czwartek, 20 lipca 2017

Rozdział 3

*Candice*
   Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Musiałam zając się przygotowaniami do imprezy, która musiała być najlepsza, taka jaką wszyscy zapamiętają do końca roku. Alkohol kupiłam przez Zarę, ponieważ z powodu mojego wieku żaden sprzedawca by mi go nie sprzedał. Przekąski leżały już na stołach, a po całym domu rozrzucone były balony i wszędzie wisiały serpentyny. Tak jak na prawdziwą imprezę przystało, a co najlepsze wszystko to udekorowałam sama tylko z małą pomocą Zary. Byłam bardzo szczęśliwa kiedy zgodziła się także być na imprezie, gdy z początku wykręcała się mówiąc, że takie licealne imprezy nie są w jej stylu i zdecydowanie woli iść do klubu.
  - Prawdopodobnie zjawi się też Levis, ten o którym ci mówiłam. - powiedziałam do Zary ostatni raz rzucając okiem na udekorowane wnętrze.
  - A czy on przypadkiem nie miał na imię Louis? - zapytała.
  - Wszystko jedno jak ma na imię. - wzruszyłam ramionami. - Musisz tylko pamiętać, żeby w żadnym wypadku nie być dla niego miłą. - pouczyłam ją.
  - To nie będzie zbyt duży wyczyn.
  -Bo prawdziwym wyczynem będzie to co planuję mu zrobić. - na samą myśl o tym co miałam zrobić, dostawałam przyjemnych ciarek na plecach. Moja świta nie spisała się zbyt dobrze, gdy poprosiłam je o sprawdzenie mojego przeciwnika, dlatego postanowiłam sama poszperać w internecie. Znalazłam tam jedną bardzo ciekawą rzecz i dzięki moim umiejętnościom informatycznym udało mi się dostać do usuniętego wideo i zgrać je na pen drive, by ukazać je wszystkim gościom i nie tylko.Dostaną je również osoby, których nie będzie na mojej imprezie, włączając w to szare myszki, ponieważ sądzę, że każdy zasługuje, żeby to zobaczyć. Louis, Levis, czy jakkolwiek ma on na imię zapamięta mnie na wieki i już nigdy więcej nie odważy się podważyć mojego szkolnego autorytetu.
  - Co ty znowu chcesz zrobić? - Zara spojrzała na mnie ostrzegawczo, a ja jedynie posłałam jej niewinny uśmiech.
  - Wszystko w swoim czasie.
   Dziesięć minut przed dziewiętnastą zaczęli schodzić się pierwsi goście, a po godzinie dom był wypełniony po brzegi. W środku znajdował się także mój rywal, który zdążył znaleźć już sobie przyjaciół na poziomie, mimo, że jeszcze wczoraj nie odnosili się do niego przyjaźnie. Dziewczyny otaczały go z każdej strony, ale wiedziałam, że nie na długo. Znikną razem z Simonem, Mattem i Patrickiem u jego boku.
  - Hej, Candice fajna dupa. - usłyszałam za sobą głos Louisa, a po chwili poczułam na swoim tyłku lekkie klepnięcie. Momentalnie odwróciłam się w jego stronę, a jego "świta" wydała z siebie ciche "uuuu"i kiedy już miałam uderzyć go w policzek przechyliłam głowę i uśmiechnęłam się do niego ze współczuciem.
  - Rozumiem, że tym klepnięciem mnie w tyłek chciałeś mi udowodnić jaki jesteś męski? A może raczej nie mi, tylko twoim nowym kolegom, wiesz, lepiej, żeby nie podejrzewali cię o niemęskie rzeczy...chyba wiesz co mam na myśli prawda?
   Louis pokręcił głową i również uśmiechnął się pewny siebie, zupełnie nie przeczuwając czego się o nim dowiedziałam. Pomyślałam, że być może dla mnie to lepiej, bo daje mi to przewagę, więc zbytnio nie przejęłam się kiedy powiedział coś co powinno mnie dogłębnie urazić.
  - Widzę, że nadal nie dajesz mi spokoju i próbujesz sprowadzić mnie na dół? Szkoda, bo wiesz...fajna z ciebie dupa i chętnie bym umówił się z tobą na szybki numerek w moim aucie, więc gdybyś odzyskała rozum i schowała swoją dumę, zadzwoń.
  - Chyba nie tym razem Levis. - powiedziałam odwracając się na pięcie i odchodząc w głąb salonu.
   Słyszałam jak Simon mówi do niego, żeby lepiej się uspokoił i przestał mówić do mnie w ten sposób, a on odpowiedział mu coś zbywającego. W tym momencie doceniłam Simona i przyznałam mu dużego plusa. Kiedy z nim zerwałam poczuł się upokorzony i na każdym kroku starał się upokorzyć mnie, a gdy za żadnym razem mu się to nie udało nadrabiał to kąśliwymi komentarzami w moją stronę kiedy przechodziłam korytarzem, ale wszyscy ignorowali je lub ewentualnie patrzyli się na niego z politowaniem.
   Impreza się rozkręcała. Lało się mnóstwo alkoholu i wszyscy świetnie się bawili, aż w końcu nastał moment w którym raz na zawsze pozbędę się nowego. Do swojego laptopa podłączyłam pen drive ze zgranym filmem i po upewnieniu się, że wszystko z nim w porządku przełączyłam obraz na telewizor. Goście od razu skierowali swój wzrok w stronę dużego obrazu, a ja nic więcej nie mówiąc zajęłam swoje miejsce obok mojej świty i kilku innych, popularnych uczennic z czwartych klas oraz Zary by cieszyć się  zwycięstwem jednocześnie obserwować reakcję ludzi ze szkoły.
   Nagranie się rozpoczęło. Na początku nie było na nim nic ciekawego, co byłoby warte uwagi. Zwyczajna impreza, być może jakaś parapetówka. Kilkanaścioro chłopaków i kilka dziewczyn grało w butelkę, jednak kiedy zatrzymała się na jednym z uczestników wszyscy mogli podziwiać Louisa, który widząc na wielkim telewizorze siebie zrobił się przerażony.
  - Zatrzymajcie to nagranie! - krzyknął, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi dalej wgapiając się w wideo i czekając na rozwój wydarzeń.
  W nagraniu ktoś krzyknął "Przeliżcie się" wskazując na rudego chłopaka siedzącego niedaleko naszego bohatera. Louis z początku onieśmielony wstał i uklęknął przed swoim kolegą, by po chwili przyssać się do jego ust i z wielką namiętnością go pocałować. W tym momencie kilka osób oglądających nagranie odwróciło swoje głowy w geście obrzydzenia, a znaczna część z nich zaczęła się śmiać kierując swoje rozbawione spojrzenie na wściekłego Louisa.
  - Śmieszy was to?! - krzyknął. - To była tylko głupia gra, durne wyzwanie!
  - A może faktycznie jesteś gejem? - zapytałam podnosząc się z fotela i uśmiechając się pod nosem. - Chłopaki, lepiej uważajcie na niego. - zaśmiałam się, a wszyscy inni mi zawtórowali.
  - Jak to znalazłaś, Candice? - pytali niektórzy, a jeszcze inni, to znaczy męska część towarzystwa dziękowała mi za to, że pokazałam im nagranie zanim sami padliby ofiarą szkolnego geja.
   Louis rozwścieczony i upokorzony wyszedł z imprezy przez taras, a pozostali przez cały czas się śmieli i żartowali między sobą.
  - Candy, możesz przesłać mi to nagranie? - spytał mnie Zack uśmiechając się czarująco. Zack również należał do jednej ze sportowych drużyn i niewątpliwie był chłopakiem, na którym warto było zawiesić oko, jednak jak dla mnie był zbyt zapatrzony w siebie, a do tego na każdej przerwie podrywał inną dziewczynę, dlatego uznałam, że nie mogłabym być z kimś takim jak on.
  - Nie Zack, to ja nim rozporządzam i na pewno nie dostanie się w twoje ręce. - oświadczyłam przybierając poważny ton głosu.
  - Candy...nie daj się prosić, albo przynajmniej powiedz mi jak je zdobyłaś. - prosił dalej.
  - Jedyne co potrafisz to kopać piłkę, a tu potrzeba coś więcej, więc zabieraj się i nie marnuj mojego czasu. - mruknęłam, a Charlotte zajmująca miejsce po mojej lewej stronie również zdecydowała się zabrać głos.
  - Jeśli myślisz, że swoim uśmiechem jesteś w stanie wpłynąć na każdą dziewczynę to się pomyliłeś, a teraz odejdź, to wyłącznie babska strefa.
   Zack ze zwieszoną głowę odszedł zostawiając nas w spokoju, a cała nasza szóstka mogła kontynuować rozmowy. Dziewczyny podobnie jak i on próbowały wyciągnąć ze mnie jak zdobyłam nagranie licząc, że skoro należą do grona moich koleżanek należy im się więcej, ale gdy za drugim razem powiedziałam im stanowczym głosem, że to moja prywatna sprawa dały za wygraną i nie wspomniały już słowa więcej na temat wideo.
  - Candice. - Zara szturchnęła mnie lekko. - Alex zrobił się przygnębiony, może zaprosisz go do nas albo z nim pogadasz? - zaproponowała patrząc z żalem na mojego przyjaciela.
   Odszukałam go wzrokiem w tłumie bawiących się osób i zobaczyłam jak stoi samotnie pod schodami siorbiąc piwo z czerwonego kubka. Minę miał nie za ciekawą i na pewno nie wyglądał jak osoba, która się dobrze bawi, dlatego nie wiele myśląc przeprosiłam z uśmiechem zgromadzone wokół mnie dziewczyny i podeszłam do Alexa.
  - Co jest? Czemu się nie bawisz? - zapytałam.
  - Nie widziałaś ich reakcji? Śmieli się z tego, że ktoś może być gejem, tak samo śmialiby się ze mnie gdyby dowiedzieli się prawdy. - mruknął nie odrywając wzroku od podłogi.
  - Śmieli się z niego, ponieważ to ja tego chciałam i wystawiłam Louisa na pośmiewisko, a ty jesteś moim przyjacielem. Nikt nie odważyłby się z ciebie śmiać, a gdyby znalazła się taka osoba miałaby od razu do czynienia ze mną. - próbowałam go pocieszyć, jednak to nie zrobiło na Alexie dużego wrażenia.
  - Doceniam to co byś dla mnie zrobiła i że próbujesz sprawić, żebym nie czuł się źle, ale...
  - Chodź, Alex, lepiej porozmawiajmy na górze, tutaj ktoś może nas usłyszeć. - przerwałam mu i poprowadziłam schodami na górę.
   Weszliśmy do mojej sypialni, Alex usiadł na fotelu i podparł głowę rękami. Usiadłam w fotelu na przeciwko niego i zapaliłam lampkę w kształcie tulipana stojącą na stoliku. Wyglądało to prawie jak w filmach kryminalnych, gdy policjant przesłuchuje podejrzanego, a światło ma sprawić, że zacznie mówić prawdę, jednak ja nie miałam na celu przesłuchiwać Alexa. Chciałam, żeby znów poczuł się bezpieczny.
  - Posłuchaj. - zaczęłam zmuszając go jednocześnie by na mnie spojrzał. - Wiem, że jest ci ciężko ze swoją orientacją, ale to, że wolisz chłopców niż dziewczyny nie sprawia, że jesteś gorszy. Ludzie w szkole cię uwielbiają i nawet gdybyś powiedział im prawdę ich reakcja byłaby zupełnie inna niż reakcja na to wideo.
  - Skąd możesz to wiedzieć? - spytał głucho.
  - Bo jest różnica pomiędzy powiedzeniem "chodźcie ludzie, pokażę wam śmieszne wideo całujących się chłopaków" a zwyczajnym oświadczeniem o swojej orientacji bez pokazywania takiego nagrania. Uwierz mi Alex, wiem co mówię.
   Alex westchnął ciężko i rozprostował się na fotelu.
  - Czy Louis naprawdę jest gejem? - zapytał.
  - Nie wiem, ale myślę, że raczej nie. - wzruszyłam ramionami wstając ze swojego miejsca.
  - To dlaczego upubliczniłaś to wideo?
  - Przecież wiesz, że musiałam go czymś pogrążyć, a to było idealne.
  - Przypięłaś mu łatkę geja do końca roku szkolnego. Ludzie o tym nie zapomną.
  - Czy ty go właśnie bronisz? - spytałam kładąc rękę na biodrze i przekrzywiając głowę w bok.
  - Tak. To znaczy nie! Ja tylko... - Alex zaczął się jąkać, a ja już doskonale wiedziałam o co mu chodzi. Louis wpadł mu w oko i chciał być lojalny wobec niego, jednak to nie miało żadnej przyszłości. Nie wróżyłam im związku ani nic z tych rzeczy. Alex i Louis nawet ze sobą nie rozmawiali.
  - Alex, Louis i ty nigdy nie będziecie razem, zrozum. - powiedziałam ze współczuciem, ponieważ było mi go naprawdę szkoda, ale chodzenie z głową w chmurach i marzenie o czymś niemożliwym nic tu nie zdziała.
  - Dlaczego każdy kto mi się podoba musi być hetero! - krzyknął Alex i rzucił się na moje łóżko zaczynając chicho pochlipywać w moją poduszkę.
  - Ponieważ szukasz nie tam gdzie trzeba. - westchnęłam siadając obok niego i z trudem podnosząc go do pozycji siedzącej, by przytulić do siebie przygnębionego przyjaciela.
  - To gdzie mam szukać swojej miłości? - wymamrotał mi w ramię.
  - Próbowałeś pójść kiedyś do klubu dla gejów?
  - Nie. Za bardzo bałem się, że ktoś mnie tam zobaczy.
  - Więc pójdziesz ze mną, chociażby jutro. - powiedziałam pewnie, posyłając Alexowi uśmiech. On słysząc to od razu się rozpromienił i przytulił mnie mocno mówiąc, że jestem najlepszą przyjaciółką pod słońcem. To naprawdę miłe, kiedy bliska ci osoba doceni twoje starania i dodatkowo możesz sprawić, że jest szczęśliwa, a nie ma nic piękniejszego niż szczery uśmiech Alexa.
  - Zejdźmy już na dół zanim ktoś pomyśli, że uprawiamy tu seks. - zaśmiałam się wychodząc z pokoju, choć sama myśl o mnie i o Alexie razem sprawiała, że miałam ochotę zwymiotować. Traktowałam go jak swojego starszego brata, którego nigdy nie miałam i seks z nim potraktowałabym jak kazirodztwo.
   - Oni myślą, że chodzę z Ashley. - powiedział schodząc po schodach za mną.
  - Ashley Morgan?
  - Tak. - pokiwał głową. - Byłem z nią kilka razy na udawanej randce, a ci debile myślą, że jesteśmy razem.
  - A ona wie o tym, że była udawana?
  - Nie, myśli, że na nią lecę. Raz w kinie się przelizaliśmy i myślałem, że zwymiotuje na fotel obok.
  - Było aż tak źle?
  - Całowała dosyć dobrze, ale wiesz... - Alex ściszył głos, ponieważ w tym momencie znowu otaczał nas tłum ludzi. - Nie kręcą mnie dziewczyny.
  - Hej, Alex! - z tłumu wyłonił się Matt gestem przywołując do siebie mojego przyjaciela.
  - Muszę iść. - posłał mi przepraszający uśmiech, a potem podszedł do Matthew i przybił z nim piątkę. Później obaj zniknęli gdzieś w tłumie, a ja postanowiłam wrócić do dziewczyn, które nadal siedziały w tym samym miejscu i w najlepsze plotkowały popijając drinki.
  Wykonałam już pierwszy krok ruszając się z miejsca, w którym zostawił mnie Alex, ale nagle poczułam mocne szarpnięcie i znalazłam się w łazience, a ktoś kto mnie tam zaciągnął zamknął za nami drzwi i położył mi rękę na ustach. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś napaleniec, który chce mnie zgwałcić, dlatego ugryzłam go w rękę i kopnęłam w krocze, a mój napastnik od razu mnie puścił łapiąc się za bolące miejsce. Zdążyłam odejść i zapalić światło, żeby zobaczyć kto był niedoszłym gwałcicielem, a to co zobaczyłam...cóż za specjalnie mnie nie zdziwiło.
  - Naprawdę Levis? Co tym razem chciałeś udowodnić?
  - Cholera, musiałaś kopnąć mnie tak mocno? - wysyczał nie puszczając swojego prawie niewidocznego przyjaciela.
  - To było odruchowo, myślałam, że chcesz mnie zgwałcić.
  - Ja? Ciebie? - roześmiał się. - Chciałabyś księżniczko, to co powiedziałem na początku imprezy było tylko dla żartu.
  - Tak jak twoje życie. - mruknęłam. - Mało ci było wrażeń i wróciłeś po więcej?
  - Wyszedłem tylko po to, żeby zapalić, zaraz potem wróciłem. Myślałaś, że tym nagraniem sprawisz, że się popłacze? W takim razie ci się nie udało, Candy. - uśmiechnął się nadal pewny siebie.
  - Do rzeczy, Levis. Po co mnie tu zaciągnąłeś.
  - Mam na imię Louis. - powiedział.
  - Nieważne. Levis, Louis, to prawie to samo.
  - Chciałem ci powiedzieć, że to nie koniec. Chcesz ze mną pogrywać w ten sposób, proszę bardzo. Czekaj na mój krok, księżniczko.
   Kiedy Louis naciskał już klamkę zatrzymałam go, śmiejąc się tak jak wcześniej on. Chciał mnie zastraszyć, a ja nie byłam z tych, które tak łatwo się dają. Byłam urodzoną liderką i osobą, w której słowniku nie ma słowo przegrana. To ja rozdawałam tutaj karty.
  - Jesteś naiwny skoro myślisz, że jesteś w stanie mi coś zrobić. W tej szkole jesteś już spalony. Kto uwierzy w cokolwiek gejowi i zboczeńcowi? No kto? - ponowiłam swoje pytanie intensywnie wpatrując się w oczy Louisa, których źrenice nieznacznie się powiększyły, ale jednak. Bał się mnie, powiększone źrenice to oznaka zakochania lub strachu, ale pierwszą rzecz od razu wykluczyłam z oczywistych powodów, chociaż sądzę, że gdyby nie to, że ze sobą rywalizujemy ganiał by za mną jak każdy chłopak w tej szkole.
  - Zobaczymy. - powiedział i wyszedł z łazienki. Kilka minut po nim zrobiłam to samo. Jeśli ktokolwiek widział go wychodzącego zobaczyłby też mnie a to oznacza, że ludzie zaczęli podejrzewać by nas o romans lub zwyczajny szybki numerek w łazience, a przecież to kompletna bzdura. Nienawidzimy się i nienawidzić będziemy się zawsze.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz