpuszczę ci tak łatwo. - syknęłam. - W tej szkole rządzę ja i nic w tej kwestii się nie zmieni.
- Do jutra, Candice. - na jego twarzy ponownie zagościł drwiący uśmiech, a gdy już szykowałam się do odejścia pomachał mi na odchodne sprawiając, że krew zaczęła odpływać mi z twarzy, a moje zwinięte pięści wręcz pobielały ze złości.
Przyznam, że nowy ma całkiem silny charakter i dzisiejszego dnia wygrał ze mną kłótnię, ale nie będzie cieszył się zwycięstwem długo. W głowie już układałam sobie plan kolejnego dnia, by zmiażdżyć go jak małą dżdżowniczkę, a przy chłopakach z drużyny koszykarskiej, by wyszedł na ostatniego frajera, jednak do tego potrzebowałam o nim jak najwięcej informacji, a nie znając nawet jego imienia nie mogłam zajść za daleko.
- Dziewczyny, macie dowiedzieć się o nowym wszystkiego. Jego imię, nazwisko, zainteresowania, wszystko co tylko się da. Na jutro.
- Drodzy uczniowie proszę żebyście wszyscy zajęli już swoje miejsca! - ogłosił dyrektor trzymając w ręku mikrofon. Po korytarzu rozległ się cichy pomruk, ale wkrótce wszyscy usiedli zgodnie z jego prośbą. - Chciałbym serdecznie powitać was wszystkich po długiej przerwie, a zwłaszcza uczniów pierwszych klas oraz kilku nowych uczniów, którzy dołączyli do klas drugich.
- Kto dołączył do naszych klas? - spytałam szeptem Nicole, ale ona wzruszyła tylko ramionami.
- Nie mam pojęcia Candice, ale mogę pójść to sprawdzić kiedy dyrektor skończy przemówienie.
Kiwnęłam potakująco głową, a przez resztę przemówienia dyrektora wzrokiem starałam się odszukać nowe osoby, o których mówił. Musiałam jak najszybciej pokazać im kto rządzi tą szkołą, by przypadkiem któremuś z nich nie przyszło do głowy zająć mojego miejsca, choć osobiście myślę, że nikt by się na to nie odważył.
Po czterdziestu minutach wreszcie mogłam wstać z twardego, niewygodnego krzesła i zająć się rzeczami ważniejszymi od słuchania wywodów na temat nauki i różnych innych bzdur.
- Candice, to on. - trąciła mnie łokciem Nicole wskazując na bruneta otoczonego wianuszkiem chłopaków z drużyny koszykarskiej. Wszyscy wesoło z nim rozmawiali jakby znali się od lat, Tony klepnął go przyjacielsko po plecach, a mój były Simon podetknął mu pod nos swój telefon i po chwili oboje się zaczęli się śmiać, co bardzo mi się nie spodobało. Czułam, że ten chłopak może stać się dla mnie zagrożeniem, jeśli nie pokażę mu szybko kogo musi się w tej szkole słuchać, dlatego musiałam porozmawiać z nim natychmiast.
- Megan, Lauren, idziemy do szkolnej kawiarni, a ty Nicky przyprowadź do mnie tego nowego i to jak najszybciej. - rzuciłam odwracając się na pięcie i odchodząc z wysoko uniesioną głową. Byłam prawie pewna, że gdy nowy tylko mnie zobaczy od razu zmieni swoje zachowanie, a jeśli będzie miał wystarczająco dużo odwagi zacznie prawić mi mnóstwo komplementów rozpaczliwie zabiegając o moją uwagę. W końcu kto by nie chciał być z najpopularniejszą i najładniejszą dziewczyną w szkole, ale niestety nie każdy ma tą szansę.
- Nowy jest całkiem przystojny. - powiedziała Lauren.
- To prawda. - przytaknęła Megan. - Ciekawe jak się nazywa.
- To ja decyduje o tym kto jest przystojny, a na kogo nawet nie warto spojrzeć, a na razie nawet nie widziałam go z bliska.
- Oczywiście Candice, tylko tak mówimy. - wytłumaczyła Lauren uśmiechając się do mnie przepraszająco.
Minęło kilka minut, kiedy zobaczyłam biegnącą do naszego stolika Nicole, jednak obok niej nie było chłopaka.
- Gdzie nowy? - zapytałam ostro, wstając od stolika.
- Candice on...jakby ci to powiedzieć... - zaczęła się jąkać, a ja już wiedziałam, że jest coś na rzeczy.
- Mów. - zażądałam stanowczo czekając na to co powie mi moja świta.
- Odmówił przyjścia i powiedział, żebyś dała mu spokój, bo ma ważniejsze rzeczy do roboty niż schadzki z jakąś lalą.
- Słucham?! - krzyknęłam czując jak jestem na granicy swojej wytrzymałości. Nie rozumiałam jak to możliwe, żeby ktokolwiek odmówił czegokolwiek Candice Thompson. Nawet jeżeli nowy nie wiedział kim jestem ktoś z drużyny powinien mu o tym powiedzieć i niewątpliwie, wiedziałam, że poniosą tego konsekwencje, jednak w późniejszym czasie, Na razie musiałam zająć się odpowiednio nowym chłopakiem.
- Idziemy do niego. Nicky, zaprowadź nas tam.
- Nie lubię kiedy mówisz do mnie Nicky. - mruknęła. - Mam na imię Nicole.
- Przestań narzekać, - warknęłam do niej. - Chcę tylko, żebyś pokazała mi tego nowego osobnika, który myśli, że może zawojować świat.
W tamtym momencie powiedzenie, że byłam zła byłoby za słabym określeniem. Byłam wściekła do granic możliwości i gdybym mogła rozszarpałabym tego chłopaka na strzępy razem z jego nowymi kolegami. W tej szkole będzie nie będzie istniał, to wiedziałam na pewno, a dla reszty chłopaków wymyślę inną, stosowną karę. Musieli wiedzieć, że nikt nie ma prawa mi się sprzeciwiać. To tak jak w królestwie, jeśli król nie będzie wystarczająco silny i konsekwentny poddani wkrótce go zdetronizują, dlatego często silniejsi władcy musieli być okrutni.
- To on. - szepnęła Nicole stając niedaleko chłopaka, który obecnie siedział sam na ławce, z telefonem w ręku przeglądając swoje konto na Instagramie.
- Biedaku, koledzy cię opuścili? - zadrwiłam stając nad nowym z założonymi rękami. Podniósł głowę i spojrzał się na mnie, a potem na jego twarzy pojawił się ten sam drwiący uśmiech co na mojej.
- Ty musisz być Candice. Dziewczyna, która myśli, że zawładnęła całą szkołą.
- Nie muszę myśleć, żeby tak było, a za taką postawę w stosunku do mnie uwierz, że nie będziesz miał życia w tej szkole. Zniszczę cię doszczętnie. - warknęłam czując jak moja złość sięga zenitu.
- Nie byłbym tego taki pewien. - uśmiechnął się wstając ze swojego miejsca. - Jeszcze mnie nie znasz i nie wiesz do czego jestem zdolny, ale nie martw się nie biję dziewczyn. Nawet takich zapatrzonych w siebie jak ty.
- Miałam to uznać za obrazę? - spytałam ze śmiechem. - Oh, mój drogi w takim razie nie udało ci się.
- Nie miałem na celu cię obrazić, a jedynie stwierdziłem fakty, a teraz zabieraj się ze swoimi koleżankami, bo muszę pilnie zadzwonić, nie mam już dla ciebie więcej czasu.
Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nikt mnie nigdy tak nie potraktował ani tym bardziej nie odezwał się w ten sposób, nawet Riley, a ona często zbywała mnie podobnymi tekstami chcąc mieć chwilę spokoju. Jednak nie mogłam odejść bez słowa z podniesioną głową, czułam się w obowiązku, by odpowiedzieć coś temu chłopakowi, którego imienia nawet nie znałam, bo w przeciwnym razie dałabym mu jasny znak, że ma nade mną przewagę.
- Nie myśl, że to koniec. Nie odpuszczę ci tak łatwo. - syknęłam. - W tej szkole rządzę ja i nic w tej kwestii się nie zmieni.
- Do jutra, Candice. - na jego twarzy ponownie zagościł drwiący uśmiech, a gdy już szykowałam się do odejścia pomachał mi na odchodne sprawiając, że krew zaczęła odpływać mi z twarzy, a moje zwinięte pięści wręcz pobielały ze złości.
Przyznam, że nowy ma całkiem silny charakter i dzisiejszego dnia wygrał ze mną kłótnię, ale nie będzie cieszył się zwycięstwem długo. W głowie już układałam sobie plan kolejnego dnia, by zmiażdżyć go jak małą dżdżowniczkę, a przy chłopakach z drużyny koszykarskiej, by wyszedł na ostatniego frajera, jednak do tego potrzebowałam o nim jak najwięcej informacji, a nie znając nawet jego imienia nie mogłam zajść za daleko.
- Dziewczyny, macie dowiedzieć się o nowym wszystkiego. Jego imię, nazwisko, zainteresowania, wszystko co tylko się da. Na jutro.
Moja świta posłusznie pokiwała głowami, a na mojej twarzy znów pojawił się uśmiech pełen wyższości. Nikt nie może zniszczyć dnia Candice Thompson oprócz jej samej, a zwłaszcza ktoś taki jak chłopak, z którym przed chwilą rozmawiałam, choć nie wiem czy przeprowadzoną konwersacje można było nazwać zwyczajną rozmową. Miało to raczej charakter kłótni, ale było to zupełnie nieważne. Ważne było tylko to, żeby rozprawić się z panem jakkolwiek ma na imię raz na zawsze. Jeszcze pożałuje swoich słów w moją stronę.
Jak podoba się pierwszy rozdział? Tak jak mówiłyśmy jest to coś zupełnie nowego, a Candice w niczym nie przypomina poprzedniej bohaterki - Lucy. Dajcie znać co o tym myślicie a następny rozdział już ZA TYDZIEŃ!!
czwartek, 22 czerwca 2017
Bohaterowie
Sasha Pieterse jako Candice Thompson
Louis Tomlinson jako on sam
Melanie Martinez jako Zara Dowell
Madison Beer jako Megan Clark
Ariana Grande jako Nicole Blake
Shay Mitchell jako Lauren Harris
Shawn Mendes jako Alex Hudson
Cole Sprouse jako Patrick Moore
Brandon Flynn jako Matthew Evans
Cody Christian jako Simon Lindgren
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












